Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Portret

Wołodymyr Zełenski. Prezydentura w czasach kryzysu

rysunki Vadym Solowski
To była kampania hashtagów, happeningów i inscenizacji. Dzięki takiemu ustawieniu rywalizacji polityczny amator Zełenski okazał się jedynym zawodowcem w peletonie.
POSŁUCHAJ

Gdy 21 kwietnia 2019 roku Ukraińcy szli do urn, by zagłosować w drugiej turze wyborów prezydenckich, byli już właściwie pewni, że wygra je Wołodymyr Zełenski – czterdziestojednoletni aktor i komik oraz świetnie prosperujący biznesmen z branży rozrywkowej, znany z charakterystycznej chrypki. Obecni od lat w parlamencie politycy nie tylko nie znaleźli odpowiedzi na jego styl, ale nie potrafili też zareagować, gdy walka polityczna przeobraziła się w show. Hasło „Zrobimy ich razem”, z którym Zełenski szedł do wyborów, okazało się jednak nie tylko prorocze dla ukraińskiej klasy politycznej, ale również – ku zaskoczeniu samego Zełenskiego – wróżyło kłopoty najpotężniejszemu człowiekowi na Ziemi.


dzień i wieczór drugiej tury wyborów spędziłem na zmianę w oddalonych od siebie o dwa kilometry sztabach wyborczych dotychczasowego prezydenta Petra Poroszenki i jego rywala. U urzędującego szefa państwa było jak zwykle – podniosłe przemówienia (tym razem z nutą rezygnacji), snujący się po ogromnym terenie Arsenału Kijowskiego politycy pod krawatami, hamburgery, darmowe wi-fi. Współpracownicy prezydenta myśleli już głównie o tym, co będą robić w opozycji i w nowych partiach, które – jak dowodziła część z nich – miały wkrótce powstać na gruzach Bloku Poroszenki.

Sztab Zełenskiego przypominał za to imprezę średniej wielkości korporacji. Bar z darmowym alkoholem. Stół do gry w ping-ponga, który posłużył do organizacji turnieju (jego zwycięzca – młody chłopak z grupy medialnej „RBK-Ukraina” – wygrał możliwość przeprowadzenia wywiadu z przyszłym prezydentem). Nieukrywający radosnego nastroju współpracownicy elekta, w większości ubrani półformalnie, dla dziennikarzy jeszcze anonimowi. Otoczenie zatopione w zielonkawym świetle (nazwisko Zełenski kojarzy się w języku ukraińskim z tym kolorem), udekorowane motywacyjnymi hasłami z kampanii.

–––––––––––––––––––

* W tym historycznym momencie dokładamy wszelkich starań, aby pomóc Wam zorientować się w tej złożonej sytuacji. Sięgamy w tym celu do naszego archiwum – materiały wokół Ukrainy udostępniamy za darmo.

–––––––––––––––––––

Gdy wybiła godzina 20:00 i w telewizorach nastawionych na kanał 1+1 – należący do oligarchy Ihora Kołomojskiego, wieloletniego wspólnika Zełenskiego – przedstawiono wyniki exit polls, sala eksplodowała. Siedemdziesiąt trzy procent poparcia, które uzyskał świeżo upieczony polityk, to nie tylko najlepszy wynik w historii Ukrainy, ale w ogóle rzadko spotykany w krajach demokratycznych (w których każdy wynik powyżej pięćdziesięciu pięciu procent w drugiej turze jest uznawany za przekonujące zwycięstwo). Na najbardziej radosnego wyglądał Jewhen Koszowy, kolega Zełenskiego z kabaretu 95 Kwartał (nazwanego tak od osiedla w Krzywym Rogu, mieście z którego pochodzi Zełenski). – Narąbię się. Na świecie jest bardzo dużo alkoholu – odpowiedział na moje pytanie, jak uczci sukces.

A było co uczcić, bo Zełenski, prezentując nowatorski model kampanii, o którym specjaliści od strategii wyborczych będą się uczyć w podręcznikach, rozbił bank. Pokonał weteranów, którzy w zakulisowych rozgrywkach osiągnęli mistrzostwo. Petro Poroszenko i Julia Tymoszenko uczestniczyli w nich już w latach 90., a prorosyjski Jurij Bojko, który zamknął listę kandydatów z ponad dziesięcioprocentowym poparciem w pierwszej turze, wszedł na scenę polityczną w 2002 roku.


w zgodnej opinii przegranych nie tak to wszystko miało wyglądać. Tymoszenko przez większą część kadencji Poroszenki prowadziła w sondażach i liczyła, że tym razem ziści się jej wielkie marzenie o prezydenturze. Ekspremierka i działacze popierającej ją partii Ojczyzna sięgali w kampanii po populistyczne hasła z taką intensywnością, że powtarzane przez nich terminy zubożinnia (zubożenie) czy taryfnyj henocyd (taryfowe ludobójstwo – tak określane są podwyżki cen gazu dla gospodarstw domowych) weszły do codziennego języka. Żelazna dama pomarańczowej rewolucji nie znikała przy tym z ekranów komputerów i smartfonów, wydawszy krocie na reklamę w sieci.

