Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Czytaj

W następnym życiu chcę być wypławkiem! Fragment książki „Dylematy kobiet pracujących”

– W następnym życiu chciałabym się urodzić jako wypławek. Wyrwało mi się to podczas lekkiej rozmowy przy drinku, lecz ku mojemu zdziwieniu wszyscy spojrzeli na mnie z zainteresowaniem. Wyszliśmy na miasto z trójką młodych znajomych z poprzedniej pracy, gdzie dorabiałam na pół etatu. Mój chłopak siedział obok mnie. Publikujemy fragment książki „Dylematy kobiet pracujących” Fumio Yamamoto w przekładzie Anny Horikoshi.
rysunek ESMA MELIKE SEZER / Unsplash

– Co to jest wypławek?

– Ach! Ja wiem! Jest śliczny! Wygląda jak aniołek, pływa pod górą lodową, macha błonami jak skrzydełkami.

– Nie pomyliło ci się z aniołem morskim? Clione coś tam…?

Wszyscy zaczęli mówić jednocześnie. Żeby przerwać debatę nad ciekawostkami ze świata przyrody, potrząsnęłam moją szklanką z lodem zalanym Four Roses, jakbym potrząsała dzwonkiem.

– Wypławki są mniej więcej tej samej wielkości, ale nie żyją w morzu, tylko w górskich strumieniach.

– Coś takiego! – Dwie dziewczyny i chłopak wydali z siebie pomruk zdziwienia niemal jednocześnie, jakby chórem. Mój chłopak się nie odzywał, bo znał tę historię i wiedział, co będzie dalej. Zamiast angażować się w rozmowę, zaczął wkładać do ust resztki przekąsek leżących na stole.

– Niedawno oglądałam o nich program w telewizji. Siedzą pod kamieniami w górskich potokach albo w rowach melioracyjnych, którymi doprowadza się wodę na pola ryżowe, o ile nie stosuje się tam chemii. Wyglądają trochę jak brązowe pijawki o długości około centymetra. Jeśli dobrze się przyjrzeć, mają trójkątną główkę, przez co wyglądają trochę nieprzyzwoicie.

– To znaczy jak? – Wszyscy zaczęli się śmiać i licytować, kto ma brudniejsze myśli.


Masz przed sobą otwarty tekst, który udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Wykup prenumeratę lub dostęp online.


Dopiłam swoją whisky i zamówiłam jeszcze raz to samo. Siedzieliśmy już prawie trzy godziny. Obie dziewczyny i mój chłopak przestali pić alkohol i zamówili herbatę oolong.

– Haruka, dlaczego chcesz być czymś takim? – zapytał dwudziestolatek, jedyny oprócz mnie, który wciąż miał ochotę na mocniejsze trunki.

Już otwierałam usta, gdy wtrąciła się jedna z dziewczyn. Najwyraźniej postanowiła odpowiedzieć za mnie.

– Chyba wiem! Będąc takim stworzeniem, można się pluskać w czystej, źródlanej wodzie i o niczym nie myśleć przez całe życie.

– E, ja to bym nie chciała odrodzić się jako pijawka czy jakaś żołądź. Wolałabym życie supermodelki.

– Nie mów „żołądź”, bądź damą.

Na tym rozmowa się urwała, co mnie nie satysfakcjonowało, więc celowo dodałam trochę głośniej:

– Chodzi o to, że taki wypławek można pociąć na kawałki, a i tak nie zdechnie.

Spojrzeli na mnie, wytrzeszczając oczy.

– Nawet jeśli się go pokroi na trzy kawałki, to każdy kawałek odrośnie i z jednego wypławka powstaną trzy nowe. Co tam trzy, można go pociąć na dziesięć części i każda się zregeneruje, jak ogon jaszczurki.

Wszyscy zamilkli, słysząc moje dziecinne, lecz gwałtowne wyjaśnienia. Właśnie przyniesiono nam herbatę i drinki, więc dziewczyny skorzystały z okazji, żeby zmienić temat. Otworzyły kartę i głośno zastanawiały się nad deserem.

– Naprawdę?

Młody chłopak przyszedł mi na ratunek, okazując zainteresowanie, więc kontynuowałam wykład z pijackim zapałem.

– Tak, naprawdę. Nawet jeśli zostanie tylko koniec ogona, to i tak odrośnie całe ciało i główka podobna do końcówki prącia!

