Opowiadanie

Mama mordercy

Koszmary mojego chłopca zaczęły się w zwykły dzień. Siedziałam na kanapie, porządkując papiery, a on był w łazience, głos miał jakby zamknięty w puszce, kiedy powiedział: – Stałem na łące pełnej rumianków, ciało miałem miękkie od słońca. – Wstałam z kanapy i spytałam przez zamknięte drzwi łazienki: – Co robiłeś na łące? – Chodziłem sobie, gdy nagle nadleciało wielkie stado.

– Co to były za ptaki, kruszynko? – Milczał, a ja, czekając, zdzierałam z drzwi łuszczący się plastik. W końcu się odezwał: – Szukałem schronienia, ale w rumiankach nie dało się ukryć, więc w końcu sroki mnie zadziobały. 

rysunki Piotr Kowalczyk

Dzień później jadłam kanapki z serem na podwórku pod pracą. Świeciło wątłe słońce. Przyglądałam się gołębiom siedzącym w rzędzie na dachu jak nieczytelne znaki, zbyt daleko. Koleżanka z pracy siedziała obok mnie na niebieskiej ławce, ale żadna z nas nie miała ochoty na rozmowę, to ładne, kiedy dwie osoby pragnące milczeć chcą dzielić się chwilą. W redakcji panował gwar, który narastał w ciągu dnia jak fale, najpierw coraz bardziej, a potem zanikał, zostawiając nieco piany, może wodorostów i poszczerbionych muszelek, a zaraz znów się rozpędzał i rozbijał o plażę. 

Następny koszmar opowiedział przy kolacji. Mój chłopiec patrzył na telewizor u sąsiadów, sekundnik na błyszczącym zegarku stukał, a on powiedział: – Mamo, musiałem się zająć pudełkiem z kociętami, maleńkimi, ślepymi. – Spojrzałam na jego dziecięce dłonie i powiedziałam: – Jak miękko. – Nie – odparł – bo je zgubiłem, a kiedy zacząłem szukać, zapomniałem, ile ich było, znalazłem tylko trzy, które włożyłem do pudełka. – I tak dobrze -– pocieszyłam go. Przypomniał mi się kotek, którego miałam w dzieciństwie i który uciekł, i ile lat czekałam, aż wróci.

– Co zrobiłeś z pudełkiem, kruszynko?

– Włożyłem pod łóżko, zapomniałem dać im jeść i pić, więc kocięta zaczęły się kurczyć, zrobiły się szare, kiedy chciałem je podnieść, zostały z nich mysie płody bez futerka. 

Bycie samotną urastało do problemu, kiedy mój chłopiec coraz bardziej się ode mnie oddalał. Coraz częściej w mieszkaniu byłam tylko ja, bez niego nadającego kierunek. Nie mogłam też wyjść, zostawałam w domu na wypadek, gdyby wrócił, nie powinien przecież wracać do pustego mieszkania. Nie było nic do roboty, kiedy byłam tylko ja, mogłam oczywiście posprzątać, ale już było czysto, mogłam popracować, przeczytać to, co jest do przeczytania, albo rozwiązać krzyżówkę, ale co to za życie. Nie było nikogo, kto przeszkadzałby mojemu bytowi. Potrzebowałam odgłosu drugiego człowieka, a nie przebywania w grobowej ciszy. Ale nie mogłam też zaprosić nikogo w tym oczekiwaniu, byłby to jakiś rodzaj zdrady, mój chłopiec mógłby się poczuć zastąpiony. Wydawało mi się, że wiedziałam, co oznacza zdrada, co potem okazało się nieprawdą. 

Długo czekałam na mojego chłopca, trudno powstrzymać się od zadzwonienia do niego, to ważne, by pozostawić przestrzeń, zaufanie. Nie stawiać mojej potrzeby bliskości ponad jego potrzebę bycia niezależnym. Krążyłam między kanapą, oknem a kuchennymi szafkami. Starałam się nie myśleć o ciele, tylko powtarzać trójkątny wzór na parkiecie. Mogłam napić się wina, żeby trochę się uspokoić, …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Fragment powieści Idy Linde Mama mordercy. Tytuł ukaże się 26 kwietnia nakładem wydawnictwa LOKATOR.

FreshMail.pl