Wersja audio
Zacznijmy od nosa. Za duży, z garbem, orli, sępi… – Zależało mi na tym, żeby mieć po prostu ładną, miłą twarz. A z garbem na nosie wyglądałam na wściekłą – mówi Natalia. Koleżanka jej koleżanki pojechała na operację nosa do Czech. Efekt Natalię zachwycił. – Diametralnie zmieniła się z twarzy. Pomyślałam, że pojadę i ja. Chłopak i rodzina nie rozumieli, po co chcę to zrobić. „Masz ładny nos – mówili – daj spokój”. Ale ja wiedziałam, że muszę, chcę. Skoro tak, zaczęli mnie wspierać. „Jak masz się poczuć dobrze, to zrób”.
Od nosa zaczyna się cała historia chirurgii plastycznej. – W Indiach, gdzie karą za niektóre przestępstwa było obcinanie nosów, ówczesny chirurg, Suśruta [nazywany „ojcem chirurgii” – przyp. red.], w VI wieku p.n.e. zaczął te nosy odtwarzać. I robił to w taki sam sposób, jak my to robimy dzisiaj – mówi mi doktor habilitowany nauk medycznych Jerzy Jankau, kierownik Kliniki Chirurgii Plastycznej Gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Gdy nie dowierzam, tłumaczy: – Narzędzia się zmieniły, wiedzę o anatomii mamy większą, ale podstawowa metodologia pozostaje ta sama. Nos odgryziony na przykład przez psa odtwarza się dziś tak jak wtedy. Ze skóry i tkanki podskórnej z czoła tworzymy specjalny płat, z którego później formujemy czubek nosa, nozdrza…
Natalii, jak już wiemy, pies nosa nie odgryzł. Garbek na nosie postanowiła usunąć w Czechach, w tej samej klinice co koleżanka, w 2021 roku. Miała wtedy 29 lat, mieszkała w Holandii i zarabiała na tyle dobrze, że 13 tysięcy złotych na operację oraz 7 tysięcy na podróż i hotel szybko udało się jej odłożyć.
Patrycja, 29-latka spod Warszawy, na operację nosa zbierała cztery lata. Zaczęła odkładać w wieku 16 lat. Pracowała od świtu do nocy. – Miałam na punkcie tego nosa wielki kompleks, a iskrą zapalną stały się komentarze bliskich mi osób – opowiada. Przykłady? – Narzeczony mówił do mnie „ty wielki nosie”, tata żartował, że jest jak „klamka od zakrystii”, choć takie nosy w rodzinie się zdarzały. Niby żarty, ale brałam je do siebie.
Operację przeszła w 2016 roku w klinice w Warszawie, zapłaciła 8 tysięcy złotych. Miała wtedy 20 lat i zrobiła to po kryjomu. Rodzina, gdy ją zobaczyła, była w szoku. – Nos operowałam pół roku przed planowanym ślubem, co było dla mnie dodatkową mobilizacją – opowiada Patrycja. Z początku nie była zadowolona. Twarz i policzki przez miesiąc po operacji pozostawały spuchnięte, przez dwa tygodnie nie schodziły siniaki, bliscy najpierw myśleli, że ktoś ją pobił. Ale do wesela zdążyło się zagoić.
W rodzinie Judyty, która wychowała się w domu z trzema kobietami o dużych nosach – dwiema siostrami i matką – operacja, której poddała się w 2021 roku, nie była niczym szokującym. – Zdecydowałam się na to w wieku 28 lat. Późno, ale dopiero wtedy pozwalały mi na to zarobki – wspomina. Starsza siostra Judyty zoperowała nos już jako 20-latka. Judyta piękne nosy podziwiała od dzieciństwa w kolorowych pismach, później wypatrywała ich w pracy, najpierw jako trenerka personalna na siłowni, później kosmetolożka, wreszcie właścicielka salonu kosmetycznego. – Przez kilka lat szukałam specjalisty. Byłam na konsultacjach u kilku, ale nie czułam się po tych rozmowach zaopiekowana. Podróż w obie strony trwała po kilka godzin, a potem, kiedy chciałam o coś dopytać, nie miałam z tymi lekarzami kontaktu. Za to podczas rozmowy z lekarzem z Turcji widziałam, że wysłucha mnie i odpowie na każde pytanie – relacjonuje. Zdecydowała się na zabieg w Turcji, bo taniej i szybciej: 2,5 tysiąca euro (około 11,5 tysiąca złotych), do tego loty za około 1000 złotych w obie strony. Nawet po dodaniu do tego kosztów noclegu i wyżywienia w czasie pobytu operacja w Polsce wychodziłaby znacznie drożej.
– Przez dwa tygodnie po operacji trzeba chodzić w gipsie. Nie można myć twarzy ani włosów. Do miesiąca czy dwóch po nie można nosić okularów, ćwiczyć siłowo, trzeba bardzo uważać. Nie brać gorących kąpieli, nie chodzić do sauny, nie zwieszać głowy w dół. Spać najlepiej na wznak, a ja bardzo tego nie lubię – wspomina Natalia. Gdy po dwóch tygodniach zdjęła gips, pomyślała: „Wow!”. – To był taki efekt. Garba nie ma! Ale potem, tydzień po tygodniu, zaczął mi opadać czubek nosa. A po trzech miesiącach od operacji nos uformował się już na dobre w formie papuziego dzioba – relacjonuje. Papuzi nos to jedno z możliwych powikłań po rynoplastyce, czyli operacji nosa, wymagające korekty chirurgicznej. – Lekarz nie skrócił odpowiednio czubka. I operował mnie metodą zamkniętą, czyli przez dziurki, a nie otwartą, gdzie nacina się przegrodę nosową. On sobie rozszerzał te dziurki w nosie i tam kombinował – tłumaczy Natalia, a ja bardzo współczuję, bo brzmi to przerażająco i boleśnie.
Judyta uspokaja: – Operacja nosa nie boli. Ale dochodzisz do siebie długo, efekt widać po 8–12 miesiącach. W tym czasie nos się zmienia. Dochodzi do siebie, czasem puchnie, w zależności od stanu hormonalnego, od ilości wody w organizmie, od temperatury na zewnątrz – wylicza. Doktor Jankau …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Czytaj i słuchaj treści, które poszerzają horyzonty, inspirują do rozmów i refleksji. Wypróbuj „Pismo” przez miesiąc. Możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Reportaż ukazał się w styczniowym numerze „Pisma” (1/2026) pod tytułem Ciało w budowie.
Więcej na ten temat posłuchasz w audycji Plac na Rozdrożu w aplikacji Radia 357.