– Przestań, Haruka… – upomniał mnie cichym głosem mój chłopak. W barze było dość głośno, tamtych troje siedziało po drugiej stronie stołu i prawdopodobnie tego nie słyszeli.

– A czy wypławki to stawonogi?

– A co to są stawonogi?

– Coś jak owady albo robaki.

– Nie, najbardziej przypominają pijawki.

– Są jednokomórkowe?

– Nie mam pojęcia! Ale kto wie… skoro można je przeciąć, a one się dzięki temu rozmnożą. – Wyprostowałam się i dodałam jeszcze głośniej: – Nie znam szczegółów, ale czy to nie fantastyczne, że można im odciąć dowolną część ciała, a ona się zregeneruje? Jak wiecie, miałam raka piersi. Gdybym była wypławkiem, pierś sama by mi odrosła. Niepotrzebna byłaby rekonstrukcja. Jaka to oszczędność czasu, zachodu i pieniędzy!

Chciałam ich w ten sposób rozśmieszyć, ale chłopak tylko uśmiechnął się niemrawo, a koleżanki przerwały rozważania, czy lepsza na deser będzie tapioka na mleku czy sorbet truskawkowy, i zwiesiły głowy.

– My już chyba pójdziemy – oznajmił mój chłopak i wstał, nie czekając na moją zgodę.

Wszyscy odetchnęli z ulgą.

– Co ty wyprawiasz? Opamiętaj się! – powiedział Hyōsuke, zapalając silnik. Miał zniesmaczoną minę. – Widziałaś ich konsternację, Run-chan? Zawsze tak robisz!

– Przecież to nie tajemnica, wszyscy wiedzą o mojej chorobie.

– Nie o to chodzi. Zawsze kiedy wszyscy się napiją i są w dobrym humorze, ty wyjeżdżasz z takim tematem. Psujesz innym zabawę. Masz z tego satysfakcję?

Aha! Więc moim rakiem piersi psuję innym zabawę, pomyślałam, ale nie okazałam złości.

– Naprawdę musisz z tym skończyć. Przestań ciągle wspominać o swojej chorobie, Run-chan. Stracisz wszystkich przyjaciół, jeśli nie zaczniesz tego kontrolować. Niedługo znów mamy się spotkać ze znajomymi w barze i boję się, że będzie to samo. Tym razem to będą moi koledzy, więc proszę, żebyś nie wykręciła numeru.

Mówił do mnie „Run-chan”. Moje imię ewoluowało w jego ustach z Haruki, przez Haru chan i Haru-run, aż do Run-chan. Przy innych ludziach zwracaliśmy się do siebie naszymi normalnymi imionami – Haruka i Hyōsuke – ale gdy byliśmy sami, zamienialiśmy się w Run-chan i Hyō-chi. Wiedziałam, że kochankowie powinni posługiwać się dziecinnymi zdrobnieniami, ale za każdym razem, kiedy słyszałam „Run-chan”, zdawało mi się, że coś się we mnie kurczy, czegoś ze mnie ubywa.

Kiedy Hyōsuke nacisnął hamulec, żeby zatrzymać się na światłach, zrobiło mi się niedobrze.

– Chyba znów źle się czuję – mruknęłam.

– Za dużo wypiłaś. Mówisz, że źle się czujesz, a upijasz się kilka razy w tygodniu. Mogłabyś przestać pić i zapisać się na siłownię. Schudłabyś przy okazji.

Proszę, proszę… W barze prawie się nie odzywał, a teraz, gdy byliśmy sami, nagle zrobił się rozmowny. Jego małomówność w towarzystwie częściowo wynikała z nieśmiałości, a częściowo z faktu, że był ode mnie o cztery lata młodszy, dopiero kończył studia licencjackie. Mimo młodego wieku był ode mnie sto razy mądrzejszy, ale w miejscach publicznych zawsze musiałam przejmować inicjatywę.

– Jedziemy do mnie, Run-chan? – Jego głos stał się łagodniejszy.

Czy nie powiedziałam przed chwilą, że źle się czuję? Zawieź mnie prosto do domu, proszę, prosto do domu! – pomyślałam, ale nie mogłam powiedzieć czegoś takiego na głos. Hyō-chi mnie kochał. To była jedyna rzecz, która dodawała mi otuchy. Tylko dzięki temu udawało mi się prowadzić w miarę normalne życie. Gdyby nie jego wsparcie, z pewnością straciłabym grunt pod nogami i sprawiłabym jeszcze więcej – bo już sprawiałam dużo – kłopotów mojej rodzinie i wszystkim dookoła. A na koniec zniszczyłabym samą siebie.

