Wersja audio

Rysunek Anna Głąbicka
Największy wpływ na to, co w danym momencie znajduje się w mojej apteczce, mają wydarzenia na świecie. Każdy dzień zaczynam od przeglądu wiadomości. Chcę być na bieżąco z tym, co się dzieje. Doświadczenie migracji kształtuje bowiem w człowieku postawę nieustannej czujności.
Zanim skończyłam siedem lat, wraz z rodziną musieliśmy uciekać z ogarniętej rewolucją Etiopii. Przenieśliśmy się do Stanów Zjednoczonych. Mój ojciec dostał posadę wykładowcy geografii ekonomicznej w East Lansing, w stanie Michigan. Odkąd pamiętam, razem z mamą starali się zaszczepić we mnie uważność na otaczającą rzeczywistość. To dzięki nim nie wyrosłam na naiwną idealistkę i nie dałam się uwieść postkolonialnym obietnicom. Już w bardzo młodym wieku, śledząc w telewizji poczynania amerykańskich polityków, zrozumiałam, co tak naprawdę oznacza powiedzenie: „Król jest nagi”.
To krytyczne podejście realizuję w obrębie tworzonej przeze mnie sztuki. Choć poruszam się głównie w polu abstrakcji, nie zawężam swoich działań jedynie do malarskich gestów. Czerpię z języka architektury i mass mediów.
Na obrazie Black city (Czarne miasto, 2007) postanowiłam zestawić na płótnie rysunki architektoniczne nazistowskich kompleksów wojskowo-przemysłowych z planami średniowiecznych fortyfikacji, które następnie zamalowywałam farbą akrylową. Mogamma, A Painting in Four Parts (Mogamma, obraz w czterech częściach, 2012) stworzyłam za to w reakcji na Arabską Wiosnę. Punktem wyjścia był dla mnie tytułowy budynek rządowy przy Placu Tahrir w Kairze, który stał się symbolem tych historycznych protestów. Z kolei cykl TRANSpaintings (2023), malowany na półprzezroczystej siatce poliestrowej [materiale powszechnie stosowanym w procesie sitodruku – przyp. red.], bazuje na relacjach z mediów społecznościowych i zdjęciach fotoreporterów, którzy dokumentują wojnę w Ukrainie.
W moich pracach chcę przypomnieć o tym, że żyjemy w czasach chaosu, w których nie ma już miejsca na uniwersalizmy. Świadomie opieram moje obrazy na doświadczeniu, zderzam w nich różne porządki i unikam uproszczeń. Bo sztuka, w odróżnieniu od polityki, nie musi składać obietnic bez pokrycia.
Choć podstawą moich artystycznych działań jest research, żadna z moich prac nie powstałaby bez muzyki. Nie mam jednej stałej playlisty. To, czego słucham, zależy od tego, nad czym akurat pracuję. Gdy w 2017 roku malowałam na wystawę w San Francisco Museum of Modern Art (SFMOMA) dwa wielkoformatowe obrazy – HOWL, eon (I, II) – w słuchawkach na zapętleniu leciał debiutancki album Section.80 Kendricka Lamara. Z kolei po tegorocznej podróży do Afryki, podczas której odwiedziłam sześć różnych krajów, moje muzyczne zainteresowania skręciły ku tamtejszym brzmieniom. Od tego czasu zasłuchuję się w dźwiękach amapiano, afropunku i afrobeats (najbardziej poruszają mnie kawałki nigeryjskiej wokalistki Tems).
Natomiast gdy potrzebuję oderwać myśli od samego procesu twórczego, słucham podcastów i audiobooków. Ostatnio wróciłam do powieści Raj Toni Morrison. Nieustannie zachwycam się precyzją, z jaką potrafiła konstruować zdania i splatać ze sobą różne narracje. Choć napisała tę książkę prawie trzy dekady temu, mam wrażenie, że w ogóle nie straciła ona na aktualności. Morrison w mistrzowski sposób opisuje w niej działanie patriarchatu i napięcia rasowe, z którymi wciąż dziś się mierzymy.
Równie aktualny wydaje mi się napisany w połowie XIX wieku Moby Dick Hermana Melville’a, w którym zaczytywałam się w pandemii. Nasze życie nie różni się przecież tak bardzo od losu załogi statku „Pequod”. I czy my też nie podążamy za szaleńcami, którzy prowadzą nas ku nieuchronnej katastrofie?
W całym tym bałaganie, jakim jest współczesny świat, spokój pozwala zachować mi buddyjska idea nieprzywiązywania (non-abidance, w sanskrycie: apratiṣṭhita) – świadomość, że nic nie jest trwałe, a jedyne, na co tak naprawdę mamy wpływ, to chwila obecna. Bo nawet jeśli jutro wybuchnie kolejna wojna, to dziś mogę zabrać partnerkę i dzieci na spacer. Możemy wspólnie obejrzeć zachód słońca. W tej jednej chwili – tu i teraz – może być dobrze.
Rozmawiał i przełożył Mateusz Roesler
Masz przed sobą otwartą treść, którą udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Jeśli nie masz prenumeraty lub dostępu online – zarejestruj się i wykup dostęp.