Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Felieton

Pracowniczy Trzeci Świat

rys. Sonia Dubas

Bardzo znany prawicowy dziennikarz telewizyjny przekonywał mnie swego czasu, że w małych miejscowościach zostają albo nieudacznicy, albo lenie, którym robotę załatwił ktoś z rodziny. Reszta wyjeżdża. Sam pochodzi z małej miejscowości, to wie – argumentował. Oponowałem. Wybuchła kłótnia, burzliwa i wcale nie owocna, pozostaliśmy przy swoich zdaniach. Potem niejednokrotnie wracaliśmy do tego wątku, ale żadne liczby i argumenty go nie przekonały. No bo kto chce żyć i mieszkać w miejscu, gdzie trzy i pół tysiąca na rękę to atrakcyjna pensja?


Masz przed sobą otwarty tekst, który udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Wykup prenumeratę lub dostęp online.



Analizy i opracowania dotyczące sytuacji na rynku pracy w Polsce pokazują, że generalnie jest świetnie. Bezrobocie w okolicach pięciu procent, duże niedobory pracowników, każdy może znaleźć zatrudnienie. W całym kraju brakuje kierowców samochodów ciężarowych, pielęgniarek położnych i nauczycieli. Średnia pensja w lutym 2023 roku przekroczyła siedem tysięcy złotych (ponad 5 100 złotych na rękę, kwota dotyczy tylko firm zatrudniających ponad dziewięć osób) i jest wyższa o 13,6 procent. Żyć nie umierać.


Ale to skala makro. Co widać na dole? Weźmy za przykład stutysięczny powiat radomszczański, z południa województwa łódzkiego. W urzędzie miasta jedna trzecia pracowników zarabia minimalną krajową, a mimo to te miejsca pracy są tak pożądane, że władza rozdziela je między swoich. Dostać pracę w szkole to marzenie, bo tam zarabia się dobrze. O ile w większych ośrodkach w kraju brakuje nauczycieli, tu jest ich tak dużo, że średnio nie mają pełnego etatu, pracują na 16/18 (choć pensum wynosi osiemnaście godzin tygodniowo, pracy mają tylko średnio na szesnaście godzin). Aby system był zbilansowany ekonomicznie, powinni wyrabiać pensum plus mieć dwie do pięciu godzin ponadwymiarowych. 

Polska widziana przez pryzmat danych Narodowego Banku Polskiego czy Głównego Urzędu Statystycznego jest prostsza w obsłudze i atrakcyjnie jednorodna.

A jak wygląda sektor prywatny? Choć w powiecie działa 10,6 tysiąca firm, to przytłaczająca większość zatrudnia mniej niż dziesięć osób, co oznacza, że statystyki dotyczące średniego wynagrodzenia ich nie obejmują. Tylko sześć lokalnych przedsiębiorstw zatrudnia powyżej 250 osób. Nabory nie są zbyt częste, podwyżki także. Połowa wszystkich firm w ostatnim roku nie zatrudniała nowych pracowników i nie planuje tego robić także w tym roku, jeśli już, to do prac fizycznych. Trzy czwarte nie dało podwyżki i nie ma takiego zamiaru. Z rozmów z mieszkańcami, pracodawcami i urzędnikami wynika, że powszechne jest zatrudnianie na część etatu i dawanie reszty wynagrodzenia pod stołem. 

Przeczytaj też: Duch proboszcza


Pamiętam kolegium redakcyjne „Dziennika Gazety Prawnej” z początku rządów PiS. Dział gospodarczy zgłosił propozycje tematów do wydania. Redaktor zapowiedział wyniki badań, z których wynikało, że Polacy uznają za osobę zamożną taką, która zarabia pięć tysięcy złotych na rękę. „Na pewno – dopytywali pozostali – to nie pomyłka? Zaledwie pięć tysięcy miesięcznie? Coś z tymi badaniami nie tak” – orzekli i zasugerowali redaktorowi sprawdzenie tematu jeszcze raz. Ten go bronił, bo wyniki były, jakie były. Dyskusja toczyła się długa i zażarta, ostatecznie temat dostał akceptację.

Ten przykład służy nie temu, by pokazać oderwanie dziennikarzy od realiów. Polska widziana przez pryzmat danych Narodowego Banku Polskiego czy Głównego Urzędu Statystycznego jest prostsza w obsłudze i atrakcyjnie jednorodna. Problem w tym, że ta perspektywa jest kompletnie nieprzydatna do zrozumienia lokalnych procesów społecznych, a nawet wyborów politycznych.  

Rynek pracy w małych miejscowościach zazwyczaj tkwi w żelaznym uścisku władzy. Tam, gdzie działają większe zakłady produkcyjne, ten uścisk jest lżejszy, pozycja przedsiębiorców uzależnionych jedynie od koniunktury, a nie samorządowych zleceń i przetargów – jest silniejsza. Tak przeklinane gdzieniegdzie standardy korporacyjne pozytywnie wpływają na stosunki pracy oraz przestrzeganie kodeksowych regulacji. Gdy rynek pracy opiera się na drobnych usługach i mikrofirmach, samorząd jest najważniejszym pracodawcą.