Przeczytaj też: Japońska szkoła zaciskania zębów

Ponad rok temu zdiagnozowano u mnie raka i usunięto mi prawą pierś. Było to mniej więcej miesiąc przed moimi dwudziestymi czwartymi urodzinami. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Tak mi się wtedy wydawało, ale gdy teraz o tym myślę, nie jestem pewna, czy to właściwe określenie. Jeśli się zastanowić, poprzednie dwadzieścia trzy lata też nie były usłane różami. Należałoby raczej powiedzieć, że mój pech rozwinął się w naturalny sposób i osiągnął apogeum. Pechowcy zawsze mają pod górkę, to wszystko.

Wtedy jeszcze nie miałam tak głębokich przemyśleń. Otrzymałam od życia cios, który powala na ziemię. Byłam zdruzgotana, mogłam tylko płakać i krzyczeć z przerażenia. Lekarz powiedział, że rak jest już w czwartym stadium i nie ma innej możliwości, jak tylko amputować pierś, i to natychmiast.

Podczas pierwszej operacji usunięto nowotwór, który utworzył się tuż pod sutkiem, wraz z otaczającą go tkanką tłuszczową, a rok później pobrano mi tkankę z pleców i użyto jej do rekonstrukcji piersi. Brzmi to banalnie prosto, ale trudno uwierzyć, ile się przy tym nacierpiałam, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. To, co się ładnie nazywa rekonstrukcją piersi, wcale nie oznacza, że w wyniku tej operacji biust znów wygląda tak jak wcześniej. Było pół roku po zabiegu – moją pierś wciąż otaczał wyraźny wianuszek blizn, a na plecach miałam piętnastocentymetrowy jaskrawy ślad po ranie, jakby mnie ktoś ugodził samurajskim mieczem. Na dodatek wciąż nie miałam sutka, ponieważ nie można było go zrekonstruować jednocześnie z samą piersią. Musiałam poczekać, aż zagoją się rany. Początkowo chciałam odzyskać sutek jak najszybciej, ale później na myśl o powrocie do szpitala i ponownej operacji pod narkozą robiło mi się słabo i zastanawiałam się, czy nie wolę obejść się bez niego.

Poznałam Hyōsuke tuż przed diagnozą. Byłam wtedy z innym, starszym facetem. Pierwszy raz w życiu – bo nigdy nie miałam szczęścia do mężczyzn – znalazłam się w sytuacji, kiedy mogłam wybierać pomiędzy dwoma kochankami. Oczywiście to nonsens, ale kiedy już dowiedziałam się o raku, przyszło mi do głowy, że moja choroba to sposób na przywrócenie równowagi we wszechświecie. Czy ktoś tak nieatrakcyjny jak ja mógł cieszyć się uwagą dwóch mężczyzn jednocześnie? Nie. Musiało nastąpić wyrównanie.

Wracając do rzeczy, Hyōsuke dorabiał sobie podczas wakacji w firmie, w której wówczas pracowałam. Rozmawialiśmy ze sobą kilka razy, gdy wychodziliśmy na drinka z ludźmi z pracy. Trochę się polubiliśmy, a pewnej nocy upiliśmy się tak bardzo, że znaleźliśmy się razem w łóżku.

Kiedy myślę o tym, że mogłabym poznać Hyōsuke później, już po tym, jak zdiagnozowano u mnie raka, jestem i pozostanę wdzięczna losowi za tę odrobinę szczęścia. I za to, że mój chłopak był wystarczająco młody, by bez namysłu przyjąć wszystko, co na niego spadło. I że okazał się tak dobrze wychowany.

Starszy facet, który w tamtym momencie był moim oficjalnym partnerem, na wieść o moim raku piersi natychmiast się ode mnie odwrócił i po prostu uciekł. Powiedziałam mu o diagnozie, płacząc przez telefon. Odparł: „Nie martw się, będę przy tobie”, ale kiedy następnego dnia jego telefony, stacjonarny i komórkowy, były wyłączone, zadzwoniłam do firmy, w której pracował.

