Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Czytaj

„Jesteś taka wrażliwa”. Fragment książki „Złościsz się na mnie?”

Reakcja uległości to próba przypodobania się zagrożeniu, udobruchania go, pokazania mu, że jesteśmy zgodne i użyteczne – wszystko to po to, by osiągnąć poczucie bezpieczeństwa. Osoba uległa nieświadomie się kieruje w stronę relacji i sytuacji stanowiących zagrożenie, zamiast się od nich oddalać. Publikujemy fragment książki „Złościsz się na mnie?” Meg Josephson.
Meg Josephson. Fot. David Goddard

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora.


Przez całe dzieciństwo mówiono mi, że jestem zbyt wrażliwa. Byłam przeczulona na punkcie tego, co się działo wokół mnie. Wszystko przeżywałam bardzo głęboko i łatwo zaczynałam płakać, czy to z bólu, czy na widok piękna. Nie rozumiałam, co w tym złego.

Kiedy miałam dziewięć lat, moja poczciwa mama posadziła mnie przed sobą i powiedziała przyciszonym głosem: „Kochanie, myślę, że twoje ciało zaczyna się zmieniać i produkować więcej… hormonów. Może dlatego jesteś taka wrażliwa”.

No! Nareszcie wiem dlaczego.

Tego dnia każdemu, kogo zobaczyłam, mówiłam rezolutnie, trzymając się pod boki: „Mam hormony!”.

Z wiekiem zaczęłam się wstydzić swojej wrażliwości, jak jakiejś brzydkiej i niewygodnej choroby. Stwierdzenie: „Jesteś taka wrażliwa”, rzadko bywa komplementem. Jednak od tamtego czasu mój pogląd na wrażliwość się zmienił: dziś widzę ją jako subtelną supermoc. Głębokie przeżywanie rzeczywistości pozwala mi wyraźnie odczuwać to, co czują inni. To, za co teraz doceniam swoją wrażliwość, w przeszłości było dla mnie koszmarem: czułam to, co czuli inni – czy raczej rozpoznawałam uczucia, na które oni sobie nie pozwalali.

Później, gdy podczas studiów magisterskich poznawałam istotę traumy i jej wpływ na ciało, zaczęłam zadawać sobie pytania: Czy byłam „zbyt wrażliwa”, czy moje wyczulenie na ludzkie emocje i zmiany nastrojów było skutkiem doświadczeń z ojcem, który w każdej chwili, bez ostrzeżenia, potrafił wpaść w szał? Czy byłam „zbyt wrażliwa”, czy może przeżywałam całe napięcie i ból obecne w naszym domu i ignorowane przez innych? Czy byłam „zbyt wrażliwa”, czy też wiedziałam więcej, niż moi rodzice przypuszczali, że wiem? Czy byłam „zbyt wrażliwa”, czy może była to reakcja uległości?

Reakcja uległości

Głównym zadaniem naszego mózgu jest zapewnić nam bezpieczeństwo. Jego zwierzęca część, nastawiona na przetrwanie, istnieje od samego początku, od ponad dwustu milionów lat, i jest skupiona w całości na podstawowych zadaniach, takich jak unikanie zagrożenia, zapewnianie pożywienia i seks. Jest też odpowiedzialna za nasze reakcje w sytuacjach, w których nie czujemy się bezpiecznie. Kiedy mózg wyczuwa zagrożenie, niezależnie od tego, czy jest ono realne, czy subiektywne, układ nerwowy ma do wyboru cztery rodzaje reakcji: ucieczkę, walkę, paraliż lub uległość.

Ta książka koncentruje się na reakcji uległości, która jest najrzadziej omawiana, choć niewątpliwie najbardziej powszechna. Termin „reakcja uległości” (ang. fawning response) funkcjonuje od około dziesięciu lat, a został wprowadzony przez psychoterapeutę Pete’a Walkera w jego książce Złożone PTSD. Od przetrwania do pełni życia, wydanej w 2013 roku. Pozostałe trzy reakcje na zagrożenie są nieco lepiej znane. Walka to przyjęcie agresywnej postawy wobec zagrożenia w celu zmuszenia agresora do odwrotu (np. krzyk lub atak). Ucieczka to fizyczne oddalenie się z danego miejsca lub rezygnacja z relacji (np. ucieczka lub ghosting). Natomiast reakcja paraliżu (zamrożenia)wynika z niezdolności do fizycznego odejścia i polega na decyzji, by wycofać się psychicznie, nie dopuszczając do świadomości problematycznej sytuacji (np. dystansowanie się, odrętwienie, życie w sferze marzeń).

