Zmiana klimatu już tu jest

Czy zatrują nas wysychające torfowiska?

Zdjęcia Filip Springer
Na południu Europy nie ma torfowisk. W Polsce wkrótce może być podobnie. Te, które mamy, po prostu wyschną, a zmagazynowany w nich węgiel uleci do atmosfery.

Stoję na szczycie wydmy i patrzę na północ, w głąb nadnarwiańskiej równiny. Za moimi plecami rozciąga się bezkres wysychającego torfowiska, efekt chybionego eksperymentu agrotechnicznego. W oddali, za rzeką, połyskują bielą zabudowania Wizny. Przyjechałem tutaj, bo to jedno z tych miejsc, w których nasze grzechy z przeszłości wracają jako zapowiedź ponurej przyszłości. To ostatni etap mojej podróży śladami katastrofy klimatycznej w Polsce. Ten, który dotyczy sprzężeń zwrotnych związanych z ociepleniem klimatu. 

Gdy stracimy nad nimi kontrolę, katastrofa przyspieszy. 

 


musimy już jechać – mówi Zenon Borawski, wyłaniając się zza wydmy. Na szyi ma lornetkę, na nogach turystyczne buty. To on mnie tu przyprowadził. Urodził się i wychował w Wiźnie, w rodzinie rolniczej. Sam trochę gospodarzył, gdy ćwierć wieku temu niedaleko stąd powstawał Biebrzański Park Narodowy. Borawski zapisał się na kurs dla przewodników. Trochę z ciekawości, trochę z chęci dorobienia. Okazało się, że oprowadzanie turystów będzie wkrótce jego podstawowym źródłem dochodu. Bagna nad Narwią i Biebrzą to przyrodniczy skarb. Wiosną i jesienią aż się tu kotłuje, zarówno od ptaków, jak i od ich miłośników.

– Jeszcze kilka lat temu cały ten teren był pełen rybitw czarnych, gniazdowały tu tysiącami – mówi Borawski. – Ale kolejne starorzecza są osuszane przez rolników, a rybitwy przestały się pojawiać. Mam znajomego ornitologa z Gdańska, niedawno tu przyjechał i popłakał się, gdy zobaczył, co się stało.

 


kilkadziesiąt minut późniejzjeżdżamy z drogi krajowej numer 64 w stronę zrujnowanych zabudowań gospodarstwa hodowli bydła w Sulinie. Długie na kilkadziesiąt metrów betonowe obory zapadają się pod własnym ciężarem. Przez ich rumowiska trochę strach chodzić, każdy krok wznosi obłoczki azbestowego kurzu. Zakład był częścią Kombinatu Łąkarskiego Wizna, który powstał na początku lat 60. Byczki miały tu jeść trawę ze zmeliorowanych torfowisk. Kombinat był eksperymentem. Gdyby się powiódł, miał zostać powtórzony także nad Biebrzą, na o wiele większą skalę. Dość szybko okazało się, jak przeszacowane były oczekiwania. Osuszone bagna nie dawały zakładanej ilości siana. Z prognozowanych 350 kwintali z hektara udało się wycisnąć ledwie 200–250 kwintali. Gwóźdź do trumny Sulina wbiła powódź w marcu 1979 roku. 

Płynąca nieopodal Narew jest tu uregulowana. Tamtej wiosny przyroda z całą brutalnością przypomniała o swojej sile: przedarła się przez wały, kra rozsadziła betonowe przepompownie i ruszyła na okoliczne wsie. Zalała też Sulin. Część zwierząt zdołano ewakuować, ale i tak utonęło blisko trzysta sztuk. Nie pomogło wojsko, miejscowa …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Reportaż ukazał się w grudniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (12/2019) pod tytułem Suche bagno.

FreshMail.pl