Historia osobista

Kolekcjonerka chorób

rysunekJoanna Karpowicz
Jestem ekspertką od najdziwniejszych konstelacji oznak. Poluję na zebry, które w akademii medycznej zalecano mi omijać.

Kiedy miałam sześć lat, męczyłam rodziców oSpacerem po głębinach, książkę z dziedziny biologii morskiej, którą pewnego zimowego wieczoru zobaczyłam w witrynie księgarni na ulicy Zwycięstwa w Gliwicach. Zafascynowana zdjęciem na okładce przedstawiającym morskiego anemona i kraba pustelnika pod kopułą błękitnych wód, błagałam tak długo, aż mi ją kupili. Godzinami ślęczałam potem nad cienkim tomikiem, wpatrując się z rozdziawioną buzią w meduzy z przezroczystą krwią, ośmiornice z różowymi mackami i miniaturowe okrzemki. 

Gdy wreszcie nauczyłam się czytać, jedną z moich ulubionych rozrywek było wertowanie zniszczonej, należącej do matkiMałej encyklopedii zdrowia, co często robiłam ukradkiem, gdyż książka zawierała rysunki i opisy ludzkich organów płciowych. W czwartej klasie pokochałam biologię, w siódmej – chemię, a w ósmej, jak wielu trzynastolatków, zafascynowałam się biologią człowieka, z tym że – w przeciwieństwie do większości kolegów – interesował mnie nie tylko układ rozrodczy i jego fizjologia. Na klasówce tak szczegółowo opisałam oko na podstawie przekroju, który znałam zMałej encyklopedii, że nie zdążyłam odpowiedzieć na pozostałe pytania. Ucząca biologii pani Antończyk zlitowała się i potraktowała to jedno pytanie jako cały test. Dostałam najwyższą ocenę w klasie, jednak z surowym napomnieniem, żebym się nie rozpisywała i nie wdawała w szczegóły. 

W sierpniu 1980 roku całą rodziną wyjechaliśmy z Polski: mój tata marzył o lepszym życiu dla swoich dwóch córek, a mamie obiecywał nowy początek burzliwego życia małżeńskiego. Ze słabym angielskim uznałam, że powiedzie mi się tylko w naukach przyrodniczych i matematyce, opartych na pytaniach testowych i międzynarodowym języku symboli. A ponieważ wśród polskich emigrantów panowało przekonanie, że nikt z nas nie ma szans dostać się na medycynę (trzeba było mieć doskonałe stopnie w szkole, odbyć najcięższe kursy przygotowawcze, popracować na ochotnika w szpitalu klinicznym, a podobno jeszcze mieć znajomości na wysokich szczeblach lekarsko-uczelnianych), robiłam to, co najlepiej umiałam: uczyłam się co dzień po siedem godzin i walczyłam o każdy punkt na wszystkich kursach trzynastej, ostatniej klasy szkoły średniej. 

Ale w kwietniu 1982 roku zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Zamiast rozwiązywać równania różniczkowe i wkuwać biologiczne systemy klasyfikacji, godzinami wpatrywałam się w ścianę swojego pokoju. Czas upływał, oceny się pogorszały, ale nie dbałam o to. W maju, siedząc w wonnym od bzów wąwozie nieopodal szkoły, trochę się martwiłam, jak sobie poradzę na uniwersytecie, ale nawet i to mnie specjalnie nie obeszło – otrząsnęłam się z tych myśli i poturlałam po trawie. 

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Wybór specjalizacji studiów na Uniwersytecie Toronto był łatwy: biochemia, nauka łącząca moje dwie wczesne fascynacje. Do dziś chemia organiczna, z jej racjonalnymi równaniami i logiczną nomenklaturą, jest moim ukochanym przedmiotem. Uczyłam się na pamięć cyklu Krebsa i delektowałam zawiłościami szlaków biochemicznych, nie tylko ich głównych arterii, ale i maleńkich, ciemnych zaułków. Na drugim miejscu stawiałam biologię molekularną z jej syntezą i replikacją DNA. Helisowa struktura kwasu deoksyrybonukleinowego zachwycała mnie swoim pięknem, a kod genetyczny – prostotą; był to zapis samego życia, ortografia jego sekretów. Moje oceny powróciły w stratosferę wymagań akademii medycznej, a dziwne samopoczucie poszło niemal w zapomnienie. I chociaż od czasu do czasu zastanawiałam się, co to właściwie było, miałam poczucie, że już nigdy się nie powtórzy. 

 


na studiach medycznychzaczęłam kolekcjonować „rzadkie, cudaczne i cudowne” – jak mówiono na uczelni – choroby. W czerwonym notesiku zapisałam zespół Kallmanna: brak węchu i niedorozwinięte genitalia, zespół Alporta: utrata …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online