A reakcja uległości? Och, reakcja uległości to próba przypodobania się zagrożeniu, udobruchania go, pokazania mu, że jesteśmy zgodne i użyteczne – wszystko to po to, by osiągnąć poczucie bezpieczeństwa. Osoba uległa nieświadomie się kieruje w stronę relacji i sytuacji stanowiących zagrożenie, zamiast się od nich oddalać. W naszym społeczeństwie ten typ reakcji jest często pomijany, a wręcz nagradzany. Postawy ugodowe prowadzą do awansu. Kiedy zaniedbujemy siebie, chwali się nas za altruizm. Wychodzenie naprzeciw potrzebom innych kosztem naszych własnych spotyka się z afirmacją. U wielu ludzi, zwłaszcza u kobiet, reakcja uległości została wyuczona w dzieciństwie i utrwalona przez społeczeństwo; jesteśmy uczone, że naszym najważniejszym zadaniem jest zadowalać innych, łagodzić sytuacje i poświęcać nasze potrzeby na rzecz komfortu innych ludzi. Uległość stała się sposobem na przetrwanie, dającym nam poczucie kontroli w społeczeństwie, które jej nam odmawia.

Te cztery typy reakcji nie są ani czymś stałym, ani niezmiennym. W zależności od sytuacji nasz mózg i nasze ciało mogą korzystać z nich według uznania.

Uległość nie jest świadomym wyborem, lecz genialnym mechanizmem obronnym.

Walker wyjaśnia, że reakcja uległości nabywana jest w chaotycznym środowisku rodzinnym, gdzie dziecko się uczy, że walka prowadzi do eskalacji sytuacji lub do przemocy, wycofanie nie zapewnia bezpieczeństwa, a ucieczka nie zawsze jest skutecznym rozwiązaniem. W rezultacie dziecko się uczy alternatywnej strategii przetrwania, w której ramach „wykazanie uległości prowadzi do względnego bezpieczeństwa, wynikającego z przydatności”. Wszystkie te reakcje na stres są pomocne i potrzebne, ale mamy z nich korzystać przez kilka minut lub godzin, a nie żyć z nimi przez długie lata. A jednak dla zbyt wielu osób życie w przewlekłej reakcji uległości staje się tak naturalne jak oddychanie.

Przez większość życia myślałam, że uległość jest cechą mojego charakteru. Niemal chlubiłam się nią, uważając się za równą dziewczynę, bez zbyt wielu własnych preferencji czy opinii. Jak kameleon wtapiałam się w grupy, do których nawet nie miałam ochoty należeć, dostosowując swoją osobowość do tych, którym akurat chciałam się przypodobać.

Fasada fajnej dziewczyny-kameleona przez dłuższy czas rzeczywiście mnie chroniła. Pilnie śledziłam nastroje taty i mówiłam właściwe rzeczy we właściwym czasie lub nie mówiłam nic, kiedy czas był niewłaściwy. Kiedy tylko zauważałam, że zachowanie taty wchodzi na niebezpieczne tory, robiłam, co mogłam, by zapobiec wybuchowi jego złości. Szczerze mówiąc, łatwiej było utrzymywać u niego stan zadowolenia, niż ponosić konsekwencje jego utraty.

Przeczytaj też: Czy kobiety za dużo przepraszają? Fragment książki „Nie dać się poczuciu winy…” Mony Chollet

Może jeśli będę szczęśliwa, doskonała i dobra, to on też będzie zadowolony? Może nie zdenerwuje się na mnie, jeśli będę miła? To nie były świadome, przemyślane decyzje; uległość jest reakcją nieświadomą.

Tak, wtedy uległość mnie chroniła, ale kiedy tamten okres minął, poczułam się oddalona od siebie, jakbym nie zdążyła jeszcze poznać tej osoby, która była „mną”. Spoglądałam ludziom w oczy, zastanawiając się, czego ode mnie oczekują – i robiłam to.

