Portret

Anita Dolly Panek. Zacząć życie na nowo

Mogą ci zabrać wszystko, cały twój majątek, ale tego, co masz w sobie, nikt ci nie zabierze. To twoja jedyna broń, gdy idziesz w nieznane.
Tomasz Majewski

Siedziała naprzeciwko, z kieliszkiem białego wina w ręce. Różnica wieku między najstarszym a najmłodszym uczestnikiem tego wieczoru wynosiła sześćdziesiąt dwa lata. Najmłodszym byłam ja, najstarszym – Anita. Nie można powiedzieć, że to zwykła kolacja, nikt się tam prawie nie znał – na tym polega idea portalu Eataway, przez który obie się tam znalazłyśmy: gospodarz robi zrzutkę, gotuje u siebie w domu i otwiera drzwi nieznajomym.

Anita uśmiechała się, wydawała się otwarta, ale reprezentowała ten rodzaj kobiecej elegancji, który onieśmiela. Jakbym obawiała się, że z naiwną szczerością rzucę coś głupiego albo zrobię dokładnie odwrotnie niż dyktuje savoir-vivre i tak zapamięta mnie ta wyjątkowa osoba. Miałam przeczucie, że w jakiś sposób taka właśnie jest.

Na ratunek przyszedł Erick, jej przyjaciel Amerykanin, który ją tam zabrał: 

– Jesteś dziennikarką, rozmawiałaś już z Anitą? Jak to nie? Musisz z nią porozmawiać. Ona ma swój wpis na Wikipedii. Widzisz, jest nagrodzona orderem przez prezydenta Brazylii.

To Ordem Nacional do Mérito Científico, brazylijskie odznaczenie państwowe nadawane za znaczący wkład w rozwój tamtejszej nauki i techniki. Oprawiony dyplom wisi na ścianie w pokoju na krakowskim Kazimierzu, gdzie prof. Anita Dolly Panek wynajmuje dziś mieszkanie. Kiedy przyszła na tę kolację, mieszkała tam już od trzech miesięcy.

Nie spytałam wtedy, dlaczego wyjechała, ale dlaczego wróciła.

– Namówił mnie Carlos, mój wnuk. Chciał studiować w Krakowie, tak samo jak jego pradziadek. Poza tym, w Krakowie żyje się dużo lepiej. Narzekacie na korki i smog, a nie ma absolutnie żadnego porównania do São Paulo. W mieście, gdzie mieszka kilkanaście milionów ludzi i wszyscy jeżdżą samochodem, prawie nie widać niebieskiego nieba. Gdy mieszkałam w Rio, stałam w takim korku do pracy, że opanowałam metodę dziergania na kolanach, żeby nie tracić czasu. W São Paulo jest niebezpiecznie w dzień, a co dopiero wieczór. Gdybym wyszła sama po zmroku, mogliby mnie napaść, okraść, może nawet zabić. Nie mogłam jeździć do ukochanej filharmonii, bo była zlokalizowana w rejonie jednego z większych ośrodków narkotykowych – opowiada.

Gdyby nie decyzja Carlosa, może nigdy by tu nie wróciła na stałe. Często powtarza: wszystko ma swój powód.

 


dziergała wieczoremktóryś ze swetrów, obmyślając, z czym pojedzie na warsztaty Fundacji Rockefellera. Była już szanowaną pięćdziesięciopięcioletnią profesor na Uniwersytecie Federalnym w Rio de Janeiro, gdy zaproszono ją do włoskiego Bellagio, by opowiedziała biofizykom o trehalozie – cukrze, który powstaje w drożdżach. Uniwersyteckie laboratorium pod jej kierownictwem od lat używało drożdży jako modelu komórki do badań nad metabolizmem cukru. Uważała ten model za najbardziej zbliżony do komórki ludzkiej, posługiwała się nim przez całą swoją karierę.

Do Bellagio chciała jednak pojechać z czymś więcej, niż do tej pory udało jej się zrobić. To tam filantropijna Fundacja Rockefellera ma swoje centrum wsparcia dla naukowców, artystów, liderów rozwoju. Tutejsze spotkania, warsztaty, konferencje i rezydentury doprowadziły między innymi do inicjatywy poszukiwania szczepionki na AIDS. Centrum gościło laureatów Nagrody Nobla i Pulitzera.

Tomasz Majewski

Pojechała z pięcioma swetrami. Wydziergała je sama i chciała sprzedawać. „Przecież każdy naukowiec ma matkę” – założyła, mając już doświadczenie ze sprzedaży podczas kwietniowych kongresów biochemicznych w Brazylii, wypadających właśnie przed Dniem Matki.

Nim spakowała swetry, pierwszy raz spróbowała zamrażania komórek, które powoduje u drożdży uszkodzenie w postaci odwodnienia.

W Bellagio codziennie odbywała się oficjalna kolacja w strojach wieczorowych. Zakładała tę samą elegancką spódnicę i jeden z pięciu swetrów swojego autorstwa. Rzeczywiście, za każdym razem ktoś o niego pytał.

Do Rio wróciła bez swetrów, ale z dwustu pięćdziesięcioma dolarami w portfelu. Wtedy to było sporo pieniędzy, zwłaszcza w Brazylii.

Rok później, w 1986 roku, opublikowała pierwszą na świecie pracę, która wykazała, że w pewnych warunkach odczyn trehalozy broni komórki przed uszkodzeniem wywołanym przez mrożenie.

„Coś więcej”, którym chciała się wykazać na warsztatach we Włoszech, okazało się potem pionierskim odkryciem, które …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online