Poroszenko z kolei zdawał sobie sprawę, że na zwycięstwo w decydującym starciu ma niewielkie szanse. Jego sztabowcy przez cały 2018 rok próbowali więc powtórzyć manewr, który w 1999 roku zapewnił reelekcję Łeonidowi Kuczmie. Administracja prezydenta wspierała wówczas kandydata komunistów, Petra Symonenkę, wiedząc, że dla większości Ukraińców jego wybór jest nieakceptowalny. Symonenko wszedł do drugiej tury tylko po to, by zdecydowanie w niej przegrać. Media Poroszenki (telewizje: 5 Kanał i Priamyj) oraz sprzymierzonych z nim oligarchów, na przykład Rinata Achmetowa (kanał Ukraina), przedstawiały więc kampanię prezydencką jako spór Bojki i Poroszenki, bijąc tym samym w Tymoszenko. Urzędujący wówczas prezydent oparł swoją taktykę na hasłach najjaskrawiej podkreślających różnicę między nim a Bojką. Najbardziej znany slogan jego kampanii, nawiązujący do wartości patriotycznych – „Armia, język, wiara” – miał z jednej strony ukazać Poroszenkę jako lidera obozu prozachodniego, a z drugiej – przedstawić Bojkę jako kremlowską marionetkę, niechętną symbolom niezależności Ukrainy.

xyz

Podobnym posunięciem strategicznym był tak zwany tomos-tour, będący ukoronowaniem działań prezydenta na rzecz zjednoczenia ukraińskiej Cerkwi. Pod koniec 2018 roku w Kijowie odbył się sobór zjednoczeniowy, po którym Cerkiew otrzymała upragniony tomos, czyli dokument poświadczający autokefalię. Poroszenko osobiście brał udział w obradach soboru i to on przedstawił zgromadzonym na placu metropolitę Epifaniusza jako nowego zwierzchnika religijnego. To tak, jakby wyniki konklawe ogłaszał na placu Świętego Piotra prezydent Włoch. Choć w prawosławiu jedność tronu i ołtarza jest bardziej naturalna niż w katolicyzmie, wielu obserwatorów widziało w tym pewną przesadę. Zwłaszcza że niedługo potem Poroszenko ruszył z tomosem w pielgrzymkę po ukraińskich miastach.

Taktyka częściowo zadziałała. Mimo że rok przed wyborami niektóre sondaże prognozowały mu piąte miejsce, Poroszenko ostatecznie pokonał zarówno Tymoszenko, jak i Bojkę. Jego sztab długo jednak ignorował czarnego konia w tej gonitwie, pozwalając Zełenskiemu przejąć inicjatywę. Gdy wreszcie dostrzeżono realnego rywala, gra toczyła się już na jego polu.


kampania zełenskiego tliła się przez wiele miesięcy, nim ktokolwiek się zorientował, że to w ogóle kampania. Serial Sługa narodu, w którym w głównej roli występował przyszły elekt, miał premierę w listopadzie 2015 roku – zaledwie półtora roku po wyborze Poroszenki na prezydenta i kilka miesięcy po tym, jak właściciel produkującego serial kanału 1+1, Ihor Kołomojski, szef administracji w obwodzie dniepropietrowskim w najtrudniejszym dla Ukrainy czasie, pokłócił się z szefem państwa o kontrolę nad biznesem naftowym. Na pierwszym plakacie promującym serial widniało hasło „Historia następnego prezydenta”. Zełenski wcielił się w produkcji w postać nauczyciela historii, Wasyla Hołoborodki, który daje się nagrać podczas wygłaszania wulgarnego monologu na temat klasy politycznej. Filmik trafia na YouTube’a, Hołoborodko staje się ludowym bohaterem i niespodziewanie zostaje prezydentem kraju, wybranym, by rozbijać zastane układy sił. Pomagają mu w tym rodzina i przyjaciele, których obsadza później na państwowych stanowiskach. Jewhen Koszowy, który po wygranej Zełenskiego miał zamiar „się narąbać”, grał w serialu szefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Serial Sługa narodu, emitowany w prime timie na kanale 1+1, wywołał furorę. Zełenski w roli Hołoborodki stał się uosobieniem marzeń ukraińskiego narodu o współczesnym Janosiku, chłopaku z ludu, który rozpędzi skorumpowanych polityków i da Ukraińcom upragniony dobrobyt. Marzeń, które doprowadziły Ukraińców do dwóch Majdanów, ale nigdy się w pełni nie ziściły. W 2017 roku prawnicy Zełenskiego zarejestrowali partię o nazwie Sługa Narodu, co umknęło uwadze większości dziennikarzy i analityków, a sam Zełenski powoli zaczął wypowiadać się na tematy polityczne.

Przez długie lata jego kabaret 95 Kwartał, gromadzący tłumy w salach koncertowych większości ukraińskich miast, podejmował tematy z obrzeża polityki w programie Weczirnij kwartał (Kwartał wieczorny). Komicy czasem pozwalali sobie w nim na bardziej melancholijny lub poważny tekst, ale zazwyczaj stawiali na ludyczny humor w rodzaju scenki, w której Zełenski udaje, że gra penisem na pianinie, albo porównuje Ukrainę do prostytutki. Oba te występy są mu regularnie wypominane, odkąd zajął najważniejsze stanowisko w państwie.

73% poparcia, które uzyskał świeżo upieczony polityk, to nie tylko najlepszy wynik w historii Ukrainy, ale w ogóle rzadko spotykany w krajach demokratycznych, w których każdy wynik powyżej 55 % w drugiej turze jest uznawany za przekonujące zwycięstwo.

W kabaretowym krzywym zwierciadle 95 Kwartału (w epoce sprzed rewolucji godności Majdanu w latach 2013–2014) znacznie gorzej wypadała zwykle prozachodnia opozycja aniżeli skorumpowani politycy z Partii Regionów [ugrupowania uznawanego za prorosyjskie – przyp. red.]. Swoją rolę w tym obrazie odegrała geografia. Krzywy Róg – duże, zaniedbane miasto przemysłowe, będące sercem Krywbasu (ważnego zagłębia rudy żelaza z największą hutą Europy) – nie było miejscem przychylnym pomarańczowym. Jeśli żyła tu jakaś inteligencja, to raczej techniczna niż humanistyczna.

W takiej właśnie rodzinie wychował się Zełenski. Jego ojciec Ołeksandr to uznany specjalista w dziedzinie informatyki i cybernetyki, praktyk i teoretyk, autor ponad stu publikacji naukowych. Matka Rimma również jest inżynierem. Oboje do 2014 roku głosowali na Partię Regionów. W dzieciństwie Zełenski przez cztery lata mieszkał w bratniej, prosowieckiej Mongolii, w mieście Erdenet, gdzie jego ojciec pracował przez dwie dekady. Z tych czasów została mu znajomość paru mongolskich słów. W szkole średniej zdobył grant na naukę w Izraelu, ale ojciec, którego matka była Żydówką, nie pozwolił mu wówczas na wyjazd.

Wołodymyr marzył o studiach dyplomatycznych w Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych, ale ostatecznie skończył studia prawnicze w ojczyźnie. Jako prawnik – jeśli nie liczyć kilkumiesięcznych praktyk – nie przepracował jednak ani minuty. Już na studiach coraz więcej czasu zajmowały mu występy na scenie. Okazało się, że z komedii też można dobrze żyć, zarówno w sensie finansowym, jak i osobistym – żonę Ołenę także poznał na scenie. Karierę komediową zaczął od występów w popularnym w Rosji i w Ukrainie formacie KWN, w ramach którego kilkuosobowe zespoły komików rywalizują na żarty. Pierwszy taki zespół Wołodymyr zebrał jeszcze w XI klasie szkoły powszechnej.

Mówił, że idzie tylko po jedną kadencję. Że najpierw będą go obrzucać błotem, a potem płakać, gdy będzie odchodził. Że marzy, by kiedyś jego imieniem nazwano małą uliczkę w Krzywym Rogu, na której się wychował.

KWN przyniósł mu znajomości, dzięki którym udało mu się poprowadzić własną audycję kulinarną. Do zarobionych z niej pieniędzy dołożył kwotę z zaciągniętego kredytu i zaproponował swój pierwszy telewizyjny program komediowy. Zaryzykował i opłaciło się. „Nakręciliśmy pierwszy odcinek i spłaciliśmy pożyczkę – opowiadał potem mediom. – Takich awantur było niemało. Rzuciłem pracę w Moskwie, odszedłem z KWN jako jeden z topowych autorów, któremu płacili za to, że pisał scenariusze dla innych zespołów”. Był 2003 rok.

95 Kwartał występował nie tylko w Ukrainie, ale i w Rosji; również przed oligarchami i prezydentami, na przykład przed Aleksandrem Kwaśniewskim. Satyryczne imperium Zełenskiego powiększało się stopniowo również o nowe projekty. Oprócz kabaretu furorę zrobiła produkcja Rozsmiszy komika (Rozśmiesz komika) – rodzaj talent show, w którym uczestnik miał za zadanie rozśmieszyć któregoś z członków jury: Zełenskiego albo Koszowego. Przyszły prezydent był też producentem filmowym i aktorem, zwykle występującym w roli amanta w komediach romantycznych. Wygrał lokalną edycję Tańca z gwiazdami, a w 2008 roku magazyn „Viva!” uznał go za najprzystojniejszego Ukraińca. W ostatnich miesiącach przed wejściem Zełenskiego do polityki Studio Kwartał 95 – tak nazwano holding rozrywkowy – inkasowało za jego występ średnio dwadzieścia tysięcy dolarów.


zełenski zaczął otwarcie mówić o polityce po 2015 roku. Początkowo szedł w ślady Swiatosława Wakarczuka, wokalisty zespołu Okean Elzy, który, mając pewne poparcie społeczne, hamletyzował, że nie może się zdecydować, czy iść do polityki. Wakarczuk nie wziął udziału w wyborach prezydenckich, ale założył własną partię Głos. W lipcu 2019 roku udało mu się wejść do parlamentu, ale mimo to miano pierwszego showmana w ukraińskiej polityce odebrał mu na dobre Zełenski.

Politycy zaczęli zdawać sobie sprawę z ambicji Zełenskiego dopiero w 2018 roku, gdy w mediach społecznościowych pojawiły się jego filmiki o jednoznacznie politycznym przekazie. Przyszły prezydent uruchomił hashtag #iditusraku, w wolnym tłumaczeniu „spieprzajcie” (a dosłownie „idźcie do dupy”), którym wyrażał zmęczenie poziomem klasy politycznej w kraju. Internet zaroił się od filmików, na których zwykli ludzie wypinają pośladki w kierunku urzędów centralnych i lokalnych, podpisując nagrania hashtagiem #iditusraku. Równolegle media oligarchy Kołomojskiego, producenta show Zełenskiego, prowadziły czarną kampanię wymierzoną w Poroszenkę.

Kropkę nad „i” Zełenski postawił w sylwestrową noc 2018/2019. Zgodnie z tradycją obecną w większości państw postradzieckich o północy w telewizji emitowane jest orędzie prezydenckie. Kanał Kołomojskiego 1+1 zamiast Poroszenki wyemitował jednak mowę Zełenskiego, stylizowaną na takie orędzie. Tłumaczono to później techniczną pomyłką, ale nikt w to nie uwierzył. Zełenski potwierdził w ten sposób, że na serio zamierza powalczyć o prezydenturę Ukrainy.

xyz

Z miesiąca na miesiąc jego popularność rosła; mimo – a może właśnie dlatego – że Zełenski nie prowadził tradycyjnej kampanii. Oparł się przede wszystkim na internecie, mediach społecznościowych i telewizji 1+1. Mówił, że idzie tylko po jedną kadencję. Że najpierw będą go obrzucać błotem, a potem płakać, gdy będzie odchodził. Że marzy, by kiedyś jego imieniem nazwano małą uliczkę w Krzywym Rogu, na której się wychował.

Tradycyjne media omijał świadomie. Nie były mu do niczego potrzebne, a miejscami wręcz przeszkadzały. Do rangi symbolu urosła jego ucieczka przed dziennikarzem Radia Swoboda, który oczekiwał wyjaśnień w sprawie interesów robionych przez jedną z firm Zełenskiego w Rosji po aneksji Krymu. Sprawa mogła stanowić pierwszą rysę na starannie budowanym wizerunku artysty, więc ten zareagował nerwowo. „Niczego nie jestem wam winien” – rzucił w stronę dziennikarza i uciekł do samochodu. Trudne pytania zadawane z zaskoczenia okazały się bardziej kłopotliwe niż wystudiowane pozy na Instagramie.

Ale to były tylko wypadki przy pracy. Zełenski i tak rozdawał w tej kampanii karty i to on był w niej dostarczycielem newsów, o których ludzie rozmawiali potem w autobusach miejskich i metrze. Przeciwnicy zarzucali mu, że unika dyskusji, bo boi się przegrać w bezrośrednim starciu, którego nie da się wyreżyserować jak filmiku na Instagramie. Po pierwszej turze wyborów – właśnie za pośrednictwem filmu umieszczonego w sieci – buńczucznie, a nawet nieco agresywnie wezwał więc Poroszenkę do debaty z udziałem publiczności.

Debata ta przypominała mecz. Na kijowski Stadion Olimpijski, na wiele godzin przed jej rozpoczęciem, ściągali kibice obu drużyn z narodowymi flagami na plecach i policzkach. Większość z nich była fanami Poroszenki; Zełenski pod tym względem grał „na wyjeździe”. Na samym stadionie długie kolejki po hot dogi i do toalet. Przed spotkaniem hymn narodowy. Przewaga liczebna sprawiła, że słowa Zełenskiego były zagłuszane okrzykami jego przeciwników. Z sektora prasowego nie wszystko dało się usłyszeć i zrozumieć. Stadion należał do Poroszenki.

Tyle że kiedy wieczorem obejrzałem debatę ponownie w telewizji, okazało się, że Poroszenko wygrał może stadion, ale dla widzów przed ekranami triumfował Zełenski. Poroszenko krzyczał i był mało naturalny. Jego rywal pokonał go na punkty paroma demagogicznymi hasłami i dość trafionymi zarzutami. Jeśli ktoś się jeszcze łudził, że strata Poroszenki z pierwszej tury będzie do odrobienia, stadionowe show mogło go skutecznie pozbawić tych złudzeń. To była kampania hashtagów, happeningów i inscenizacji. Dzięki takiemu ustawieniu rywalizacji polityczny amator Zełenski okazał się jedynym zawodowcem w peletonie.


podczas kampanii zełenski oferował każdemu coś miłego, bez konkretów, które mogłyby zrazić jakąś część kraju. Zwolenników drogi na Zachód miał przekonywać takimi czynami, jak występy przed żołnierzami na froncie wojny z Rosją. Prorosyjskiej części elektoratu miało się natomiast podobać to, że Zełenski często używa języka rosyjskiego. Ideologicznie starał się jednak nie deklarować po żadnej ze stron – dla jednych reprezentował libertarianizm i pełną wolność, a dla innych miał obietnice socjalne. Nikt do końca nie umiał powiedzieć, jaka będzie prezydentura „Ze” i kto będzie stanowił trzon „Ze-komandy”.

Ołena Babakowa, ukraińska historyczka i publicystka, twierdzi, że Zełenski jest pierwszym przykładem prezydenta ery Ubera i Tindera. – Użytkownicy tych aplikacji nie szukają osoby na całe życie, ale takiej, która zaspokaja ich konkretne potrzeby tu i teraz. Nie obchodzi ich, co za godzinę będzie robił kierowca Ubera albo osoba poznana na Tinderze. Ta ekonomia emocji wpływa także na politykę. Ludzie nie chcą nowych ojców narodu, Adenauerów czy de Gaulle’ów, ale polityków, którzy odpowiedzą na ich emocje w konkretnym momencie.

Zdaniem Babakowej większość wyborców Zełenskiego nie uznała wcale, że znany z telewizji aktor będzie się znał na gospodarce czy sprawach zagranicznych. Po prostu nie tego szukali. – Wybrali go na tu i teraz, jako tego, który ma zniszczyć stary system. A jeśli mu się nie uda, zorganizują nowy Majdan, kolejne ukraińskie know-how będące odpowiedzią na kryzys instytucji – podsumowuje. Pierwsze głosy o nieuniknionym trzecim Majdanie – napisać, że przesadzone, to nic nie napisać – pojawiły się niemal od razu po inauguracji nowego prezydenta.

Przez kijowską bańkę intelektualną, która zdecydowanie poparła Poroszenkę, każda gafa i nieostrożność Zełenskiego są rozdmuchiwane i podnoszone do rangi zdrady. W pewnym sensie przypomina to Polskę po wygranej PiS-u czy Stany Zjednoczone po zwycięstwie Donalda Trumpa: poczucie wyższości kijowskich i lwowskich elit, kontrowersyjne wpisy ukraińskiej pisarki Oksany Zabużko, żarty z „zebili”, którzy wybrali klauna Zełenskiego, grając na korzyść Rosji, duma pod ogólnym hasłem „Jesteśmy dwudziestoma czterema procentami” – tyle osób głosowało na Poroszenkę (niczym zapomniana Inicjatywa Trzy Czwarte z 1995 roku – miała ona reprezentować tych, którzy nie poparli Aleksandra Kwaśniewskiego). Ale wystarczy pojechać na środkowo- czy wschodnioukraińską prowincję, by obraz ten stał się bardziej zniuansowany. Tam proukraińscy aktywiści w dużej mierze poparli zmianę, bo Poroszenko reprezentował ich zdaniem patologię dawnego systemu. Jeden z działaczy z Drużkiwki w obwodzie donieckim, która w 2014 roku przez kwartał pozostawała pod rosyjską okupacją, tłumaczył mi, że nie mógł głosować na Poroszenkę, skoro ten przejął w mieście dawnych ludzi Janukowycza. – Jeśli w imieniu władz prześladują nas ci sami dresiarze, co w czasach Janukowycza, to nie poprzemy Poroszenki – powiedział.

Dmytro Hnap, dziennikarz śledczy, który w 2019 roku również chciał spróbować swoich sił w wyborach prezydenckich, by ostatecznie wycofać się na rzecz prozachodniego kandydata, Anatolija Hrycenki, tuż po rewolucji godności mówił, że Poroszenko ma wspólny element z Janukowyczem. Może i jest najbardziej oświeconym oligarchą, ale nie czyni to z niego nie-oligarchy. Także dlatego Hnap, gdy spotkaliśmy się w Kijowie między pierwszą a drugą turą wyborów, przekonywał, że Zełenski zasługuje na szansę. Może nie podoła, ale przynajmniej mu zależy.

Poroszence nie da się co prawda odmówić sukcesów. Za jego rządów oprócz tomosu udało się odbudować armię, co w warunkach zewnętrznej agresji wydawało się niewykonalną misją. Jego ludzie, na czele z Wałeriją Hontarewą jako szefową Narodowego Banku Ukrainy, uzdrowili system bankowy i finansowy, co oznaczało między innymi nacjonalizację należącego do Ihora Kołomojskiego PrywatBanku. Ukraińcy otrzymali od Unii Europejskiej ruch bezwizowy. Częściowo unormowano sytuację w branży energetycznej, uwolniono się od bezpośrednich zakupów gazu od rosyjskiego koncernu Gazprom, rozpoczęto reformę samorządową, zdekomunizowano przestrzeń publiczną. Ale kultura polityczna pozostała na żenująco niskim poziomie.

Zełenski, mimo nowej funkcji, nie zerwał związków z kabaretem. Szef państwa regularnie czyta scenariusze nowych programów kabaretowych.

Ukraińcy gremialnie poparli Zełenskiego z podobnych powodów, co Poroszenkę w 2014 roku. Były prezydent w momencie zwycięstwa nie był partyjnym liderem, ale szeregowym deputowanym. Zamiast pchać się na rewolucyjną scenę, na której brylowała majdanowa trójca (Arsenij Jaceniuk, Witalij Kłyczko i Ołeh Tiahnybok), rozmawiał z ludźmi. Był człowiekiem środka – z jednej strony zdecydowanie popierał opozycję, z drugiej jeszcze w 2012 roku był ministrem w janukowyczowskim rządzie Mykoły Azarowa. Publicznie mówił po ukraińsku, ale wywodził się z rosyjskojęzycznej rodziny. Prozachodni, ale chodzący na msze do cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego. Oligarcha cieszący się opinią relatywnie uczciwego.

Ostatecznie jednak Poroszenko, podobnie jak wcześniejsi prezydenci, rządził, lawirując między oligarchami i zawierając z nimi niekorzystne dla państwa nieformalne umowy. Instytucje trawiła korupcja, a urzędom do walki z łapówkarstwem – powołanym pod presją Zachodu i społeczeństwa obywatelskiego – wybito zęby jeszcze na etapie tworzenia legislacji. Reformy sądownictwa nie ruszono. W efekcie poziom zaufania do instytucji sięgnął sondażowego dna. W grudniu 2017 roku, według badań KMIS, prezydentowi ufało zaledwie czternaście procent Ukraińców, opozycji – trzynaście, rządowi – dziesięć, a parlamentowi – pięć procent ankietowanych. Ludzie ufali wyłącznie Cerkwi (pięćdziesiąt siedem procent) i armii (pięćdziesiąt trzy procent). Głód zmiany był oczywisty; tylko po stronie opozycji nie było nikogo, kto by go zaspokoił. Do czasu.


wołodymyr zełenski zaczął swoją prezydenturę z przytupem, rozwiązując parlament z naruszeniem konstytucji i zwołując przedterminowe wybory parlamentarne. Te także wygrał w bezprecedensowy sposób. Sklecona naprędce partia Sługa Narodu jako pierwsza w historii niepodległej Ukrainy zdobyła bezwzględną większość w parlamencie (bez niej Zełenski mógłby panować, ale nie rządzić). Starych wyjadaczy pokonali nikomu nieznani kandydaci – w części znajomi Zełenskiego, w części ludzie Kołomojskiego, a w części eksperci wyłonieni w otwartym castingu.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Nigdy wcześniej okno politycznych możliwości nie było tak szeroko otwarte. Najbardziej spektakularny był przypadek z Zaporoża, gdzie lokalnego oligarchę i multimilionera, Wiaczesława Bohusłajewa, kontrolującego zakłady lotnicze Motor Sicz, pokonał anonimowy fotograf weselny, Serhij Sztepa. Zełenski szczycił się tym, że w jego klubie parlamentarnym nie ma ani jednego człowieka z doświadczeniem poselskim, dlatego smakiem musieli się obejść nawet posłowie, którzy stosunkowo wcześnie weszli w jego orbitę, jak Witalij Kuprij czy Serhij Łeszczenko. 

– Sytuacja, w jakiej znalazła się Ukraina, świadczy o jakości tych deputowanych, których Ukraińcy przez ostatnie lata wybierali, wpisujących się w coś na kształt postradzieckiej nomenklatury – mówiła mi Anna Kowałenko, deputowana Sługi Narodu, wiceszefowa biura prezydenta Zełenskiego. – Brak doświadczenia naszych posłów to plus, bo oznacza brak doświadczenia w korupcyjnych machinacjach i rozkradaniu państwowych zasobów. Z podobnego klucza obsadzono potem nowy rząd i biuro prezydenta [odpowiednik naszej kancelarii – przyp. M.P.].

