Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Felieton

Portfel za pośladki

POSŁUCHAJ

Rysunek Anna Głąbicka

Często się spóźniam, więc spóźniłam się też na komedię romantyczną Celine Song Materialiści i obejrzałam ją dopiero teraz. Kto nie widział, niechaj wie, że Dakota Johnson gra tu Lucy, agentkę matrymonialną (bo apki są dobre do randek, nie do ślubów), która dobiera pary, zręcznie kalkulując wzajemny stosunek ich wartości. Upragnionym „jednorożcem” w jej branży jest wyobrażony sympatyczny i wykształcony mężczyzna, koniecznie powyżej metra osiemdziesięciu, z co najmniej siedmiocyfrowym dochodem. Pięknej Lucy samej udaje się na takiego załapać – w tej roli uroczy Pedro Pascal i jego penthouse – ale ponieważ wymowa filmu nie może być aż tak transakcyjna, w końcu rzuca Pedra dla swojego biednego ekschłopaka, który po trzydziestce nadal mieszka w warunkach, jakie ja pamiętam z mojego warszawskiego akademika, wówczas przez studentów zwanego, cokolwiek klasistowsko, „Dom chłopa”.

Czyli według Song liczy się uczucie, nie kalkulacja – taki ma być przekaz. Ale ponieważ pierwsza połowa filmu wydaje się o wiele bardziej przekonująca niż druga (Pedro jest uroczy, a nieszczęsny eks potrafi przejechać pół Nowego Jorku, by znaleźć tańszy parking), Materialiści, zamiast przekraczać transakcyjny paradygmat opowiadania o miłości, sankcjonują go, nieświadomie sprzedając własną konkluzję jako anomalię. Tym, z czym zostaje widz, nie jest bowiem pamięć o romansie, który swym ogniem spopiela tabelki w Excelu; pamięta się raczej fakt, że ów Excel istnieje, że da się przekonująco opowiedzieć o związkach w języku rynkowym. Oddam cienką talię za dodatkowe trzy centymetry wzrostu; kupię apartament w centrum i brak zakoli za długie włosy i dyplom z NYU. I duża część tej wizji uderza mnie jako prawdziwa; krystalizują się w niej jakoś kłopotliwe nurty myślenia znajomych singli – i moje myślenie o dzisiejszym łączeniu się w pary.

Takie stawianie sprawy oczywiście nie jest nowe – u Jane Austen matka Elizabeth Bennet, dowiedziawszy się, że córka zaręcza się z jednorożcem Darcym, nie błogosławi młodej miłości, ale wrzeszczy: „Lizzy, moja najsłodsza! Jaka ty będziesz bogata, jaka wielka dama! (…) Dziesięć tysięcy rocznie, a może i więcej! To nadzwyczajne!” (przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska). Ale coś jednak różni świat Dumy i uprzedzenia od świata Materialistów. W Anglii XIX wieku, gdzie pogadać z płcią przeciwną można było wyłącznie na sformalizowanych spotkaniach i balach, fortuny i posagi stawały się nie tylko kołem ratunkowym dla pozbawionych praw kobiet i zubożałych baronów, ale też pars pro toto, jakąś rzadką prawdziwą informacją o potencjalnych kochankach, kiedy o duszy nie wiadomo prawie nic. Coś jak: „Trzy kilo dwieście, pięćdziesiąt centymetrów!” wykrzykiwane na porodówkach w telefony przez świeżo upieczonych rodziców, bo przecież nie wiemy, czy nowo narodzony Jaś woli woltyżerkę, czy podróże w góry.

W Nowym Jorku (i Warszawie) lat 20. naszego wieku do dusz prowadzą zaś niezliczone drogi, komunikacja bez ustanku drżąca pod palcami, przelewająca się z ekranów wszelkiej maści; bary przyjazne rozmowom stoją otworem przez całe noce, łóżka przyjmują nowe ciała bez pytań i wstydu. Jeśli chcesz, możesz dotknąć człowieka, poznać wszystkie jego kształty – więc dlaczego i tu tak łatwo ucieka się w stronę formy? Czemu wzrok się zatrzymuje na cechach, które podobno mają niewiele wspólnego z samym człowiekiem, jak grubość portfela, obwód talii, wiek, pochodzenie społeczne czy zawodowy prestiż, i coraz rzadziej sięga dalej?

Wiem, jak można bronić dzisiejszych „materialistów” – winne jest narzędzie (apki randkowe). Poza tym przecież to wszystko są, jak u Jane Austen, Bardzo Ważne Informacje, zwłaszcza dla ludzi z iluzją niekończących się opcji i potrzebą kontroli. I czy nie jest naiwnością twierdzić, że dusza stoi osobno od uwarunkowań ekonomiczno-społeczno-estetycznych, że istniejemy poza socjologią? Jest. Na pewno jest. Ale jakże bardzo chciałabym, żebyśmy czasem udawali, że miłość to wielka przygoda z wyprawą w nieznane i narzędzie do zaglądania w indywidualne istnienie; że – jak pisała w tomie Przeciw oschłości Iris Murdoch – „Jest skrajnie trudną do osiagnięcia świadomością, iż rzeczywiste jest coś innego niż ja sam” (przeł. Michał Filipczuk).


Masz przed sobą otwartą treść, którą udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Jeśli nie masz prenumeraty lub dostępu online – zarejestruj się i zamów dostęp.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00