Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Reportaż

Ostatnia szansa polskiej psychiatrii

rysunki KAROLINA LUBASZKO
Od trzech lat trwa reforma, która ma szansę wydobyć polską psychiatrię z zapaści. Albo raczej ją miała.
POSŁUCHAJ

Myślałam, że się z tego nie wygrzebię. Jestem zdziwiona, że mi się udało. I to do tego stopnia, że mogę normalnie żyć.

Katarzyna Szczerbowska nie lubi światła. Siedzi w półmroku, ubrana w czarną bluzkę, ale cała jest jasna. Ma krótki blond warkocz i jasny, ciepły głos. W poprzednim życiu, które skończyło się w 2008 roku, pracowała jako sekretarz redakcji w miesięczniku o podróżach. Miała trzydzieści osiem lat, gdy zaczęła czuć i widzieć rzeczy, których nie było. – Wydawało mi się, że wszyscy się za mną oglądają, śledzą mnie, słyszą moje myśli. Czułam, że zaraz umrę, że się uduszę – opowiada. Trafiła do Instytutu Psychiatrii i Neurologii przy ulicy Jana III Sobieskiego w Warszawie. – Nie mówiłam, nie chciałam jeść, nie poznawałam bliskich. Nie było ze mną kontaktu. W szpitalu moczyłam głowę pod kranem i chlapałam na innych mokrymi włosami.

Jej mama przynosiła zdjęcia i mówiła: „To jest twoja córka, Ola. Ty masz na imię Kasia. Tutaj, zobacz, jesteś w górach”. Partner ją karmił. Nastawiał muzykę, gimnastykował się, a ona go naśladowała. Poprosił jednego z pacjentów, żeby się nią zajął, kiedy nie będzie przy niej bliskich. Chłopak, który trafił na Sobieskiego z więzienia, czytał jejMistrza i Małgorzatę. Budowali razem z gazet instalację do kontaktu z kosmosem. – Te wszystkie osoby przyczyniły się do tego, że wróciłam do zdrowia. Ale największą motywacją była moja trzynastoletnia wówczas córka. Chciałam wyzdrowieć, by móc ją wspierać – opowiada Szczerbowska.

– Zapytałam mojego partnera, dlaczego trzymają mnie w pasach. „Wiesz, Kasiu, nikt nie ma siły bawić się z tobą w kółko graniaste przez całą dobę” – powiedział. Użycie tego środka jest trudne dla pacjenta i dla personelu, ale w szpitalu nie ma miejsca na indywidualną opiekę. Pasy są sposobem na zabezpieczenie osób, które zachowują się nieprzewidywalnie. Tam są cztery osoby personelu na trzydziestu pacjentów.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

Szczerbowska była w szpitalu trzykrotnie. Pierwsze dwa pobyty – w latach 2008 i 2010 – były półroczne. Trzeci, w 2018 roku, trwał dwa miesiące. Przyczyną jej psychozy była kombinacja niesprzyjających okoliczności: przewlekłego stresu, nieprzespanych nocy, zbyt intensywnej psychoterapii grupowej, która nastąpiła w niewłaściwym momencie, oraz wrodzonej wrażliwości.

Diagnozę – schizofrenia – usłyszała w 2008 roku. Choroba i tak była dla niej łaskawa. Wkroczyła w poukładane życie, w którym był partner, córka, praca. To nietypowe, bo najczęściej perfidnie uderza w młodych, między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, którzy często nie zdążyli pokończyć studiów, założyć rodzin. Im trudniej odbudować to, co zburzyła.

Pobyt w szpitalu Szczerbowska nazywa doświadczeniem granicznym. Gdy pierwszy raz trafiła do Instytutu Psychiatrii i Neurologii, na ścianach był grzyb, jedna łazienka na trzydzieścioro pięcioro pacjentów, nie­szczelne okna, zimno. Spała w czapce, w palarni, bo tam miała spokój, była sama. Jednak w szpitalu czuła się otoczona opieką. Byli lekarze, którym ufała, i podane na czas posiłki. Po pobycie na oddziale całodobowym, gdzie trafiają najciężej chorzy pacjenci, poszła na oddział dzienny, na którym odbywa się intensywna, trzymiesięczna terapia grupowa, mająca przygotować do stawienia czoła codziennemu życiu.

– Po wyjściu ze szpitala trafiłam w próżnię. Nie dostałam żadnej pomocy. Miałam zalecenie, że powinnam znajdować się pod opieką lekarza. Ale do poradni zdrowia psychicznego była kolejka i ciężko się było do niej dostać.

Poradnie zdrowia psychicznego to miejsca, gdzie może się zgłosić zarówno pacjent, który wyszedł ze szpitala i tu chce kontynuować swoje leczenie, jak i osoba, która zauważyła u siebie problemy natury psychicznej. Niestety, na wizytę czeka się kilka miesięcy.

– Musiałam sama sobie zorganizować opiekę. Miałam ciężką depresję i – pierwszy raz w życiu – myśli samobójcze. Wpadłam na pomysł, że będę grała na komputerze w tryktraka, grę przypominającą warcaby. Starałam się skupić na niej, a nie na tym, jak odebrać sobie życie. Ten stan trwał kilka miesięcy. Błąkałam się, szukając psychiatry i odpowiedniego psychoterapeuty, bo nie każdy chce i umie się zajmować osobą po kryzysie psychotycznym.

WedługAnalizy świadczeń psychiatrycznych dla pacjentów z rozpoznaniem schizofrenii sprawozdanych do Narodowego Funduszu Zdrowia w latach 2009–2018 opublikowanej w „Psychiatrii Polskiej” jedynie 5 procent osób z rozpoznaniem schizofrenii (osiem tysięcy chorych) korzystało z różnych form opieki, takich jak psychoterapia, oddział dzienny czy opieka domowa. Pozostałe 95 procent (153 tysiące chorych) miało do dyspozycji wyłącznie leczenie szpitalne i wizyty u psychiatry w poradniach zdrowia psychicznego.

Szczerbowska przyznaje, że trudno jej było zaakceptować nową siebie. Schizofrenia stereotypowo kojarzy się źle: z kimś nieprzewidywalnym, kogo trzeba izolować. Nie czuła się tak sprawna intelektualnie, jak wcześniej. Miała trudności ze skupieniem się na pisaniu i redagowaniu tekstów. Pracowała wolniej. Redaktor naczelna zdjęła z niej zadanie comiesięcznych wywiadów. Chciała ją odciążyć, a Szczerbowska bardzo to przeżyła. Uważała, że sobie poradzi. – Chciałam być traktowana jak zdrowa. A ludzie reagowali litością albo ucieczką.

Jej nowe życie zaczęło się od skarpetek. Po drugim pobycie na Sobieskiego zaczęła je zbierać wśród znajomych: – To taki symboliczny prezent. Kojarzy się z ciepłem i troską – tłumaczy. – Boże Narodzenie 2010 roku spędziłam w szpitalu. Kiedy skończyły się odwiedziny bliskich, zostaliśmy sami. To najtrudniejszy moment. Poczułam, że jestem na marginesie. Nikomu niepotrzebna. Gdy wyszłam, myślałam o tych, którzy zostali. Postanowiłam co roku robić im prezenty. Po kilku latach trafiłam do portalu Gazeta.pl, gdzie napisałam artykuł o pobycie w szpitalu psychiatrycznym:Spałam w palarni. Następnego dnia byłam w Dzień dobry TVN.

Potem poszło szybko. Psychiatra Joanna Krzyżanowska-Zbucka zaprosiła ją do rady Fundacji eFkropka działającej na rzecz osób doświadczających kryzysu psychicznego. Została też rzeczniczką prasową Kongresu Zdrowia Psychicznego – cyklicznych spotkań psychiatrów, psychoterapeutów, organizacji pacjentów i osób po kryzysach z całej Polski, na których są omawiane problemy opieki psychiatrycznej wymagające najpilniejszej zmiany.

Trzeci kryzys zachwiał nowym życiem Katarzyny Szczerbowskiej w 2018 roku, gdy była rzeczniczką Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Zdrowia Psychicznego. Do szpitala przy Sobieskiego trafiła na dwa miesiące, po wyjściu zgłosiła się do Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego. Nadal pozostaje pod jego opieką.


Posłuchaj rozmowy z Katarzyną Szczerbowską w podcaście „Jak naprawić przyszłość”?




Narodowy Program Zdrowia Psychicznego to projekt reformy psychiatrii, który ma zapewnić wszechstronną opiekę osobom chorującym psychicznie. W jego ramach od 2018 roku …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Reportaż ukazał się w październikowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn Opinii” (10/2021) pod tytułem Powrót z peryferii.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00