Felieton

Podglebie

  • autor
  • Halina Bortnowska

Pierwsze dni Powstania Warszawskiego. Dla nas w okolicy placu Narutowicza była to zarazem jego klęska i koniec. Zieleniak. Obóz przejściowy utworzony na terenie targowiska, przy rogu Opaczewskiej i Grójeckiej. Spędzano tam cywilów z Ochoty. Kobiety i zupełnie młode dziewczyny padały tam ofiarami gwałtów, wieluset zamordowano. Względnie niedawno wybrałam się tam znowu, z synem, z innymi młodszymi ode mnie ludźmi, którzy – na szczęście! – nie poznali grozy rzezi Ochoty ani czasu wojny. Kiedy patrzyłam na nowe pawilony handlowe Hali Banacha, towarzyszyła mi rezygnacja, niewojująca, taka, która akceptuje, że czas płynie i życie toczy się dalej. Ta sama, która – kiedy zapytano mnie niedawno o nową odsłonę targowiska – kazała mi przytaknąć: wolno jej dokonać. Bo czy można się tej nieuchronności życia i potrzebie jego ciągłości sprzeciwić?

Tym, którzy tam zginęli, jest przecież wszystko jedno. Tym, którzy przez Zieleniak przeszli, został substrat pamięci o tym, co tam …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl