Wokół książek

Literatura mówi „sprawdzam”

Mam nadzieję, że ten tekst będzie czytany już po najtrudniejszych etapach narodowej kwarantanny. Wtedy jednak to literatura każe nam odkryć własne karty.
rysunek J. J. Grandville, 1803-1847

Pewnego dnia, a było to w trzecim tygodniu narodowej kwarantanny, złapałam się na tym, że częściej niż kiedyś wyglądam przez okno. Na dodatek nie tyle wyglądam, co wgapiam się w cudze okna, usiłując przeniknąć przez ornamenty osiedlowych balkonów i odgadnąć, jak sąsiedzi wydeptują tę dziwną wiosnę na swoich kilkudziesięciu metrach kwadratowych. Zdesperowani podglądacze z książek Patricii Highsmith, Alaina Robbe-Grilleta czy Cornella Woolricha wydawali mi się bohaterami nie z mojej bajki. A jednak… Im częściej zerkałam, tym bardziej moje trzecie oko, zezujące za okno, przypominało nieco tylko niewinniejszą wersję jajka z Historii okaGeorges’a Bataille’a, które to jajko trzeba albo stłuc, albo wyłupić.

Ale cóż innego miało to oko przypominać, skoro wszystko już w literaturze opisano? Łącznie ze społecznymi aspektami doli i niedoli niewychodzenia z domu. Socjologia, którą uprawiam zawodowo, niewiele tu może dodać, poza kilkoma nietestowalnymi hipotezami i szeregiem siermiężnych pojęć. Jak pisał w esejuO związku morganatycznym teorii z literaturą myśli (roztrzepanych) paręZygmunt Bauman, najlepszy pisarz wśród polskich socjologów, za szybko po śmierci zapoznany:

Teoria goni za literaturą, aby jej, krnąbrnej i zawsze do przodu uciekającej (ba, to właśnie ucieczkami swoimi decydującej o tym, gdzie w danej chwili przód, a gdzie tył), dopaść, a dopadłszy oswoić, wytresować i na podobieństwo owej Mickiewiczowej psiny podwórzowej „przyczesać”… Ale jak długo powieść powieścią, wymykać się będzie łowcom.

A już na pewno teoriom makrospołecznym, które rzekomo są w stanie określić wpływ pandemicznego odosobnienia na społeczne krzywe stadności i indywidualizmu. Akurat.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Odosobnienie wyznaczone ograniczoną przestrzenią wydaje się warunkiem koniecznym, by coś niebanalnego powiedzieć o świecie, nabierając dystansu do tego, co zewnętrzne i niesterowalne. Marcel Proust, kiedy pisał, nie opuszczał mieszkania przy gwarnym bulwarze Haussmanna. Choć swój gabinet wygłuszył korkiem, nie odsłaniał okien, a pracę rozpoczynał, kiedy jego kamienica szła spać, cierpiał na nadsłuchowość. Z wykłócania się o ciszę z sąsiadką, Marie Williams, uczynił kolejne dzieło literackie. Nie szedł bowiem pukać do jej drzwi, lecz pisał do niej rozkosznie egotyczne listy – w 2013 roku ukazały się nakładem paryskiej oficyny Gallimard. Jednak to nie on ustanowił modę na izolatki dla zawodowych opowiadaczy. Już Szeherezada snuła opowieści okrutnemu sułtanowi Szachrijarowi, zamknięta w pałacu przez tysiąc i jedną noc, a może i przez całe życie. Także w baśni europejskiej izolacja jest dla bohaterów pierwszym kręgiem wtajemniczenia w dorosłe życie. Jaś i Małgosia tkwią w domku z piernika, Śpiąca Królewna w zamkowej wieży, Kopciuszek w kuchni. Dlaczego wśród więźniów tej baśniowej konwencji więcej jest bohaterek niż bohaterów (z potwierdzającym regułę wyjątkiem księcia z Pięknej i Bestii)? Odpowiedź z pewnością znają współcześni krzyżowcy wyruszający na krucjatę przeciwko „ideologii gender”. Najwyraźniej musieli bardzo dosłownie potraktować patriarchalne przesłanie usłyszanych w dzieciństwie baśni, wierząc, biedni, w to, że jeśli dziewczyna samowolnie opuści dom, za rogiem …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Tekst ukazał się w czerwcowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (06/2020) pod tytułem Zostawieni w domu.

FreshMail.pl