Opowiadanie

Sadzonki Margaret

Margaret sadziła. Sadziła róże. Sadziła fiołki. Sadziła konwalie. Sadziła koniczynę. Oczywiście sadziła również margerytki. Kiedy z pudełka wyłaniały się margerytki, uśmiechała się i łagodnie szeptała: – Znowu się spotykamy! 

W naznaczonych upływem czasu kącikach oczu i ust Margaret tańczyły delikatne zmarszczki. Margaret sadziła. Sadziła piękne, kolorowe baloniki. Sadziła balsamy do ust, które przyprawiały ją swoim zapachem o kręcenie w nosie. Sadziła kubki o grubych ściankach. Sadziła kaszmirowe skarpetki. Praca Margaret polegała na sadzeniu. Zatem Margaret sadziła. Sadziła rzeczy niekoniecznie wystawne, ale ładne. Sadziła rzeczy, które się nie nudziły. Sadziła ubrania, których założenie wprawiało osobę w dobry nastrój na cały dzień. Sadziła delikatne, miękkie kolory. Sadziła delikatne, miękkie tekstury. Margaret sadziła codziennie. Sadziła serce, które cieszyło się każdym przeżytym dniem. Sadziła serce, które nie pozbywało się zbyt szybko raz polubionych przedmiotów. Sadziła serce, które troszczyło się o innych. Margaret się nie spieszyła. Margaret sadziła pomału. Mogła tu sadzić bez pośpiechu. Ile już czasu minęło, odkąd zaczęła tak pomału sadzić? Płowy blask zmierzchu otulił Margaret i jej ogród. Margaret z jej lekko kręcącymi się, jasnobrązowymi włosami, przeplatanymi smużkami siwizny. W bluzce i spodniach z czystej bawełny. W …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Opowiadanie ukaże się w zbiorze pt. Układ(a)ne, w kwietniu 2020 r. nakładem wydawnictwa Tajfuny: www.tajfuny.pl.

FreshMail.pl