Wersja audio
Dziennikarka przygotowuje materiał dotyczący pewnej osoby publicznej. Artykuł nie został jeszcze opublikowany. Nie wiadomo nawet na pewno, czy zawiera informacje – jak ujął to George Orwell – których ktoś „nie chce usłyszeć”. Mimo to sąd wydaje postanowienie zakazujące publikacji i wypowiadania się na temat bohaterki tekstu przez kolejnych 12 miesięcy.
Czy to nie przykład zakazanej prawem cenzury prewencyjnej? Takie pytanie zadało sobie wielu prawników, dziennikarzy i obrońców wolności słowa, gdy wiosną 2026 roku nagłośniono sprawę Magdaleny Rigamonti. Ceniona dziennikarka na skutek zabezpieczenia wydanego przez sąd nie mogła opublikować materiałów dotyczących znanej polskiej reżyserki filmowej. W atmosferze napięcia i oskarżeń o jawne łamanie prawa Rigamonti wraz ze swoją redakcją, portalem Onet, zdecydowała się udostępnić wstrzymany nakazem sądowym tekst.
Opisana sytuacja nie jest sprawą wyłącznie pojedynczej publikacji ani jednej dziennikarki. Dotyczy pytania znacznie bardziej fundamentalnego: czy w demokratycznym państwie można skutecznie zablokować otwartą debatę, jeszcze zanim opinia publiczna pozna treść informacji, które mają stanowić jej przedmiot?
Sprawa Rigamonti jest też przykładem szerszego zjawiska, które w ostatnich latach weszło do repertuaru środków populistycznych władz w wielu państwach Europy i w USA. Zjawisko to określane jest jako SLAPP ( Strategic Lawsuit Against Public Participation), czyli strategiczne postępowanie przeciwko partycypacji publicznej. Już sama nazwa intryguje. Słusznie. SLAPP nie jest zwykłym pozwem. Formalnie wykorzystuje legalne instrumenty prawne: pozwy cywilne o ochronę dóbr osobistych, sprawy o zniesławienie, wnioski o zabezpieczenie czy żądania usunięcia publikacji. W rzeczywistości jego głównym celem nie jest wygranie sporu sądowego, tylko uciszenie przeciwników poprzez sprawienie, że różnego rodzaju koszty zabierania głosu w sprawach publicznych będą dla nich zbyt wysokie.
Debata publiczna nie jest dodatkiem do demokracji, tylko jej podstawowym mechanizmem działania. Bez niej wybory stają się rytuałem pozbawionym treści, a instytucje publiczne przestają podlegać społecznej kontroli.
Jak SLAPP działa w praktyce? Dziennikarz, zamiast odpowiedzi na zadane przez siebie pytania, otrzymuje pozew. Aktywistka miejska zostaje pozwana za krytyczne wobec lokalnych władz wpisy w mediach społecznościowych. Mieszkańcy protestujący przeciwko kontrowersyjnej inwestycji dowiadują się, że grozi im kara zapłaty olbrzymich kwot, na które opiewają kierowane wobec nich roszczenia. Z tych samych powodów organizacja społeczna zmuszona jest usuwać publikacje i zamknąć swoją stronę internetową. Historyczka krytycznie pisząca o przeszłości własnego narodu staje przed wyborem: nadal publikować i zostać pozwaną czy schować wyniki swoich badań naukowych do szuflady i uniknąć wieloletniej batalii prawniczej. Każdy z tych z życia wziętych przykładów jest inny, jednak wybrzmiewa z nich ten sam komunikat-ostrzeżenie: publiczne zabieranie głosu może mieć swoją cenę.
Debata publiczna nie jest dodatkiem do demokracji, tylko …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Wypróbuj subskrypcję „Pisma”. Rezygnujesz, kiedy chcesz.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Esej ukazał się w listopadowym numerze „Pisma” (11/2026) pod tytułem Strategie uciszania.