– Wziął tydzień wolnego bez uprzedzenia i nawet nie powiedział dlaczego! – nakrzyczał na mnie jakiś obcy człowiek, jakbym miała z tym coś wspólnego, choć być może miałam.

A Hyōsuke nie uciekł. Wrósł w moją rodzinę, płakał razem z nami, spotykał się ze mną każdego dnia i pocieszał mnie cierpliwie, nawet gdy byłam tak zdenerwowana, że nie dawało się ze mną wytrzymać. Gdy obudziłam się po operacji, stał obok moich rodziców i troskliwie zaglądał mi w oczy.

Od tamtej pory był ze mną cały czas. Gdy w gorsze dni czułam się kompletnie załamana i wybuchałam, on również się unosił, krzycząc w młodzieńczym stylu coś takiego:

– Masz raka i nic na to nie poradzisz! Zaakceptuj to!

Ale nawet w takich sytuacjach nigdy mnie nie opuścił. Hyōsuke zaparkował samochód na płatnym parkingu, po czym wysiedliśmy i trzymając się za ręce, poszliśmy do jego mieszkania. Pochodził z zamożnej rodziny, która prowadziła na prowincji świetnie działającą firmę transportową. Jego trzypokojowe mieszkanie było za duże dla studenta, poza tym dostawał od rodziców tak wysokie kieszonkowe, że nie musiał dorabiać.

Jak zwykle pierwszą rzeczą, którą zrobił po wejściu, było podgrzanie wanny. Miał obsesję na punkcie czystości i zawsze kąpał się po powrocie do domu. Mnie również do tego zmuszał, więc najczęściej wchodziliśmy do wanny razem.

Wkrótce wspólna kąpiel stała się nawykiem i nie było w niej już nic seksownego. Hyōsuke po prostu szorował nasze ciała, jakby mył stertę brudnych talerzy. Na początku byłam zażenowana i zdziwiona, że tak dba o moją pokiereszowaną skórę, ale w końcu przestałam się przejmować i zwyczajnie poddawałam się procesowi mycia. Dawniej sądziłam, że może to wyraz miłości z jego strony, później jednak zaczęłam w to wątpić. Zastanawiałam się, dlaczego ten mężczyzna myje mnie z taką pasją.

Wycieranie po kąpieli też nie odbywało się normalnie. Po wyjściu z wanny brał świeżo wyprany, suchy ręcznik i wycierał nim każdy centymetr mojego ciała. Następnie suszył mi włosy suszarką. Zaczął to robić bez pytania, gdy zobaczył, że jedynie rozczesuję mokre włosy i czekam, aż same wyschną. Sam też nosił długie włosy, dlatego posługiwał się suszarką jak profesjonalny fryzjer. Wisienką na torcie było jednak to, że przycinał mi brwi – miał do tego specjalne nożyczki. Ja nigdy nie trzymałam w ręce nawet szczoteczki do brwi. Powiedziałam mu pewnego razu, że powinien zapisać się do szkoły kosmetycznej, ale chyba nigdy nie przyszło mu to do głowy, bo bez chwili namysłu odparł drętwym głosem, że w przyszłości przejmie biznes po ojcu.

Po kąpieli był czas na seks, niezależnie od tego, czy miałam na to ochotę czy nie. Od czasu operacji przyjmowałam zastrzyki hormonalne i nie miałam okresu, więc ta wymówka odpadła. Próbowałam innych, na przykład że jestem zmęczona albo że kręci mi się w głowie. Ale gdy mu odmawiałam, robił żałosną minę i zły humor nie opuszczał go tak długo, że już łatwiej było zgodzić się na seks i mieć to za sobą.

Pozwalałam mu robić z moim ciałem, co chciał, tak samo jak w wannie. Wcześniej moje libido było tak wysokie, że mogłabym je rozdawać, lecz teraz w ogóle go nie odczuwałam, przez co seks stał się dla mnie uciążliwym obowiązkiem. Ludzie są jednak dziwni. Mówiłam sobie, że jestem kochana, więc mogę trochę pojęczeć – i to dawało efekty, moje ciało reagowało mniej więcej normalnie. Z wdzięczności za to, że mnie kochał, mogłam zrobić dla niego kilka rzeczy, których się domagał. Na szczęście był młody, więc nie trwało to długo.