Jego szefem został jednak Andrij Bohdan, który teoretycznie nie powinien objąć tego stanowiska, bo pełnił funkcję państwową w czasach Janukowycza, więc podpadał pod lustrację. Zełenski i tym razem zignorował niewygodny dla siebie przepis. Bohdan nie odstępuje prezydenta na krok, przez co stał się bohaterem internetowych memów – szarą eminencją ery „Ze”. Jest przy tym uważany za kuratora interesów Kołomojskiego, gdyż w przeszłości był jego prawnikiem.

W rządzie znaleźli się też inni ludzie związani z Kołomojskim, jak choćby Dmytro Dubiłet, minister bez teki, którego ojciec był jednym z najważniejszych menedżerów bankowego imperium oligarchy znad Dniepru. Stanowisko w rządzie zachował też dobry znajomy Kołomojskiego, Arsen Awakow, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych jeszcze z czasów Poroszenki, który dobrze wiedział, kiedy zmienić front. Awakow nie tylko kontroluje policję i zmilitaryzowaną gwardię narodową, ale również część nacjonalistycznych bojówek. Być może został tylko dlatego, że nowa ekipa nie odważyła się go wyrzucić.

darowizna na rzecz fundacji pismo

Niemniej jednak znaczna część nowego rządu to osoby obiecujące, prozachodni zwolennicy reform. Zwłaszcza ci, którzy mają na co dzień załatwiać ważne sprawy w obszarze międzynarodowym. Ministrem spraw zagranicznych został Wadym Prystajko, do niedawna powszechnie szanowany szef misji Ukrainy przy NATO. Na wicepremiera od integracji euroatlantyckiej wytypowano Dmytra Kułebę, również doświadczonego dyplomatę. Obecny premier, Ołeksij Honczaruk, po rewolucji godności stał zaś na czele Biura Skutecznych Regulacji, założonego za zachodnie środki przez ówczesnego ministra rozwoju gospodarczego i handlu, Aivarasa Abromavičiusa. Znamienną drogę do rządu przeszedł za to nowy minister tego departamentu, Tymofij Myłowanow, honorowy szef renomowanej Kijowskiej Szkoły Ekonomii. „Ze-komanda” poprosiła go po wyborach, by w oparciu o kadry swojej uczelni zorganizował tygodniowy kurs wiedzy o państwie i gospodarce dla świeżo upieczonych posłów. Parlamentarzyści zaszyli się w kurorcie w Truskawcu, by zgłębić tajniki rządzenia państwem. Średnia wieku rządu Honczaruka wynosi 39 lat. Zawyża ją pięćdziesięciopięcioletni Awakow.

Przy budowaniu swojego politycznego otoczenia nowy prezydent chętnie sięgał też po starych znajomych. W ukraińskiej polityce to nic nowego – Poroszenko także obsadzał urzędy ludźmi, których dobrze znał. Tyle że znajomi Poroszenki pochodzili ze świata wielkiego biznesu, a nie z kabaretu. Tymczasem Iwan Bakanow, nowy szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, to dawny kierownik Studia Kwartał 95, kolega Zełenskiego z dzieciństwa. Doradcą do spraw reintegracji Donbasu został Serhij Siwocho z Doniecka, komik, prezenter telewizyjny, również przez lata związany z 95 Kwartałem. Dwudziestoośmioletni Mychajło Fedorow został natomiast wicepremierem do spraw cyfryzacji, bo wzorcowo poprowadził kampanię Zełenskiego w sieci. Podobne przykłady można mnożyć.

xyz

– Byłem niedawno w biurze wiceministra zajmującego się Donbasem. Pusty gabinet, czysty stół, fotel, komputer i okno z widokiem na Chreszczatyk, reprezentacyjną ulicę Kijowa. Ani książek, ani dokumentów. Taka atmosfera panuje w całej „Ze-komandzie” – mówił mi Ołeksij Macuka, uznany publicysta, redaktor naczelny „Nowosti Donbassa”. – Są to ludzie, którzy mają jakąś wizję, ale nie przeobrazili jej jeszcze w konkretne plany.

Sam Zełenski, mimo nowej funkcji, nie zerwał związków z kabaretem. Ołena Kraweć z 95 Kwartału, odgrywająca w serialu Sługa narodu rolę byłej żony prezydenta Hołoborodki i szefowej banku centralnego, przyznała w rozmowie dla programu Switśke żyttia na kanale 1+1, że szef państwa regularnie czyta scenariusze nowych programów kabaretowych.


nowy parlament rozpoczął pracę w turboreżimie, polegającym na ekspresowym przyjmowaniu nowych ustaw. Na pierwszy ogień poszły przepisy dotyczące umożliwienia impeachmentu prezydenta, które kolejni przywódcy Ukrainy zapowiadali wprowadzić od lat, ale zapominali o obietnicy z chwilą, gdy zajmowali urząd głowy państwa. Zniesiono immunitet parlamentarny, zapowiedziano rezygnację (od jesieni 2020 roku) z moratorium na obrót ziemią, co od lat opóźniało rozwój sektora agrarnego Ukrainy, będąc przy tym ulubionym hasłem populistów, perorujących, że „ziemia to matka, a matki się nie sprzedaje”. Ta ostatnia sprawa to dowód, że nie tak łatwo wpisać Zełenskiego w zwulgaryzowany trend, w którym do jednego worka wrzuca się Donalda Trumpa, Jaira Bolsonaro, Jarosława Kaczyńskiego czy Alaksandra Łukaszenkę. Wszyscy oni dochodzili do władzy w kontrze do elit i w tym sensie spełniają jedną z definicji populizmu. Ale zbyt proste analogie najczęściej wykoślawiają rzeczywistość. Zełenski stara się podobać Ukraińcom jak każdy polityk, ale nie jest to jego jedyna motywacja.

