Wersja audio
Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy tym pokoleniem, które stanie z bronią w ręku w obronie naszego państwa – stwierdził generał Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w październiku 2024 roku, podczas inauguracji roku akademickiego w jednej z ważniejszych uczelni wojskowych w Polsce – Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu. W lipcu 2025 roku premier Donald Tusk relacjonował swoją rozmowę z amerykańskim generałem Alexusem G. Grynkewichem, który pełni funkcję naczelnego dowódcy sił Sojuszu Północnoatlantyckiego (North Atlantic Treaty Organization, NATO) w Europie. Wojskowy mówił, że Rosja będzie gotowa do konfrontacji z Zachodem, a więc także z nami, już w 2027 roku. W podobnie alarmistycznym tonie wypowiadają się również inni politycy. Na przykład niemiecki minister obrony Boris Pistorius w czerwcu 2024 roku podczas przemówienia w Bundestagu stwierdził: „Musimy być gotowi na wojnę do 2029 roku. Musimy zapewnić środki odstraszające, aby zapobiec najgorszemu”.
Więc jak jest? 2027 czy 2029 rok? Kiedy przyjdzie ta wojna do Polski i dalej – na Zachód? Słuchając wypowiedzi polityków w wiadomościach lub czytając tylko nagłówki w portalach, można czasami dojść do wniosku, że nie pozostało nam już nic innego, jak tylko robić zapasy weków, ryżu czy chińskich zupek i szykować się na najgorsze. Ewentualnie mieć cały czas pełen bak w samochodzie, by móc w każdym momencie wsiąść, odpalić silnik i ruszyć – na Zachód właśnie. Ale hola, hola, nie tak szybko. Uspokajam. Mimo tych mało optymistycznych wypowiedzi ryzyko tego, że w Polsce wkrótce będziemy mieli do czynienia z tradycyjną, wielkoskalową wojną i że wojska Federacji Rosyjskiej będą bombardować Białystok bądź Lublin niczym Charków czy Kijów, jest znikome. Dlaczego?
Czy Rosja napadnie Polskę?
Najprostsza odpowiedź jest taka, że na razie nie ma czym. Szacunki Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy mówią, że pod koniec 2025 roku w Ukrainie przebywało około 700 tysięcy żołnierzy najeźdźcy, czyli ponad połowa wszystkich wojskowych służby czynnej Federacji Rosyjskiej. A trzeba pamiętać, że to olbrzymi kraj, który nie tylko zbrojnie napada inne państwa, ale musi strzec także własnych granic. Tych lądowych ma ponad 20 tysięcy kilometrów (z czego zaledwie 210 kilometrów z Polską), morskich – prawie dwa razy więcej. To też kraj, który musi mieć olbrzymią biurokrację, by przeprowadzać pobór.
Jak długo Rosja będzie próbowała podbijać Ukrainę – gdzie traci około 30 tysięcy żołnierzy …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Czytaj i słuchaj treści z 100. numeru i całego archiwum. Wypróbuj „Pismo” przez miesiąc. Możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Studium ukazało się w majowym numerze „Pisma” (5/2026) pod tytułem W poszukiwaniu straconego (na zbrojenia) czasu.