Wokół książek

Kuba Wojewódzki. Bubu król

  • autor
  • Łukasz Najder
Daliśmy sobie wmówić, że jeśli nie bawią nas żarty łamiące tabu, to potrzebujemy ratunkowej emancypacji ze strony śmieszka-prowokatora.
rysunki Ewelina Karpowiak

Kuba stał z boku, parę metrów od sceny, i czekał, niewidoczny bądź tylko nierozpoznany, aż wybije osiemnasta. Na tę godzinę bowiem, we wtorek, 4 grudnia, zaplanowano spotkanie z nim w warszawskim Empiku Juniorze. Król TVN-u zwlekał zentréenie dla popisu, ale z troski o reputację oldskulowego profesjonalisty, na której tak bardzo mu zależy. Falstart wszystko by zniweczył. Nawet 17:59 nie była więc odpowiednia, bo właśnie ta minuta przesądzała o tym, z kim mamy do czynienia, a mieliśmy – według słów prowadzącej – z człowiekiem zasad, punktualnością okazującym nam szacunek. „Cały Kuba – pomyślałem – zupełnie niedzisiejszy”. Obywatel minionego świata prawdy, dobra, piękna i debiutanckiej płyty Hey, którego odhibernowano w XXI wieku, wieku zgiełku i marności. Nie jest w stanie odkręcić tego bałaganu, zatem przynajmniej da lekcję godności. Swoją niechęcią do byle jakiej współczesności dzieli się na tyle często, że wręcz można uznać to za rodzaj strategii medialnej. Tym wyrazistszej na tle jego garderoby i zachowania, dzięki którym od lat podtrzymuje z powodzeniem wizerunek żywotnego nastolatka-luzaka o dojrzałej twarzy.

Ci z publiczności, którzy liczyli na klasyczne spotkanie autorskie, czyli dłużącą się konwersację wrażliwego, roztargnionego literata z wynajętym dziennikarzem, profesjonalnie udającym zaangażowanie – w bonusie lokalny natręt czytający bez pytania swoje wiersze na głos i symboliczny bankiet – szybko zostali wyprowadzeni z błędu. Dowiedzieliśmy się, że na rozmowę z Kubą zarezerwowano ledwie dwadzieścia minut, a resztę – półtorej godziny – oddano autografom iselfiez Królem TVN-u. Przynajmniej szczerze. Uczestniczymy w akcji komercyjno-reklamowej i nikt tego nie ukrywa. 

Było krótko, ale intensywnie. Połączenie konferencji prasowej ego Kuby z sesją motywacyjną, w trakcie której udzielał licznych kołczingowych błogosławieństw i zachęcał do nieustawania w marzeniach: „Po kilku latach nazwij je planami, po kolejnych kilku – efektami”. Jeśli chcesz osiągnąć to, co on, wystarczy, że dobierzesz ambitny cel i go zrealizujesz. Krzepiące. Zdawać by się mogło, że droga ku sławie, fortunie, atencji oszałamiających młodych kobiet i limonkowemu lamborghini aventadorowi wiedzie przez wyżarzony od słońca, nieprzebyty płaskowyż, ponad którym kołują sępy i drony uzbrojone w minibomby, ale najwyraźniej to wyłącznie kwestia optyki. I odwagi. Bo każdy z nas dysponuje jakimś szczególnym darem, lecz niestety większość boi się z niego skorzystać. Rozwiń swoją pelerynę, bracie! Ważne też okazuje się po prostu szczęście. Kuba słowo „szczęście” wypowiada tak, jakby reklamował cudowny smar do nart albo nowy, ciekawy narkotyk, który zapewnia nie tylko frajdę, lecz i siłę bądź też poczucie siły, które jest siłą. 

Od czasu do czasu Kuba wyłącza w sobie tego trenera rozwoju personalnego i wskrzesza w zamian srogiego księdza Skargę, który pomstuje na blichtr i pustotę szołbiznesu, wypomina Selenie Gomez, że opublikowała swoją biografię, mając raptem dwanaście lat, boleje nad „spsieniem” dziennikarstwa i udaje zdziwienie tak licznym audytorium, choć nie anonsowano tutaj premiery grzywki Julii Wieniawy czy dresów Małgorzaty Rozenek-Majdan. Czy wiecie, że gdyby Edyta Herbuś zatrzasnęła się w toi toiu, to polski internet by zgasł? 

Uważa, że jego program chwieje krawędzią poprawności politycznej. Kuba serwuje nam ekstrakt z Kuby – mieszaninę hołdów, hejtów i studenckiego humoru.

