Reportaż

W Stambule jest wszystko

Zamożni stambulczycy przenoszą się do nowoczesnych apartamentowców z dala od ciasnego historycznego centrum. Korzystają z tego ludzie pochodzący z dziesiątek krajów, którzy przybyli tu w poszukiwaniu lepszego życia albo uciekając przed wojną.
zdjęcia MIŁOSZ SZYMAŃSKI

To wydarzyło się we wtorek. Po dwóch miesiącach oblężenia, 29 maja 1453 roku upada Konstantynopol. Sułtan Mehmed II ogłasza się Kayser-i Rum, cesarzem Rzymian. Do historii przejdzie jednak jako Fatih Sultan Mehmed II, sułtan Mehmed II Zdobywca.

Po zdobyciu i złupieniu Konstantynopola Mehmed kazał odbudować miasto i uczynić je nową stolicą swojego państwa. Konstantynopol pozostanie nią przez pół tysiąca lat, dopóki prezydent Republiki Turcji Mustafa Kemal Pasza, znany później jako Atatürk, nie uzna, że czas na zmiany. Konstantynopol otrzyma wtedy także nową nazwę: Stambuł. Do tego czasu miasto zdążyło już się rozlać po obu stronach Bosforu i rozpełznąć po okolicznych wzgórzach, daleko poza granicę wyznaczoną przez mury wybudowane za cesarza Teodozjusza II. Zachowały się do dziś. Na zachód od nich dziesiątkami kilometrów ciągnie się Stambuł, a jeszcze dalej – niemal bez końca – jego przedmieścia. Historyczny Konstantynopol, położony po drugiej stronie murów Teodozjusza, jest dziś zaledwie jednym z trzydziestu dziewięciu dystryktów piętnastomilionowego miasta. Nazywa się oczywiście Fatih – Zdobywca.

Wejściu Mehmeda do zdobytego miasta towarzyszyłmehter, czyli orkiestra janczarska. Maszerujący muzycy przygrywali sułtanowi w trakcie pochodu najsłynniejszą otomańską pieśń wojennąCeddin deden. Zaczyna się ona od słów: „Spójrz na swoich przodków, na swojego dziadka, twoich następców i ojca. /Dzielny był zawsze naród turecki.”Mehter, grając co wieczór w sułtańskim pałacu, wzywał także wszystkich dworzan do modlitwy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zazwyczaj większość muzyków w mehterze, głównie Ormianie i Grecy, była z pochodzenia chrześcijanami.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

W 2019 roku, ostatnim przed pandemią, Stambuł odwiedziło ponad trzynaście milionów turystów. Większość spaceruje trasą okalającą Błękitny Meczet, Hagię Sofię i sułtański pałac Topkapı, nieopodal którego znajdował się niewielki pałacyk Mehterhane, gdzie mieszkali sułtańscy muzycy. Stamtąd jest już tylko kilka kroków na Wielki Bazar i Most Galaty, który prowadzi pod wieżę o tej samej nazwie. Potem turyści wspinają się na ulicę Istiklal, w stronę placu Taksim. Tam mogą wsiąść do metra i linią numer dwa w kilka minut dotrzeć na stację Vezneciler przy dzielnicy Laleli, w której znajdą stambulskie zagłębie hotelowe. Nocujący tam mają blisko na plac Bajazyda i do głównych atrakcji miasta albo mogą zajść do jednej z setek okolicznych restauracji. W samej Laleli jest centrum mody z mnóstwem sklepów odzieżowych.

Niewielu jednak znajduje czas, żeby przejść kilkaset metrów na południe i zagłębić się w ciasne uliczki ormiańskich dzielnic Yenikapı i Kumkapı, z gęsto upchanymi wąskimi kamienicami. Tworzą one klimat zaniedbanego niderlandzkiego miasteczka, które ktoś przeniósł na wschód. Stambulczycy, których na to stać, przeprowadzają się do nowoczesnych apartamentowców zbudowanych w dzielnicach z dala od historycznego centrum. Mieszkania w kamienicach z przełomu XIX i XX wieku nie oferują komfortu, są za to tanie. Korzystają z tego ludzie pochodzący z dziesiątek krajów, przybyli do Stambułu w poszukiwaniu rozrywki, lepszego życia, pieniędzy albo uciekając przed wojną.

Nie interesuję się polityką

Ziodbek Holmirzaiew ma czterdzieści lat, dwa lata temu przyjechał do Turcji z Andiżanu w Uzbekistanie. Jeszcze w ojczyźnie imał się różnych zajęć. Był budowlańcem, sprzedawcą i piekarzem. Wreszcie zebrał oszczędności i zrobił kurs spawacza. Nie podjął jednak pracy w wyuczonym zawodzie, bo w Uzbekistanie nikt nie zatrudni spawacza, który nie ma swojej spawarki. Ziodbek mógł ją kupić za trzy miliony sumów, czyli nieco ponad tysiąc złotych, ale nie miał gwarancji, że znajdzie pracę, bo brakowało mu doświadczenia. Wtedy okazało się, że zamiast tego może kupić bilet lotniczy do Petersburga, gdzie jego znajomy szukał spawacza. Potrzebny był taki z ważnymi uprawnieniami, a niekoniecznie z doświadczeniem czy z własnym sprzętem.

W Petersburgu spędził dwa lata. Podobało mu się tam. Pracował w fabryce konstrukcji stalowych, która dostarczała zamówienia na rynek krajowy, więc nie dotknęły jej zachodnie sankcje gospodarcze nałożone na Rosję po inwazji na Krym i Donbas. Bywały takie miesiące, kiedy zarabiał ponad tysiąc dolarów, czyli trzy razy więcej, niż zarobiłby w Uzbekistanie. Kiedy odłożył nieco grosza, postanowił spełnić swoje marzenie i otworzyć własny biznes. Nie chciał jednak robić tego w Rosji. Tam na Uzbeków często patrzy się podejrzliwie. Policjanci i urzędnicy chętniej zachodzą z kontrolą do biznesów prowadzonych przez imigrantów z Kaukazu lub Środkowej Azji niż do tych …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online