Wbrew upraszczającym tezom jego przeciwników trudno go też jednoznacznie nazwać marionetką Kołomojskiego. Niektóre decyzje nowego prezydenta w oczywisty sposób idą oligarsze na rękę, jak choćby wprowadzenie jego menedżerów do niektórych spółek skarbu państwa. Na działanie w imieniu Kołomojskiego wygląda też ciąganie ludzi Poroszenki po prokuraturach. Z drugiej jednak strony, gdy właściciel kanału 1+1 zaczął mówić o układaniu się z Rosją, Zełenski jednoznacznie się od tego odciął, podkreślając, że to on jest prezydentem. Biznesmen wciąż nie odzyskał też znacjonalizowanego PrywatBanku, dawnej perły w jego oligarchicznej koronie.

Zełenski obudził wśród Ukraińców ogromne nadzieje  na normalne, zintegrowane z Zachodem państwo, zdrową gospodarkę, spokój na granicach i zdławioną korupcję.

W sondażach popularność Zełenskiego jest wciąż wysoka, choć powoli maleje. Według listopadowych badań KMIS prezydentowi ufa sześćdziesiąt dwa procent Ukraińców, a parlamentowi – czterdzieści siedem. Zełenski na razie rządzi tak, jak prowadził kampanię – zamiast rozmów z dziennikarzami woli filmiki wrzucane na Instagrama i YouTube’a (to tu pojawiają się na przykład relacje z wizyt gospodarskich). Zełenski jeździ po kraju, obsztorcowuje lokalne władze za nieudolność i korupcję, zwalnia urzędników, żąda tłumaczeń i efektów prowadzonych działań. Ukraińcy pasjami oglądają filmiki z tych zdarzeń (mają zazwyczaj po kilkaset tysięcy, a czasem nawet ponad milion wyświetleń). „Wreszcie prezydent, którego nie trzeba się wstydzić” – piszą w komentarzach.

W prezydenturze Zełenskiego wciąż przeważa element show, co niekiedy prowadzi do dysonansu. Widać to na przykładzie Sławomira Nowaka [byłego szefa gabinetu Donalda Tuska oraz byłego ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej w polskim parlamencie – przyp. red.], który do września zarządzał drogami i ich remontami jako szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor. Publicznie Zełenski określił Ukrawtodor mianem skorumpowanej instytucji i dał premierowi czas do końca roku, by przeprowadzić w niej rewolucję kadrową. Krzyczał wręcz na wizji, że „czas wszystkich posadzić”. Ale bezpośrednio i poza kamerą sytuacja wyglądała podobno inaczej. – Zapewniali mnie, że nie mają żadnych uwag pod moim adresem. Po wyborach długo rozmawiałem z Zełenskim o tym, co trzeba zrobić. Chętnie słuchał, dopytywał. Mamy dobry kontakt – mówił mi Nowak w rozmowie dla „Dziennika Gazety Prawnej”.


o ile jednak show może działać w pompowaniu poparcia w kraju, Zełenskiemu szybko przyszło zderzyć się z rzeczywistością w relacjach międzynarodowych. „Ze-komanda” musiała zmierzyć się z wyzwaniem, przed jakim nie stanął jeszcze żaden ukraiński prezydent. Chodzi o aferę z naciskami Donalda Trumpa, by Kijów dostarczył mu haków na potencjalnego demokratycznego rywala w kampanii 2020 roku, Joego Bidena i jego syna Huntera.

Biden junior w 2014 roku został członkiem rady nadzorczej firmy Burisma Holding. Właściciel Burismy, Mykoła Złoczewski, były minister energetyki za prezydentury Wiktora Janukowycza, po obaleniu swojego dawnego pryncypała uznał, że włączenie do projektu dużych nazwisk z Zachodu (obok Bidena wybór padł także na Kwaśniewskiego) może mu pomóc ochronić majątek przed wymiarem sprawiedliwości. Dla Trumpa ojciec Huntera jest potencjalnym rywalem w staraniach o reelekcję w 2020 roku. Prezydent USA zaangażował więc w śledztwo swojego prawnika, byłego burmistrza Nowego Jorku, Rudy’ego Giulianiego.

xyz

Zełenski, rządząc państwem znajdującym się de facto w stanie wojny z Rosją, zetknął się z groźbami wstrzymania pomocy wojskowej ze strony USA, jeśli nie pomoże prezydentowi Stanów w pogrążeniu politycznego rywala. Prezydent Ukrainy nie ugiął się jednak przed Trumpem, a skandal, jaki wybuchł wraz z publikacją transkrypcji ich rozmowy, szybko doprowadził do przywrócenia pomocy Ukrainie. Naciski na Zełenskiego stały się jednak podstawą do wszczęcia wobec Trumpa procedury impeachmentu. Demokraci polowali na wpadkę republikańskiego prezydenta od dawna. Zastosowany przez niego szantaż pod adresem Zełenskiego dał im pretekst, by przejść do ataku, pod znakiem którego stoi kampania prezydencka 2020 roku w Stanach Zjednoczonych – niewiele bowiem wskazuje na to, by udało się doprowadzić do impeachmentu Trumpa.

Sam Zełenski robił, co mógł, by nie angażować się w wojnę amerykańsko-amerykańską. Dla Kijowa wsparcie Białego Domu jest istotne niezależnie od tego, kto jest jego gospodarzem. Ukraiński prezydent wybrnął z tego dylematu całkiem zręcznie. Z jednej strony przekonywał, że nie czuł się naciskany przez Trumpa, z drugiej – sterowana przez niego prokuratura nie zaangażowała się w polowanie na haki na Bidena pomimo deklaracji pomocy prawnej.

