Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Reportaż

Wayuu. Jak lokalni mediatorzy rozwiązują konflikty w Kolumbii

Kiedy dochodzi do przestępstwa, to nie oprawca pozostaje z problemem, a cała jego rodzina – i to ona musi znaleźć środki na zapłatę. Takie jest prawo Wayuu.
rysunek KAROLINA LUBASZKO
POSŁUCHAJ

Pierwszy raz o ludzie Wayuu (czyt.łaju”) usłyszałam w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości, ale już nie pamiętam, czy było to przed, czy już w trakcie wywracania sądów do góry nogami. Poleciałam do Kolumbii, żeby poznać ich system prawny, tak odmienny od naszego, a szczególnie ich głównych reprezentantów –pütchipü’üi(czyt.pucipu”).

Ten, który niesie słowo

Północny kraniec Ameryki Południowej, Morze Karaibskie, półwysep La Guajira. To tutaj mieszka rdzenna ludność Kolumbii, Wayuu. Ich terytorium podzielone jest między Kolumbię a Wenezuelę. Dla obydwu krajów to region najbardziej wysunięty na północ, czyli wszędzie stąd daleko. Poza tym pustynia, brak dróg asfaltowych. Ale właśnie to położenie geograficzne ułatwiło rozwój przemytu.

Dostęp online
Czytaj i słuchaj bez ograniczeń.Skorzystaj z oferty

Od wieków społeczność ta trudni się wypasem zwierząt i rybołówstwem, choć liczba zainteresowanych tymi fachami maleje. Na świecie Wayuu są coraz lepiej znani z kolorowych, ręcznie wyplatanych hamakówchinchorros(sami w nich śpią), toreb na ramięmochilas(do kupienia w internecie), no i pütchipü’üi, którzy w 2010 roku zostali wpisani na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Inocencio Gonzalez Yayaliyuu jest jednym z nich. Z wyglądu przypomina mi mojego dziadka: wysoki, dobrze zbudowany, ze srogim wyrazem twarzy i ustami w kształcie podkowy. Gdybym była dzieckiem, bałabym się go tak, jak bałam się dziadka. Ale miejscowi już mi powiedzieli, że Inocencio lubi gadać, więc jestem spokojna.

Jego wizerunek na pewno wzbudza respekt. Autorytet wyczuwa się na kilometr. Poznaję go w szpitalu i już tutaj widzę, że ludzie mu się kłaniają, jeden nawet mówi: „Dzień dobry, burmistrzu!”. A przecież w Nazareth nie ma żadnego burmistrza, bo to mała wieś. (Bawią mnie światowe nazwy na tym końcu świata, choć czasem inaczej zapisywane: Nazareth, Buenos Aires, Nueva York, Mejico).

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Reportaż ukazał się w listopadowym numerze „Pisma” (11/2022) pod tytułem Gdybyśmy byli ludem Wayuu.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00