Wersja audio
To jest tekst o muzyce, więc musi mieć jakiś soundtrack. Mężczyzna w skórzanej kurtce równym, zdecydowanym krokiem idzie chodnikiem wzdłuż ruchliwej ulicy w londyńskim Hoxton. Zderza się z przechodniami, nie zwalnia, mijając samochód, w szybie kolejnego się przegląda. Podąża w rytmie smyczków i perkusji, które wyznaczają tempo całego teledysku. To Richard Ashcroft – wokalista zespołu The Verve – śpiewa utwór Bitter Sweet Symphony.
Punktem wyjścia dla piosenki, która tylko w serwisie streamingowym Spotify ma dziś niemal 1,5 miliarda wyświetleń, jest krótki fragment orkiestralnej wersji utworu The Last Timezespołu The Rolling Stones. Ashcroft tworzy Bitter Sweet Symphonyjako melancholijny hymn o życiu, które toczy się jak nieustanny marsz, a smyczkowy motyw stał się sercem utworu.
Na pomysł orkiestralnych wersji rockowych piosenek, w tym The Last Time, wpadł Andrew Loog Oldham – pierwszy menedżer i producent płyt Stonesów od 1963 do 1967 roku. W połowie lat 60. kontrolę nad katalogiem zespołu przejął Allan Klein – kolejny menedżer grupy i jedna z najbardziej bezwzględnych postaci w branży muzycznej. Ashcroft dostaje zgodę na wykorzystanie fragmentu, ale gdy Bitter Sweet Symphonyukazuje się (w 1997 roku), Klein twierdzi, że dotyczy tylko nagrania, nie kompozycji, a więc piosenka The Verve jest zbyt podobna do orkiestralnej aranżacji opartej na kawałku Stonesów. Prawa do niej przechodzą na Micka Jaggera i Keitha Richardsa. Klein zabezpiecza swoje interesy jako ich właściciel, a Ashcroft – mimo gigantycznego sukcesu – nie dostaje ani funta za swój największy hit.
Historia utworu The Verve jest opowieścią o tym, że w muzyce rzadko wygrywa sama piosenka. Zwycięża system: kontrakty, definicje, granice tego, co wolno „pożyczyć”, a co staje się cudzą własnością. Klein nie musiał tworzyć melodii ani pisać tekstu – wystarczyło, że kontrolował ramy, w których muzyka zaczyna zarabiać. Dziś ta sama logika wraca w wersji przyspieszonej i zautomatyzowanej. Sztuczna inteligencja nie „cytuje” jednej piosenki, tylko uczy się na milionach utworów naraz, a potem produkuje brzmienie „na wzór”. Spór przesuwa się więc z pytania: „Czy ten fragment jest kradziony?” do pytania: „Czy wolno było w ogóle nakarmić maszynę cudzą muzyką?”. Klein monetyzował cudzą twórczość dzięki sprytowi i bezwzględności, generatory muzyki działają na skalę przemysłową. I mogą z nich korzystać wszyscy.
AI slop
Błyskawiczne studio nagraniowe dostępne dla każdego – niezależnie od umiejętności muzycznych. Wpisujesz kilka zdań – opis stylu, nastroju, tempa, gatunku, a nawet fragment tekstu – i dostajesz kompletny utwór. Zwrotka, refren, aranżacja, śpiew. Tak mogłaby brzmieć reklama programu Suno, który generuje muzykę, ale również głosy wokalistów i wokalistek, z ich charakterystycznym frazowaniem, intonacją i emocjami. Użytkownik lub użytkowniczka opisuje „zamówienie” i efekt, jaki chce osiągnąć, a model wykonuje całą produkcję. Zresztą taka reklama już jest: „Suno to narzędzie, które zmieni twoją muzykę w coś, czego nigdy nie słyszałeś” – mówi w niej Timbaland, topowy producent muzyki pop, który współpracował między innymi z takimi artystami, jak Justin Timberlake, 50 …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Czytaj i słuchaj treści, które poszerzają horyzonty, inspirują do rozmów i refleksji. Wypróbuj „Pismo” przez miesiąc. Możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Esej ukazał się w lutowym wydaniu „Pisma” (2/2026) pod tytułem Człowiek muzyka maszyna.