Wróćmy na chwilę do naszego powiatu. Tylko w miejskim samorządzie oraz jednostkach mu podległych – spółkach i instytucjach (bez szkół i przedszkoli, gdzie zasady zatrudnienia reguluje Karta nauczyciela) – jest w sumie 1070 etatów. Za kadencji obecnej władzy z różnych przyczyn odeszło, zrezygnowało bądź zostało zwolnionych ponad 680 osób (dane na koniec 2021 roku). Ale prawie tyle samo zostało zatrudnionych. Co oznacza ponadsześćdziesięcioprocentową rotację. Poza stanowiskami kierowniczymi to nie jest dobrze płatna robota – średnia pensja w jednostkach i urzędzie to około cztery tysiące brutto, czyli mniej więcej trzy na rękę. 

Nepotyzm i praca dla swoich są na porządku dziennym, a dystrybucja pracy okazuje się precyzyjnym narzędziem budowania politycznego zaplecza.

To jest punkt odniesienia dla całego rynku. Dlaczego akurat praca samorządowa, a nie choćby w największym zakładzie w regionie? Tu pojawiają się inne czynniki niż finansowe – praca w samorządzie jest bardzo atrakcyjna, bo w pełni kodeksowa. Płatne pełne urlopy, bezproblemowe zwolnienia chorobowe, trzynastki, premie, wszystkie składki zusowskie, nadgodziny płatne lub do odbioru. Na jednej szali stoi przekonanie o pewności zatrudnienia, choć z niskimi zarobkami, na drugiej – rynkowa niepewność z finansowym bonusem. 

Na takim rynku władza rozdaje karty, bo miejsca pracy zależą od jej politycznych decyzji. Co prawda trzeba ogłaszać konkursy, ale tylko na niektóre stanowiska. Nepotyzm i praca dla swoich są na porządku dziennym, a dystrybucja pracy okazuje się precyzyjnym narzędziem budowania politycznego zaplecza. Słabo płatne, zależne od widzimisię władzy zatrudnienie jest punktem odniesienia dla rynku, więc i dla prywatnych przedsiębiorców. Skoro pracownik marzy o takiej pracy, dlaczego oni mieliby windować standard? Choćby zarobkowy?  

Czytaj też: Spółdzielnia pracy „Samorząd”


Czyżby więc mój wspomniany na początku rozmówca miał rację, twierdząc, że kto prężny i chce czegoś więcej od życia, także finansowo, z małej miejscowości w te pędy ucieka? Z jego neoliberalnej perspektywy wszystko się zgadza: człowiek jako zwierzę ekonomiczne musi dokonywać racjonalnych wyborów, a pogoń za wyższymi zarobkami jest oczywistością. Niestety neoliberalizm jako filozofia beneficjentów gospodarczego sukcesu w żaden sposób nie jest w stanie wyjaśnić przywołanych wyżej wyborów. Bo wynikają one z doświadczenia. 

Historia lokalnych rynków po przemianach 1989 roku to pasmo udręk, degeneracji i porażek. Stawka cztery złote za godzinę, praca na czarno przez lata, bez żadnych składek, pensje wypłacane w zależności od humoru szefa, brak urlopów, wyrzucanie za chorobowe, bezzębna inspekcja pracy – każdy pracownik z kilkunastoletnim stażem potrafi długo ciągnąć tę wyliczankę.

Folwarczne stosunki pracy to pochodna nie tylko wysokiego bezrobocia, które latami dociskało do ziemi mniejsze i większe miejscowości. To także kwestia stosunków społecznych opartych często na nieufności, wykorzystywaniu innych i zawiści, które można opisać pojemnym zwrotem „kultury”. Nawet zmiany z ostatnich lat, jak wywindowanie płacy minimalnej i wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej, nie zatarły tego obrazu. Obecny „rynek pracownika” wciąż traktowany jest jako odstępstwo od normy. Nie jest w stanie wymazać dominującego w pamięci społecznej wspomnienia kapitalistycznego folwarku, w którym pracownik nic nie znaczy, bo na jego miejsce jest kolejka chętnych. 

Rynek pracy Polski lokalnej wciąż czeka na swoją rewolucję. Bez egzekwowanych przez państwo czytelnych regulacji nie da się przekonać wielkiej grupy mieszkańców do włączenia się w procesy modernizacyjne. Te na razie wciąż kojarzą im się z finansowym i społeczny upadkiem. Trzy i pół tysiąca złotych na rękę wcale nie jest tu największym problem, da się przeżyć. Problemem jest historia.

Bo prowincja pamięta.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00