Wersja audio
Ryzykuję utratę reputacji, ale muszę się do czegoś przyznać: moją wrażliwość estetyczną po części ukształtowało źródło niemal kompromitujące – serial Moda na sukces. Na swoje usprawiedliwienie mam, że nie byłem wiernym widzem – nie dotrwałem do końca ani jednego odcinka, a w tasiemca wdepnąłem z winy osoby trzeciej. W czasach podstawówki moje popołudnia wypełniało odrabianie lekcji pod okiem pani E. Ta zacna kobieta opiekowała się mną i moimi siostrami podczas nieobecności rodziców. Przekonanie, że szkolne obowiązki plasują się wysoko w rankingu ludzkiego cierpienia, nakazywało mi wykorzystywać każdą okazję, by odsunąć podręczniki na bok. Nadarzała się ona codziennie punktualnie o 15:00. Pani E. znad deski do prasowania włączała telewizor i z ciężkim westchnieniem obwieszczała: „Zobaczysz, dzisiaj Ridge ją zostawi”.
Marazm popołudnia kazał mi docenić czołówkę serialu. Nieświadomy, kim jest Ridge, z satysfakcją chłonąłem chwytliwy miks obrazu i dźwięku. Mój wzrok przykuwały migawki lustrzanych wieżowców. Symbole sukcesu i drapieżnej przedsiębiorczości. Gładkie, lśniące, szklane, nieprzezroczyste – architektoniczny symbol Pax Americana, najbardziej oczywisty znak finansowej i kulturowej dominacji Stanów Zjednoczonych nad resztą świata.
Działo się to w połowie lat 90. Warszawa budowała się w tempie, którego nikt w tym mieście nie widział od dziesięcioleci. Między szarością kamienic i bloków z wielkiej płyty wyrastały gładkie lustrzane elewacje. Wyraźnie widziałem, że następuje zmiana, chociaż jeszcze nie potrafiłem jej nazwać. Blichtr, nowość oraz zniekształcenie rzeczywistości odbitej w szkle bawiły mnie i intrygowały. Były najbliższym i najbardziej namacalnym kawałeczkiem Ameryki, tak przeze mnie podziwianej w filmach.
W książce Jakby luksusowo. Przewodnik po architekturze Warszawy lat 90. Aleksandra Stępień-Dąbrowska słusznie zauważa, że w szkle refleksyjnym tamtych lat odbijały się przede wszystkim aspiracje do nowego początku. Porównuje te wieżowce do platynowych kart kredytowych – rzekomej przepustki do zachodniego świata.
Wraz z gmachami rosła ich krytyka. Wtedy się nie domyślałem, że za lśniącymi fasadami wielu obserwatorów odkryło duchową pustkę. Dopiero dwie dekady później poznałem nazwiska związane z architekturą szkła lustrzanego i jego fascynującą genealogię. Styl ten narodził się w Los Angeles – w środowisku przemysłu lotniczego i kosmicznego oraz w galeriach sztuki południowej Kalifornii. Jego historia nadawałaby się na serial telewizyjny.
Wiedzę o …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Wypróbuj subskrypcję „Pisma”. Rezygnujesz, kiedy chcesz.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Esej ukazał się w październikowym numerze „Pisma” (10/2026) pod tytułem Szklana skóra.
Więcej na ten temat posłuchasz w audycji Plac na Rozdrożu w aplikacji Radia 357.