Felieton

Tymczasem

  • autor
  • Marcin Wicha

Tyle ludzie nakupowali i co? W sklepie było pusto. Na ladzie stała ogromna puszka piwa Żygulowskiego. Autentyk prosto z Rosji, ręcznie malowana edycja mundialowa z placem Czerwonym i postaciami w strojach ludowych. Przez ostatni tydzień właściciel wszystkim zachwalał tę pamiątkę. Klienci słuchali z uprzejmym zainteresowaniem, a potem brali piwo Szczerbiec, Drzewiec, Proporzec i jeszcze może dwie puszki imbirowo-karmelowego Opata z limonką.

– Powinni teraz zwrócić pieniądze – powiedziała sprzedawczyni, kiedy już było po wszystkim.

– Piłkarze?

– Przynajmniej za alkohol.

Nic z tego. Nikt nam nie zwróci za alkohol ani za chipsy. Tymczasem zabrali głos eksperci. Prawdziwi znawcy. Wcześniej ich głos zginął w ogólnej wrzawie. Teraz mogli wytłumaczyć, że Bizdrzycki pauzował w Napoli, a Kupściałko został wypożyczony do Tereku Grozny i teraz się zmaga z zespołem stresu pola walki. Dlatego nie mogło być inaczej. A my – z naszymi chipsami i piwem Opat – nie rozumiemy prawdziwego kibicowania. Nie dostrzegamy szekspirowskiej głębi sportu. I żebyśmy już nie gadali.

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl