Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Opowiadanie

Upadki

POSŁUCHAJ

Widzę, widzę: stoję przy piaskownicy przedszkola w Lidzbarku Warmińskim. Stary, poniemiecki dom, pofałdowany teren, który z mojej lilipuciej perspektywy zdaje się celową kombinacją pagórków i dolin, gdzie każdy fragment ma swoją legendę. Tu się bawimy, tu ścigamy, tu formujemy kółeczko i rozmawiamy – to mapa społecznego obrządku. Na nią nakłada się moja: przestrzeń pod nadzorem, bezpieczna, do czasu, bo za wymądrzanie się oberwiesz od reszty (łączka przedszkolanek), miejsce ustalania hierarchii stada (huśtawki), przestrzeń gry w upokarzanie i zasługiwanie się bez końca (piaskownica), miejsca rozwijania zwierzęcej sprawności (górka, małpi gaj, trzy drzewa na krzyż), czyli nie wchodź nam w paradę, jeśli nie umiesz w krótką piłkę, w szybki strzał, w dziki spryt. A ja nie umiem ani w szybkość, ani w refleks, ani w przewagę. Markuję w szatni, męczę się z workiem z butami wyjściowymi. Prawie wszyscy już wyszli, poza Kasią, która jak zawsze czeka na swój moment, by bez akompaniamentu drwin skorzystać z toalety. Jej małe, dyskretne królestwo komfortu, wymagające wyłącznie nieobecności bliźnich i na tym budujące swoją kruchą, akcydentalną przewagę. I oto jesteśmy, ona i ja, w pustej sali. Ona się cieszy, że wreszcie ich nie ma. Ja orientuję się, że ich nie ma i w panice próbuję rozwiązać worek. Ona, nareszcie wolna, idzie na nocnik – po raz pierwszy dziś (wczoraj, i jutro) – z nabytą dystynkcją i pewnością siebie, z gracją triumfatorki nad materią krzywdy. Wygrana to krótka i słono opłacona, ale jakoś pewna swej siły, awansująca ją na kogoś, kim oni nigdy nie będą, nie tylko w toalecie. Ja, złamana, szarpię się ze szmatą worka, w nienależnej mi, obcej przestrzeni, której nigdy nie będę potrafiła skolonizować płaczem, wrzaskiem, manipulacją. Ona, która nie jest w stanie sklecić sensownego zdania i najpewniej nie nauczy się czytać. Ja, która czytam już od dawna, ale nie umiem w wycinanki ani wiązanie butów na czas. Obie przez krótki kwadrans okupujemy martwą przestrzeń. Dla niej jest to kwadrans triumfu, o którym wie tylko ona, ale promieniuje nim na kilometr. Dla mnie jest to kwadrans spowolnienia i niewiary, że wyjdę na powierzchnię. Obie lecimy samolotem, z którego reszta grupy wysiadła – jak należy wysiadać – zeszła po schodkach, trzymając się za ręce, bo pani patrzy – albo i podstawiając komuś nogę, ale że …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00