Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Esej

Po co nam dziś przyjaźń?

Gdy człowiek się zmienia, zmienia się i przyjaźń. Jak? Chcę zrozumieć tę transformację, jakoś się w niej urządzić i zorganizować.
rysunki Justyna Frąckiewicz

Zacznę od tego, że zadzwonił do mnie mój przyjaciel Kenny. Nie ma osoby, która potrafiłaby nie kochać Kenny’ego, a jeśli są tacy, to kiedyś ich odnajdę i będę prała po twarzach, bo (do licha) nie wytrzymam. Dziesięć lat temu stanęłam obok niego na jakimś przyjęciu w Bostonie i poprosiłam, żeby łaskawie odsunął się od tacy z kanapkami. Zaczęliśmy rozmawiać, a skończyliśmy dopiero po zamknięciu imprezy – nie zauważyliśmy, że się skończyła. Rozmawialiśmy o miłości. Ja twierdziłam, że istnieje tylko jedna książka, która w odpowiednio bezwstydny sposób oddaje prostotę i siłę miłości (Występ gościnny w BolzanoSándora Máraiego), on opowiadał o swojej tragedii zapośredniczania miłości, do której w głowie leci mu zawsze równoległa narracja w duchu Davida Fostera Wallace’a. Jeśli czytelnik na podstawie tego opisu sądzi, że jesteśmy pretensjonalnymi dupkami, to ma tylko trochę racji. Kenny nie (będę prać po mordach!), ja pewnie bywam; ale pseudo- i intelektualizm to nie są choroby z gruntu narcystyczne. Często biorą się z rzeczywistych zachwytów, emocji i potrzeb duszy. I z nielicznymi ludźmi używa się nabytych pojęć, odniesień, języków nie jako emblematów klasy i wyrafinowania, ale jako z trudem wypracowanych narzędzi, które pozwalają łatwiej opowiedzieć sobie nawzajem naiwnego siebie. Innymi słowy, można wyglądać na pretensjonalnego dupka, będąc autentycznym jak popuszczające z emocji szczenię labradora.

Kenny, mój przyjaciel. Bo Eros rzucił tylko okiem na materiał i pogardliwie splunął – to żadna zabawa, nie ma sensu zawracać sobie głowy ludźmi, którzy są do siebie zbyt podobni. W teście MBTI Kenny i ja mamy ten sam typ osobowości. Do dziś nikomu się nie przyznajemy, że wierzymy w testy MBTI.

Kenny jest teologiem z wykształcenia i farmerem z upodobania. Ma samochód, który nazywa się Eowyn, a powinien „gnój na kółkach”. Kenny ma sekret i ja też mam sekrety, opowiedzieliśmy je sobie na wiele sposobów,andKenny,your secret is safe with me. Kenny jest z prawdziwej Ameryki. Nie opowiada żartów, umie za to jednym gestem podważyć świat i podmienić go na egzemplarz bardziej absurdalny. Kenny ma też w sobie nieznośnie nieskończone miłosierdzie. Raz spędziliśmy pół nocy na mieście, pijąc tanie piwo z jego dość przygodnym znajomym, gościem zajmującym się prowadzeniem bloga Pizza i spodnie, bo podobno tamten „źle się miał”. Nie wiem, czy facet, który żyje od wpisu „Nie najgorsza mozzarella, ale papryki było trochę za dużo” do wpisu „Leżały dość dobrze, ale nie lubię za długich nogawek, chociaż każdemu się podoba co innego”, może w ogóle czuć się szampańsko, ale Kenny twierdzi, że jestem po prostu moralnie ograniczona.

Nie widziałam go kilka lat, bo wyjechałam ja i wyjechał on; nasza znajomość przeobraziła się w internetowe notatki z równoległych podziemi. A tu nagle dzwoni. Poznał dziewczynę. I rozmawiamy – o niej, o mnie, o tym, że sprzedał Eowyn (Boże, miej w opiece nabywcę tego truchła z dziurą w podłodze, pewnie był nim Fred Flintstone). O Picassie, bo byłam na wystawie i poczułam, że sztuka nie jest jednak wiadomością spoza człowieka, a tylko dotykaniem naszego aparatu poznawczego; że Picasso nie mówił za muzę, ale za nas. – No właśnie – mówi Kenny – to niesamowite, bo też o tym tak myślę od niedawna i to smutne strasznie; jakby nie było z nas wyjścia. – Kończymy rozmowę po pięciu godzinach, upojeni faktem, że się żyje i że podczas tego życia można spotkać innych. 

Kenny, mój przyjaciel.

 


rozmowa na sterydachna pewno daje zamkniętemu w codzienności człowiekowi zastrzyk relacyjnej adrenaliny. Ale ta codzienność, do której wdzwania się Kenny, jest dzisiaj zamieszkiwana przez innych; to przyjaciele bardziej, przyjaciele częściej, przyjaciele inaczej. Na przykład A. Towarzyszy mi od początku studiów i lubię myśleć, że ja także towarzyszę jej, i dzięki temu przedzieranie się przez chaszcze stypendiów, zauroczeń, ksiąg pełnych Hegla i innych duchów przeszłości, malowania ścian w akademiku i zdobywania tanich papierosów, a potem nagle ślubów, śmierci, dzieci, pracy, kłótni z mężem, dzieci (przedszkola), dzieci (szkoły), dzieci (choroby, choroby, choroby) zawsze było nieco lżejsze. Zdarzały się nam wzloty, zdarzały i upadki, ale radzimy sobie, głównie dlatego, że ona jest człowiekiem niezwykle porządnym, a …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Esej ukazał się w grudniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (12/2019) pod tytułem O przyjaźni, jeśli w ogóle sie da.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00