Ważniejszą i bardziej ryzykowną kwestią dla prezydentury Zełenskiego jest jednak sprawa konfliktu we wschodniej Ukrainie, czyli Donbasu. Zagłębie Donieckie stało się dla Rosji tym, czym Naddniestrze w Mołdawii albo Abchazja i Osetia Południowa w Gruzji. Źródłem destabilizacji wewnętrznej sąsiedniego państwa, narzędziem nacisku na jego władze, przypomnieniem, że russkij mir (ideologia uzasadniająca roszczenia Moskwy, aby zachować kontrolę nad sąsiadami) czuwa, oraz kotwicą, zapobiegającą wstąpieniu tych państw do NATO. Wojna o Donbas, która kosztowała życie co najmniej trzynaście tysięcy ludzi, jest też przedmiotem szantażu moralnego – jak można iść na kompromis i ustępować pola, gdy jego zdobycie kosztowało krew obrońców ojczyzny? To dylematy dobrze znane wielu innym państwom o podobnych doświadczeniach, jak choćby Armenii czy Chorwacji.

Ekipa Zełenskiego ma jednak ambicje, by osiągnąć w kwestii Donbasu więcej niż Poroszenko. Poprzedni prezydent zgodził się w Mińsku na niekorzystne warunki rozejmu i zdołał zatrzymać rosyjską ofensywę na stosunkowo niewielkim obszarze; mało kto uświadamia sobie, że okupowana jest zaledwie jedna trzecia powierzchni obwodów donieckiego i ługańskiego. W 2017 roku, pod presją weteranów, Kijów zakazał handlu z separatystami, co zmusiło tych ostatnich do poszukiwania alternatywnych szlaków zbytu, przede wszystkim dla antracytu (od tego czasu także do Polski trafiło ponad 350 tysięcy ton tego wysoko energetycznego rodzaju węgla). Samozwańcze republiki nie mogły więc już wysyłać surowca bezpośrednio do Ukrainy właściwej.

Podczas kampanii mówił, że marzy mu się, by to Polacy przyjeżdżali w poszukiwaniu pracy nad Dniepr, a nie Ukraińcy nad Wisłę. Roztaczając wizję ukraińskiego eldorado, wygrał wybory, ale jeszcze nie wygrał prezydentury.

To właśnie na przykładzie Donbasu widać być może najwyraźniej ambicje Zełenskiego oraz to, że dla ich zaspokojenia prezydent jest w stanie podjąć szalone ryzyko. Pozostawił bowiem dużą swobodę przeciwnikowi, który dał się już poznać jako kompletnie niewiarygodny w kwestii przestrzegania umów. Zełenski, wbrew presji weteranów i znacznej części opinii publicznej, wczesną jesienią 2019 roku zgodził się na formułę Steinmeiera. Jest to harmonogram doprowadzenia do wyborów na okupowanych obszarach Donbasu, zanim Ukraińcy odzyskają kontrolę nad częścią granicy z Rosją, co grozi de facto legalizacją kontrolowanych przez rosyjskie służby specjalne struktur parapolitycznych w systemie politycznym Ukrainy. Podpis pod harmonogramem był warunkiem ze strony Kremla – w zamian Rosja zgodziła się na organizację szczytu w formacie normandzkim, czyli z udziałem prezydentów Francji, Rosji i Ukrainy oraz kanclerz Niemiec. Gdy przedstawiciel Kijowa podpisał się pod formułą Steinmeiera, ze strony Kremla pojawiło się jednak nowe żądanie – wycofanie ukraińskich wojsk o kilometr w kilku miejscach frontu. Taki ruch pozostawił tysiące mieszkańców strefy przyfrontowej na terytorium pomiędzy pozycjami obu stron. Ma tam pozostać policja, choć nie ma ona narzędzi, by chronić cywilów przed agresją zbrojną. Zełenski wycofał armię z miejscowości Zołote-4, ale ostrzał jej pozycji nie został przerwany.

Negatywne skutki takiego posunięcia były oczywiste: spadek morali w siłach zbrojnych, narastający konflikt z nacjonalistami i środowiskami weteranów z batalionów ochotniczych, prowadzący do gwałtownych protestów w stolicy oraz narażenie mieszkańców Zołotego-4 na ponowną okupację, jeśli Rosjanie zdecydują się któregoś dnia pójść naprzód. Skutki pozytywne, czyli deeskalacja na froncie, która pozwoliłaby na kolejne kroki na rzecz reintegracji Donbasu, są natomiast jedynie potencjalne, a i to tylko wtedy, gdy Moskwa okaże się wiarygodna.


zełenski po ponad półrocznych rządach coraz częściej zderza się z rzeczywistością, choć wciąż próbuje rządzić wirtualnie za pomocą Instagrama i YouTube’a. Jego zapowiedź objęcia urzędu jedynie na jedną kadencję i niestarania się o reelekcję może się ziścić, ale nie z powodu jego konsekwencji. W 2024 roku może już po prostu nie być wystarczająco wielu Ukraińców, którzy chcieliby go nazywać prezydentem przez kolejne pięć lat. Im większe nadzieje na dzień dobry, tym większe rozczarowanie na do widzenia.

A nadzieje Zełenski obudził ogromne – na normalne, zintegrowane z Zachodem państwo, zdrową gospodarkę, spokój na granicach, zdławioną korupcję. Podczas kampanii mówił, że marzy mu się, by to Polacy przyjeżdżali w poszukiwaniu pracy nad Dniepr, a nie Ukraińcy nad Wisłę. Roztaczając wizję ukraińskiego eldorado, wygrał wybory, ale jeszcze nie wygrał prezydentury. Zełenski zdaniem wielu chętnie się uczy i umie słuchać, ale jego prezydentura to pełen sprzeczności wyścig z czasem, niepozostawiający miejsca na błędy. A problem w tym, że na błędy Ukraina już nie może sobie pozwolić.

Portret ukazał się w lutowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (02/2020) pod tytułem Prezydent ery Tindera. 

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00