Pamiętam taki niepozorny moment, kiedy zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno moja potulność jest cechą pozytywną? A może raczej jest oznaką tego, że zaniedbuję siebie? Wybierając ręczniki do mojego pierwszego nowojorskiego mieszkania, stałam skonsternowana przed sklepowym regałem, nie wiedząc, co wybrać. Uświadomiłam sobie wtedy, że nie mam pojęcia, jaki jest mój ulubiony kolor. Mój ulubiony kolor! Pamiętam, jak pomyślałam: Sprawdzę na Instagramie, co lubią inni. Moja następna myśl uderzyła mnie jak cios w brzuch: Czy ja w ogóle jestem prawdziwą osobą? Czy może zbitkiem osobowości i preferencji innych ludzi? Kim jestem, kiedy nie próbuję się przypodobać innym?

Uległa” nie znaczy „miła”

Kiedy zaczynasz zdawać sobie sprawę, że żyjesz w reakcji uległości, możesz się zastanawiać, kiedy ulegasz innym, a kiedy jesteś po prostu miła. Jako ludzie jesteśmy stworzeni do relacji. Jesteśmy istotami społecznymi, które w naturalny sposób dążą do harmonii i wspólnoty. Proces zdrowienia z reakcji uległości nie sprzeciwia się temu wewnętrznemu pragnieniu; wręcz odwrotnie – dąży ku jego spełnieniu. Nie możemy nawiązać relacji z innymi, jeżeli jesteśmy oderwani od siebie samych.

Uległość wymaga od nas porzucenia samych siebie w celu załagodzenia sytuacji. Uczymy się, że komfort drugiej osoby jest ważniejszy od naszego, że nie poczujemy się dobrze, dopóki ta druga osoba nie będzie zadowolona. Uczymy się, że nasze poczucie bezpieczeństwa wymaga zachowania spokoju za wszelką cenę. W rezultacie umykają nam takie pytania jak: Czego JA potrzebuję? Co JA o tym myślę? Czego JA chcę?

Ta książka pomoże nam zrozumieć, czym się różni osoba miła od osoby empatycznej. Słowo „miły” opisuje, jak jesteśmy postrzegani – ludzie mili chcą, by inni uważali ich za dobrych. Empatia to autentyczność, działanie motywowane satysfakcją płynącą z życzliwego postępowania. Nie ma empatii w bezustannym zaniedbywaniu siebie w relacjach z innymi. Często łatwiej jest być miłym i unikać konfliktu, ale ciągłe poświęcanie własnych potrzeb dla drugiej osoby zwykle zamienia się w poczucie krzywdy, które pozostanie z nami na lata.

Motywacja ma znaczenie. Dlaczego to robię? Czy zgadzam się, bo chcę, czy po to, żeby moja odmowa nie uraziła tej osoby? Czy mój komplement jest szczery, czy wynika z chęci przypodobania się tej osobie? Jeśli uda nam się zatrzymać na chwilę, będziemy mieli szansę poznać motywację kryjącą się za naszymi utrwalonymi wzorcami zachowania.

Hiperczujność

Ważnym elementem reakcji uległości jest coś, co nazywamy hiperczujnością. Jest to stan wzmożonej świadomości, w którym układ nerwowy jest niezwykle wyczulony na potencjalne niebezpieczeństwo lub zagrożenie – niezależnie od tego, czy jest ono realne, czy nie. W tym stanie gotowości mózg nieustannie bada nasze otoczenie w poszukiwaniu zagrożenia. Każdy doświadcza krótkich momentów hiperczujności: np. kiedy próbując zasnąć, nagle słyszysz dziwny odgłos, twoje serce bije mocniej i układasz sobie w głowie trasę ucieczki, by uratować życie – a potem przypominasz sobie, że ten dziwny odgłos to po prostu twoja pralka. Alarm odwołany.

Ale dla osób żyjących w uległości taki stan gotowości jest chlebem powszednim. Wszystko wydaje się zagrożeniem. Hiperczujność przechodzi w emocjonalny monitoring, polegający na bezustannym badaniu stanu emocjonalnego innych ludzi, by się do nich dostosować. To też jest naturalną i bardzo użyteczną funkcją naszego mózgu. Jednak u tych, którzy utknęli w reakcji uległości, hiperczujność jest przesterowana tak, że się włącza, kiedy w rzeczywistości jesteśmy bezpieczni. Zaczynamy analizować i roztrząsać zachowania innych, zamartwiając się: Złościsz się na mnie?

