Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Opowiadanie

Paryż

POSŁUCHAJ

Ktoś ostatnio zapytał, jak to się w ogóle zaczęło.Voilà: wyszła jakby zewsząd. Z wnętrza tego wszystkiego, z czego składa się to miasteczko, a tworzy je głównie powietrze. Wyszła nagle i jakby wstrzymała na chwilę wszelki ruch poza sobą, bo jej obliczenia okazały się błędne, a pociąg już wjeżdżał na peron, daleko, po drugiej stronie torowisk – a w inny sposób nie ma bola, żeby zdążyć. A akurat w ten dzień nie można się spóźnić.

Jej szpilki wybijały na klawiszach betonowych płyt melodię do tej sceny. Wtedy ją zobaczyłem, ale ona z wyprzedzeniem, niby bojąc się, że ktoś ją na tym oszustwie z wstrzymaniem czasu przyłapie, zapytała:

– Przepraszam, skąd odjeżdża pociąg do Krakowa? To w tamtą stronę? – Wskazała palcem tę niewłaściwą, w kierunku Rudawy, idąc stanowczo w moim, to jest przeciwnym do Rudawy kierunku, więc nie wiedząc, o co chodzi, powiedziałem: – Tam, jak pani pokazuje, jest na Kraków. Ale na peron idzie się w przeciwną stronę, obok budynku dworca.

– Aha, bo ja myślałam, że w tamtą. – I omiotła wzrokiem ten remont stulecia, tę rumbę rdzy i mgły.

zdjęcie Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna

Dwie rzeczy: po pierwsze sam nie zdążyłem na wcześniejszy pociąg. Korki w Krzeszowicach były takie, jakich nie widziano od największych jarmarków, które odbywają się tu od połowy XIX wieku, kiedy to Potoccy zorganizowali pierwszy z nich. Jeszcze w latach 90. serpentyną z Paczółtowic, opowiadał mi kolega Rysiek, pięły się resztkami mocy kolumny przypominających czerwone paciorki ursusów trzydziestek ze zbożem, które schodziło jak w tym nieaktualnym już idiomie, a po targach można było się jeszcze skuć, wytrzeźwieć i wrócić wieczorem do chałupy z mniej niż połową promila we krwi. Nie zdenerwowałem się specjalnie tym spóźnieniem. Miałem do następnego pociągu czterdzieści minut, więc poszedłem do palarni kawy przy Krakowskiej. Baristka nalała mi czarną pięćdziesiątkę z brazylijskiego ziarna. Przy stoliku obok, pod szklanymi tubami wypełnionymi pałkami cynamonu, garam masalą i kurkumą, siedział ten sam człowiek co zawsze, w dżinsowej katanie, z opadającymi na kark włosami o strukturze świeżej bawełny. Obok młody koleś jadł suchą kanapkę, tak samo beznamiętnie jak dzieci w szkole na przerwie. Wyglądaliśmy jak jacyś niedorobieni Włosi. W jednym rzędzie i bez możliwości większego ruchu w ciasnocie. Z czerwonymi twarzami po kolejnym lecie, które przybyło tu jakby z innych stron, sfatygowane, dziecię innych lat, …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00