Oprócz tego jest, rzecz jasna, sobą. Prowadzi show Kuba Wojewódzki z Kubą Wojewódzkim. Dostajemy więc to, za co wszyscy go kochamy. Żartobliwe nawiązania do anusa, niepełnosprawności, swojego wieku, wzgórka łonowego Dody, okna życia, Norbiego i Edyty Górniak. Pamięta o dyskretnej promocji przyjaciół – Agnieszki Chylińskiej i Dawida Podsiadły. Uważa, że jego program chwieje krawędzią poprawności politycznej. Oddaje pokłon najpierw Januszowi Gajosowi, a potem Markowi Kondratowi. Polska jest ważna. Roztkliwia się nad przebrzmiałym związkiem z Anną Muchą i otwarcie docenia własną błyskotliwość. Kuba serwuje nam ekstrakt z Kuby – mieszaninę hołdów, hejtów i studenckiego humoru. – „Masz etap błazna” – ni to ocenia, ni podsumowuje w pewnym momencie prowadząca.

Po spotkaniu muskularny ochroniarz rozpina przed sceną taśmę, by wielbiciele zjawiali się u Kuby po kolei, świadomi wyjątkowości tej chwili, a nie chmarą. Król TVN-u oczekuje na nich przy stoliku, a oni skradają się ku niemu z niepewnym uśmiechem, jakby był frymuśnie zapakowanym prezentem pod gorejącą choinką albo miesięczną dzidzią, która dopiero co zasnęła. Audiencja nie trwa długo. Kuba wsłuchuje się w komplementy, potakuje, dopytuje o coś, następnie składa podpis w książce, tuli przy wspólnej fotografii i serdecznie żegna. Następny!   

Przez dobry kwadrans obserwuję ten rytuał, ale że wijący się między działami Empiku wąż chętnych na bliski kontakt z Kubą zdaje się nie mieć końca – gnie się, zakręca, wraca i znowu gnie – wychodzę. Wychodząc, mijam ścianę z bestsellerami.Nieautoryzowana autobiografiaKuby Wojewódzkiego zajmuje wysokie trzecie miejsce. 1

 


jak każdybogaty i sławny człowiek, Kuba uznał, że ma coś istotnego do przekazania społeczności, w której funkcjonuje. O sobie, ojczyźnie, kulturze, pryncypiach, automobilizmie. Jak każdy, kto nie dysponuje talentem literackim i tegoż pochodnymi – zdyscyplinowaną ekonomią słowa, alergią na patos, intuicyjnym wyczuciem formy, zmysłem satyrycznym, okiem do niuansów, tych omal nieuchwytnych tików marszczących zastały obraz ludzi i zjawisk – postanowił nadać swojej opowieści wymiar epicki. W rezultacie powstało liczące blisko pięćset stron dzieło przesycone emfazą, wicem i uogólnieniami pozującymi na diagnozy, dzieło o nieporadnej, improwizowanej strukturze, przywodzącej na myśl jedną z tych podmiejskich rezydencji, po której widać, że właściciel nie mógł się zdecydować, czy pragnie zamieszkać w Disneylandzie, czy zamku krzyżackim.Nieautoryzowana autobiografiato połączenie intymnych wspomnień, w tym rodzinnych, z monografią-archiwum programu Kuba Wojewódzki, autorskim Plotkiem i najdłuższym stand-upem w historii Mazurskiej Nocy Kabaretowej.

Ewelina Karpowiak

Szkoda. Po kimś, kto od blisko dwóch dekad lśni na szczycie rodzimego show-biznesu i, jak przekonuje, wiedzie królewsko-rockandrollowe życie, można było oczekiwać czegoś bardziej transgresyjnego niż dykteryjki gości z programu i referowanie poczciwych mieszczańskich domówek. Liczyłem na więcej – na hardkor, nie homeo- patię. Spodziewałem się dzikich imprez rodem zWilka z Wall Streetczy choćbyQuo Vadis. Wiecie… oto Kuba, mistrz ceremonii, w fosforyzującej uprzęży zastyga na masywnym stole bilardowym od Vincenta Facqueta i rozrzuca garściami kokainę niczym LeBron James talk przed meczem, a kłębiący się wokół niego tłum wyje w ekstazie klasykitalo disco. Przerzucałem stronę za stronąNieautoryzowanej autobiografiiw poszukiwaniu parówek z delfina, starożytnych koniaków pitych ostentacyjnie w …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się
  1. W trakcie pracy nad tekstem korzystałem m.in. z: Kuba WojewódzkiNieautoryzowana autobiografia, Wielka Litera, Warszawa 2018; Wiesław GodzicKuba i inni. Twarze i maski popkultury, Wydawnictwo Akademickie Sedno, Warszawa 2013, felietonów Kuby Wojewódzkiego zamieszczonych w „Polityce”, licznych odcinków programuKuba Wojewódzki, umieszczonych na Player.pl, licznych wywiadów z Kubą Wojewódzkim, m.in.: w Wp.pl (Chciałem być puzzlem do niepasującego kompletu), „Wysokie Obcasy Extra” (Opowiadam życie człowieka, który urodził się jako nikt w Koszalinie, a umrze jako pan z telewizji w Warszawie), „VICE”  (VICE na schodach: Kuba Wojewódzki), Weekend Gazeta.pl  (Lubię mieć wrogów. Tylko miernoty ich nie mają) i in.

Czytaj także

FreshMail.pl