Uległość wymaga od nas porzucenia samych siebie w celu załagodzenia sytuacji. Uczymy się, że komfort drugiej osoby jest ważniejszy od naszego, że nie poczujemy się dobrze, dopóki ta druga osoba nie będzie zadowolona. Uczymy się, że nasze poczucie bezpieczeństwa wymaga zachowania spokoju za wszelką cenę.

Poznajcie „nowy” mózg. Ta część mózgu, która wyróżnia nas jako ludzi, z czasem wykształciła umiejętności takie jak planowanie, analizowanie, rozmyślanie, wyobrażanie i – u osób żyjących w reakcji uległości – roztrząsanie całymi dniami prawdopodobnych powodów, dla których znajomi nie odpowiedzieli jeszcze na wiadomość, choć przecież na pewno widzieli naszą relację na Instagramie. Za przykład ilustrujący zawiłości działania mózgu posłuży mi jeden z moich ulubionych obrazów, przywołanych przez psychologa Paula Gilberta, twórcy terapii skoncentrowanej na współczuciu (ang. Compassion-Focused Therapy, CFT). Najpierw mózg zwierzęcy.

Oto zebra – spokojnie się pasie, wygrzewając się na słońcu i delektując posiłkiem. Nagle kątem oka dostrzega lwa. Jej serce zaczyna szybciej pompować krew, przygotowując się do następnego ruchu, który zapewni jej przetrwanie. Dobra, jedziemy z tym. W ułamku sekundy zebra podejmuje decyzję. Rzuci się do ucieczki w przeciwnym kierunku za trzy, dwa, jeden… Lew jednak zauważa inną ofiarę i odchodzi. Uff. Zebra natychmiast się uspokaja. Zagrożenie minęło. Jej układ nerwowy wraca do swojego zwykłego, uregulowanego stanu. Życie jest dobre. Wracamy do posiłku.

Och, żyć jak zebra!

Ale życie ludzkie nie jest takie proste. Mamy ten sam instynkt samozachowawczy co zebry, ale nasz nowy mózg oferuje dodatkowo zdolność do odtwarzania w głowie przeszłych sytuacji, nadmiernego analizowania i fiksowania się. Z tego powodu gdy u zebry poczucie bezpieczeństwa wraca natychmiast po zniknięciu zagrożenia, człowiek jest w stanie miliony razy odtwarzać w głowie to samo zdarzenie, zastanawiając się: A co, jeśli lew wróci? Co, jeśli lew ma plan, by zaatakować mnie we śnie? Czy ten lew się na mnie gniewa? A może go obraziłam?

Dlatego nasze ciała pozostają w tym samym stanie hiperczujności, w który weszły na widok lwa. Jako ludzie potrafimy się wśliznąć w tryb przetrwania niezależnie od tego, czy zagrożenie jest rzeczywiste, zapamiętane czy subiektywne. Reagujemy na nie nawet wtedy, kiedy w rzeczywistości jesteśmy bezpieczni. Możemy funkcjonować w ten sposób przez lata, dziesiątki lat, przez całe życie.

W tym sensie lęk to nasz system alarmowy. Ciało mądrze nauczyło się wychwytywać pewne sygnały, które uruchamiają alarm (np. zmiany nastroju, gesty), i kiedy je wykrywa, alarm włącza się niezależnie od tego, czy zagrożenie jest realne, czy nie. Nawet jeśli jesteś zupełnie bezpieczna, fizjologiczna reakcja ciała odpowiada sytuacji zagrożenia, oczekując ataku lwa.

Czy można to nazwać traumą?

Czterdziestotrzyletnia Isabelle siedzi przede mną i sięga po kolejną chusteczkę, która za chwilę wyląduje na kupce po jej lewej stronie. To nasza piąta sesja, a ona opowiada mi, jak dorastała w domu, który z zewnątrz wydawał się idealny – dwoje rodziców będących małżonkami, starszy brat, młodsza siostra i puszysty pies, który szczekał zbyt głośno jak na swój rozmiar. Ale za zamkniętymi drzwiami jej rodzice bezustannie się kłócili; atmosfera była bardzo napięta. We wspomnieniach z dzieciństwa Isabelle dominują obrazy samotności, uciekania w wypożyczone z biblioteki książki z gatunku fantastyki, kiedy sama musiała się uspokajać nadzieją, że rodzice się pogodzą, zanim doczyta do końca.

Mówiąc o sobie, twierdzi, że jest typem „zadowalacza”, jednocześnie żyjąc w głębokim i przerażającym przeświadczeniu, że coś jest z nią nie tak.

„Wiem, że to źle zabrzmi, ale czasem chciałabym, żeby przydarzyło mi się coś ‘wielkiego’ – tak, abym przynajmniej miała ‘prawdziwy’ powód, by czuć się tak, jak się czuję. Może wtedy ludzie by mi uwierzyli, może i ja uwierzyłabym sobie samej”.

Przeczytaj też: Sabina Sadecka o wstydzie, traumie i terapii, która prowadzi do życia

Wielu moich klientów i wiele klientek ma podobne odczucia, kiedy wyjaśniam im, że uległość jest jedną z czterech reakcji na traumę. Słowo „trauma” często okazuje się mylące: „Ale czy trauma to nie powinno być coś poważnego?”.

Trauma może być kumulacją „drobnych”, codziennych chwil, które dla ciała wcale nie są takie drobne.

Trauma to sposób postrzegania zdarzenia albo jakiegoś odcinka czasu przez nasz układ nerwowy, przetwarzania go przez nasze ciało (dlatego to samo zdarzenie może wywołać traumę u jednego z rodzeństwa, podczas gdy drugie w ogóle się nim nie przejmie).

Trauma to wewnętrzny skutek zewnętrznego zdarzenia, rana poniesiona w wyniku jakiejś sytuacji. Poczucie odrzucenia, przekonanie, że nie zasługujesz na miłość, lęk przed dopuszczeniem innych do siebie – te rany mogą być skutkiem najróżniejszych doświadczeń, nie tylko „poważnych” wydarzeń, o których często w tym kontekście myślimy lub które widzimy w mediach. Kumulacja powtarzających się „drobnych” traum może doprowadzić do podobnych skutków, jakie odczuwa się w wyniku jednego „poważnego” traumatycznego zdarzenia.

Jeśli często znajdujemy się w sytuacji, w której czujemy się zagrożone, niesłyszane, niekochane czy niezauważone przez tych, którzy powinni zapewniać nam bezpieczeństwo, podlegamy tak zwanej traumie złożonej. Traumy złożonej często doświadcza się w domu rodzinnym lub w systemie opiekuńczym – środowiskach, które powinny być bezpieczne i stabilne, ale takie nie są.

Trauma może być kumulacją „drobnych”, codziennych chwil, które dla ciała wcale nie są takie drobne.

Reakcja uległości przeważnie powstaje w środowiskach, w których zachodzi powtarzalna relacyjna trauma złożona – tam, gdzie zawiodły relacje, które powinny zapewniać nam opiekę i wsparcie. Tego rodzaju trauma może być skutkiem przemocy emocjonalnej, słownej, fizycznej, seksualnej czy zaniedbywania. Trauma złożona powstaje w wyniku długotrwałego narażenia na tego rodzaju sytuacje. Zwykle zostaje przyswojona jako „norma”, przez co może być trudna do przepracowania. Po prostu takie było życie.

Trauma złożona to także to, co się nie wydarzyło: wsparcie, którego nie otrzymałyśmy w traumatycznej sytuacji lub po jej zakończeniu. Czy otaczano cię opieką, kiedy tego potrzebowałaś, czy słyszałaś tylko: „Weź się w garść”? To, co się dzieje po stresującym zdarzeniu czy incydencie, ma ogromne znaczenie dla sposobu, w jaki nasze ciało je przepracowuje. Ponieważ trauma w większym stopniu dotyczy rany niż samego zdarzenia, które ją wywołało, jest uleczalna. Nie możemy wymazać historii ani zmienić przeszłości, ale zawsze możemy zmodyfikować nasze wewnętrzne doświadczenie.

Uległość bywa przydatna

Są sytuacje, w których uległość się przydaje, czy do zapewnienia nam bezpieczeństwa, czy do otrzymania wypłaty. Nie możemy mówić o niej jako o reakcji na zagrożenie, nie uznając przy tym świata zewnętrznego i systemów, w których żyjemy. Bo czym jest reakcja uległości, jeśli nie podświadomą próbą dostosowania się do uznanego przez nasze patriarchalne społeczeństwo wzorca „dobra”?

