Wersja audio
Punktem zaczepienia jest krew. Czerwone krople na śniegu przypominają zerwane z szyi korale. Ciekawość każe nam pójść tym tropem. Parkujemy na poboczu oblodzonej drogi, a koła terenówki rozjeżdżają śnieg. Trzeba jak najciszej zamknąć drzwi – zmierzch to czas wzmożonej aktywności zwierząt, nie warto wszem wobec ogłaszać swojej obecności. Tu – u źródeł Wisłoki, w Radocynie, na polsko-słowackim pograniczu – zwykle o tej porze dnia dzieje się naprawdę dużo. Większość nielicznych mieszkańców to goście sezonowi, którzy przenoszą się w to miejsce tylko na cieplejszą połowę roku. Bezpośrednie sąsiedztwo Magurskiego Parku Narodowego (MPN) sprawia, że Radocyna tętni zupełnie innym życiem. To właśnie jego ślady stają się naszą przynętą. Strużka krwi prowadzi w dół zaśnieżonego zbocza, w stronę Wisłoki.
Podczas wielu poprzednich wizyt w Karpatach nauczyłem się, że przez większość roku najlepszym obuwiem na tutejsze tereny są gumiaki. Nie ima się ich wszechobecna woda, za nic mają błoto, świetnie sprawdzają się również na śniegu. Ocieplany kalosz dobrze czuje się na zwierzęcej ścieżce, w koleinie pozostawionej przez ciężki sprzęt oraz w potoku. Pozwala też iść na przełaj, gdzie nogi poniosą. W środku zimy człowiek szybko uczy się na pamięć własnego tropu. Rozpoznaje kształt podeszwy i charakterystyczne elementy bieżnika. Widzi też, że są tylko jednymi z wielu innych.
Zimowy krajobraz to kronika dużych i małych migracji. Tropy jelenia, które towarzyszą plamom krwi, przypominają ćwiartki brzoskwini. Obok nich roi się od odbić łap. Jest kilka cech, dzięki którym da się odróżnić trop wilka od tropu dużego psa. Choćby to, że u wilka przestrzeń między opuszkami palców a śródstopiem układa się w kształt litery H lub X. Najbardziej czytelnym sygnałem jest jednak kontekst. Rozmieszczenie większej liczby tropów względem innych oraz obraz, jaki się z nich wyłania. W tym przypadku to polowanie. Krajobrazowe śledztwo dochodzi wreszcie do etapu formowania wniosków i oskarżeń: wilki dopadły byka przy drodze, a potem zapędziły w stronę Wisłoki.
– Ucieczka w dół zbocza to dla jelenia naturalny odruch – tłumaczy Zenek. Wie, co mówi: jest biologiem, w MPN pracuje jako ekspert do spraw dużych drapieżników, a więc wilków, rysi i niedźwiedzi. – Może się rozpędzić, wie też, że dnem doliny płynie woda. Czasem mu się poszczęści i trafi na bobrowe rozlewisko, które uda mu się przeskoczyć. Wtedy wilki odpuszczą.
Często jednak to właśnie tam go dopadają, a w potoku na ofiarę czeka tylko śmierć.
Że tak …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Czytaj i słuchaj treści z 100. numeru i całego archiwum. Wypróbuj „Pismo” przez miesiąc. Możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc
