Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Felieton

Kiedy tatuś wróci...

POSŁUCHAJ
Uwaga-uwaga!
Przeszedł!
Koma trzy.
Ktoś biegnie po schodach
Trzasnęły gdzieś drzwi.

Taki pamiętam alarm dla Warszawy, ostrzegający mieszkańców przed zbliżającym się bombardowaniem. Ostrzeżenie wskazywało, gdzie należy spodziewać się ciosu.

W XXI wieku zgoła rzadko wspomina się dni, kiedy starano się oddalić kapitulację, zamknąć stolicę przed zamierzającymi wtargnąć, obronić ją, trzymając się jakiejś bezzasadnej nadziei.

Nikt mi jeszcze nie wytłumaczył, na czym ta nadzieja mogła być oparta.

Myślę, że tragedie obu Powstań skutecznie przesłaniają dramat oblężenia i doświadczeń z tego czasu. Ach, jak to dawno!
Przyznaję się: nigdy dotąd nie zdobyłam się na wizytę w Muzeum Powstania Warszawskiego. Cofam się przed zbyt materialnym przywołaniem tego, co pamiętam. Nie wchodząc tam, chronię się przed kontaminacją pamięci rzeczywistej, jaką mam, przez pamięć rozszerzoną, jednak cudzą. I może też nie chcę doznać przerażenia, jakie odczuł tamten chłopiec, który ukrył się w objęciach swojej matki, bo zbyt dobrze pamiętał grozę wojny czeczeńskiej.

Nasz dom, to znaczy mieszkanie wynajęte po powrocie ze Złoczowa do Warszawy, znów na Mokotowie, róg Rakowieckiej i Opoczyńskiej. Stąd jesienią pójdę do szkoły… Ale nie wiadomo, bo zaczyna się wojna. Jak to będzie, co się przez wojnę zmieni? Jeszcze nie wiedziałam nic o wojnie – tak jak wy teraz, choć się wam o wojnach opowiada, to żadna z opowiadanych wojen, ani ta właśnie opisywana, nie jest tą, która nam teraz zagraża, może się zbliża, może oddala.

Wojna długo będzie uczyć, że mówi się „kiedy tatuś wróci”. Uczę się, ale wkrótce odczuwam: „Nie mówić, nie wspominać, tak lepiej, bo mniej boli”.

Zapada ostatni wieczór Przedwojny. Stoję na naszym balkonie nad Opoczyńską. Jest obrośnięty kwitnącą, czerwoną fasolą.
Stoję tam i patrzę, jak ojciec idzie na wojnę. Do sztabu, gdzie ma się zgłosić, nie jest daleko. Mały spacer. Tam czeka go początek działań zbrojnych. Zanim dojdzie na miejsce, pewnie wypali do końca tego papierosa, którego ognik jeszcze dobrze widzę. Nie wiem, kiedy go znowu zobaczę. Nie – gdzieś wyszedł i potem prędko będzie znowu. Tego się spodziewam – powrotu. Wojna długo będzie uczyć, że mówi się „kiedy tatuś wróci”. Uczę się, ale wkrótce odczuwam: „Nie mówić, nie wspominać, tak lepiej, bo mniej boli”. To, co będzie, co się stanie, co nastąpi nie wiadomo kiedy – to są rzeczy, o których należy milczeć. To milczenie właśnie się zaczyna. Dzięki niemu tak pamiętam i mogę nawet opisać dokładnie ostatni wieczór Przedwojnia.

–––––––––––––––––––

* W tym historycznym momencie dokładamy wszelkich starań, aby pomóc Wam zorientować się w tej złożonej sytuacji. Sięgamy w tym celu do naszego archiwum – materiały wokół Ukrainy udostępniamy za darmo.

–––––––––––––––––––

Potem na Opoczyńskiej ludzie budują barykadę, żeby nie wpuścić Niemców. Wchodzi się na nią z naszego balkonu. Drzwi do mieszkania muszą być otwarte. Domyślam się, że przez okna nasi będą strzelali do Niemców. Niemcy też będą strzelali do naszych. Nie uchronią nas paski papieru naklejone na szybach, żeby nie wypadły z ram podczas bombardowań. Mama decyduje, że nie możemy zostać. Nie da się mieszkać obok barykady. „Idziemy do twojej szkoły, do Sióstr Niepokalanek na Kazimierzowskiej”. W samą porę, bo wojna na dobre się zaczyna. Nadlatują samoloty. Nie nasze. U sióstr biegniemy od razu na dół, do piwnicy. Tam się teraz mieszka, od czasu do czasu wychodząc po coś, albo na dwór, popatrzeć. W szkole wszystkimi rządzi Siostra Wanda (Garczyńska). Ona tu jest dowódcą. Wszyscy rozumieją, także my, dzieci, że jest wojna, że nie można starszym zawracać głowy. Dorośli, wszyscy, mają obowiązki. Siostry gotują w kuchni, do której wpadają odłamki.

W szpitalu naprzeciwko opatrują rannych. Dzieci i ich mamy mogą tylko grzecznie czekać, aż nalot się skończy. A zaraz po nim zapowiadają przez radio następny.

Słyszymy, że prezydent Starzyński nakazuje kontynuację obrony. Mamy być dumni, że Warszawa się nie poddaje. Wojna na siłę przekonuje nas, że to jest ważne i możliwe. Wszyscy płaczemy po nieuniknionej kapitulacji, choć daje ona wytchnienie od bomb. I wygląda na to, że nie zginiemy na samym początku wojny. Ona, wojna, dalej będzie nas uczyć żyć w zupełnie odmienionym świecie.

Próbujemy wrócić do naszego mieszkania. Jest całe jakoś inne. Zimno. Okna trzeba zabić dyktą.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00