Uległość była niezbędna do przetrwania kobietom żyjącym w kulturze zdominowanej przez mężczyzn, w której ramach musiały dogadzać mężczyznom i zaspokajać ich w domu, w pracy i na świecie, publicznie i prywatnie. [W USA – przyp. tłum.] aż do 1974 roku kobieta nie mogła otrzymać karty kredytowej na swoje nazwisko; w takich warunkach osoby płci żeńskiej nie przetrwałyby, gdyby nie nauczyły się dbać o aprobatę ze strony mężczyzn. Ale uległość była nie tylko umiejętnością konieczną do przetrwania. Była również elementem socjalizacji kobiet. Złość traktowano jako przejaw szaleństwa. Jeśli się nie zgadzałaś, byłaś trudna. Tylko jędze obstawały przy swoim.

Uległość była niezbędna do przetrwania także przedstawicielom innych ras w społeczeństwie, w którym to biali przez długie lata decydowali o tym, czy i gdzie wszyscy pozostali mogą nabywać nieruchomości, uczęszczać do szkoły, otrzymywać zatrudnienie i płacę, awansować, czy wręcz po prostu istnieć. „Najczęstszym przejawem reakcji uległości wśród nie-białych jest prawdopodobnie uwewnętrznienie modelowej narracji mniejszości, która wydaje się powszechna wśród tych społeczności. Należy do niej asymilacja i podporządkowanie zasadom ustalonym przez dominującą kulturę do takiego stopnia, że biali strażnicy dostępu nie widzą nie-białych jako zagrożenia, a nawet mogą postrzegać wybrane osoby z tej grupy jako ‘honorowych białych’, o ile pasują one do stworzonego przez białych strażników dostępu ‘dobrego czarnoskórego’, ‘dobrego Azjaty’, ‘dobrego Meksykanina’, ‘dobrego rdzennego Amerykanina’ itd.”. Wśród przedstawicieli społeczności LGBTQIA+ uległość jest powszechną strategią zapewniającą bezpieczeństwo.

Przeczytaj też: Anatomia rasizmu wobec mniejszości azjatyckich

Mój klient Peter, który dorastał jako nieujawniony mężczyzna homoseksualny w bardzo religijnym katolickim domu, musiał przez cały czas pilnie obserwować zachowania, sposób mówienia i ubierania się swojego otoczenia, aby móc się przystosować do heteronormatywnej większości. W liceum grał w piłkę nożną, chociaż wolałby chodzić na zajęcia filmowe. Zwracał uwagę na to, jak inni mówią o kobietach, i umawiał się z kobietami, żeby uznawano go za heteroseksualnego. Niezależnie od wieku pragniemy zmaksymalizować aprobatę i zminimalizować poczucie odrzucenia. Wspominając ten trudny okres swojego życia, Peter powiedział mi kiedyś: „Jestem wdzięczny, że istnieje coś takiego jak reakcja uległości, że moje ciało wiedziało, jak się to robi. Nie wiem, czy bez tego bym przeżył”.

Pracowałam z ludźmi z niepełnosprawnościami, widocznymi i niewidocznymi, którzy zrozumieli, że reakcja uległości pomogła im dostosować się do większości przez łagodzenie jąkania, ukrywanie neuroatypowości w sytuacjach towarzyskich, noszenie obszernej odzieży, by ukryć uraz kręgosłupa, wyczerpywanie zasobów energii, by dotrzymać kroku znajomym i nie musieć im mówić o swojej przewlekłej chorobie.

Rasa, przynależność etniczna, płeć, seksualność, klasa społeczna, pochodzenie kulturowe, wychowanie religijne czy niepełnosprawność – wszystko to może wpływać na fundamentalną potrzebę okazywania uległości w celu przeżycia i przetrwania w systemach opresyjnych. Zastanów się nad tym, jak krzyżowanie się twoich tożsamości wpływa na twoją potrzebę bycia postrzeganą jako dobry człowiek, na twój lęk przed narażeniem się czy hiperczujność.

Pamiętaj: reakcja uległości jest potrzebnym, adaptacyjnym mechanizmem przetrwania. Czasami rzeczywiście trzeba ją okazywać.

Przełożyła Anastazja Pindor

Fragment pochodzi z książki Złościsz się na mnie? Meg Josephson, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora. Książkę można zamówić na stronie wydawnictwa.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00