Po seksie Hyōsuke podawał herbatę. To nie była zimna oolong z plastikowej butelki, ale porządnie zaparzona czarna lub zielona herbata, a czasem kawa. Na początku byłam mu wdzięczna, że zadaje sobie tyle trudu z mojego powodu, ale później zrozumiałam, że robił to głównie dla siebie. Jego wzrok, do tej pory skierowany na mnie, odpływał w kierunku telewizora – włączał go, gdy popijaliśmy herbatę. Tak to wyglądało zawsze, trzy lub cztery razy w tygodniu. Bycie kochanym też nie jest łatwe.

– Masz jutro zajęcia, Hyō-chi?

– Tak, od drugiej. Wytrzeźwiałaś, Run-chan?

Powiedział to, bezmyślnie wpatrując się w telewizor. Nie zdawał sobie z tego sprawy, ale za pytaniem o to, czy wytrzeźwiałam, stała myśl, że mogłabym już wrócić do domu. Mimo że mnie kochał, raczej nie lubił, gdy zostawałam u niego na noc. Nic nie wskazywało na to, żeby spotykał się z kimś oprócz mnie lub coś takiego. Myślę, że po prostu w czasie snu nie chciał się ze mną dzielić swoim pojedynczym łóżkiem.

– Wybieram się jutro na zastrzyk, chyba więc powinnam już iść do domu. Zadzwonię, jak będzie po wszystkim. Chcesz zjeść ze mną potem kolację?

Zadałam mu to pytanie, ubierając się, ale nie odpowiedział. Nadal leżał na łóżku i przyciskał palce do skroni.

– Dobrze się czujesz?

– Tak, tylko trochę boli mnie głowa. Może się przeziębiłem.

– Ach! Powinieneś pójść do lekarza.

– Nie, nie jest tak źle.

– Dobrze ci radzę. Lepiej słuchać rad starszych i chorych na raka.

Hyōsuke nagle uderzył pięścią w poduszkę. Poszewka się rozdarła, wypuszczając w górę chmurę pierza. Znowu się wściekł – pomyślałam, a on przemówił dziwnie niskim głosem:

– Przestań!

Potem westchnął, jakby był wyczerpany.

– To się skończyło. Run-chan, nie jesteś chora. Wyleczyli cię. Jak długo będziesz się nad sobą użalać? Nie chcesz pracować? Myślisz, że wyjdziesz za mnie za mąż i będziesz mieć spokój?

Spokój? Jaki spokój? Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam, i otworzyłam usta, żeby się bronić – ale moje własne usta mnie zdradziły. Wydobył się z nich tylko cichy głosik:

– Przepraszam, nie będę więcej o tym mówić.

Wstałam i szykując się do wyjścia, dodałam:

– Idę do domu.

Przeczytaj też: Pamiątka z Japonii

Hyōsuke zdał sobie sprawę, że posunął się za daleko, więc poszedł za mną i w progu lekko pocałował mnie w usta. Nie wybierał się dalej, więc z uśmiechem zamknęłam za sobą drzwi.

Wolnym krokiem poszłam na parking, zapłaciłam i wyjechałam na ulicę. Samochód należał do moich rodziców, ale używali go tylko w weekendy, więc w dni powszednie mogłam z niego korzystać.

Rodzice Hyōsuke kupili mu samochód, jeszcze zanim się poznaliśmy, ale podobno od razu spowodował wypadek. Od tamtej pory nie chciał prowadzić i siadał za kierownicą tylko wtedy, gdy ja byłam pijana, tak jak tego wieczoru. „Jak to? Ty, syn właściciela firmy transportowej, nie chcesz prowadzić samochodu?” – zażartowałam pewnego razu, ale to też go rozzłościło. „Ty tego po prostu nie rozumiesz, Run-chan” – odparł ostro.

Prowadziłam samochód otępiała ze zmęczenia. Po jutrzejszym zastrzyku hormonalnym będzie jeszcze gorzej. Dostawałam takie zastrzyki raz w miesiącu i czułam się po nich tak senna, że trudno było mi się zmusić nawet do chodzenia. To przygnębiające. Jadąc samotnie autostradą o północy, patrzyłam w gwiazdy i w myślach wypowiadałam życzenie: „W następnym życiu chcę być wypławkiem!”.

Fragment pochodzi z książki Dylematy kobiet pracujących Fumio Yamamoto w przekładzie Anny Horikoshi, która w marcu 2026 roku ukazała się nakładem wydawnictwa W.A.B. Książkę można zamówić na stronie wydawnictwa.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00