Z Pismem u...

Chodź, opowiem ci o bezpiecznym seksie

Kilka lat temu pytania nastolatków wydawały się przewidywalne: „Czy to normalne, że codziennie mam ochotę na seks?” albo „Co to jest fellatio?”. Dzisiaj często niepokoją. Młodzież chce wiedzieć więcej o technikach seksualnych, porównuje się z aktorami porno i czuje lęk przed sprostaniem zadaniu, jakby seks był rodzajem egzaminu.
rysunki MAGDALENA PELC

Dzwonek telefonu. „Halo? Dzień dobry. Dzwonię, bo chciałabym się dowiedzieć, w jaki sposób… Ojej… No… Jak mam powiedzieć «nie», kiedy nie chcę seksu? Nie chcę kogoś rozczarować”.

I kolejny. „Mam chyba jakiś problem, bo oglądam porno… pornograficzne filmy. Strasznie mnie to wciąga. Masturbuję się przy tym, czy to grzech?”

I kolejny. „Halo, halo? Nie wiem, co mam robić: od ryzykownej sytuacji pół roku temu nie uprawiałam seksu z moim chłopakiem, bo panicznie boję się ciąży, przez to mój związek zupełnie się sypie. Nie chcę, żeby tak było, ale nie umiem sobie poradzić z tym strachem”.

I kolejny. „Chciałabym się dowiedzieć, czy to normalne, że mam jedną pierś większą od drugiej? Czy to może być rak? Czy to się koryguje operacyjnie?”

Na takie i podobne pytania od ponad osiemnastu lat odpowiada Aleksandra Józefowska, jedna z założycielek Grupy Ponton. Organizacja zajmuje się edukacją seksualną młodzieży na zajęciach i warsztatach, w ramach rozmaitych projektów i akcji społecznych. Niemal od samego powstania grupy w 2002 roku, w każdy piątek od godziny 16:00 do 20:00, pod numerem22 635 93 92 działa telefon zaufania. Początek rozmowy często brzmi tak: „Telefon zaufania Grupy Ponton. Opowiedz mi, proszę, wszystko na spokojnie. Postaram się pomóc. Dobrze, że dzwonisz”.

Od dwóch lat Aleksandra pracuje jako psychoterapeutka, ale z Pontonem, którego przez prawie dwie dekady była liderką, wciąż nie może się rozstać. Udziela się w grupie jako wolontariuszka. – Od początku naszego istnienia zawraca się nas z drogi, blokuje, ośmiesza. Czasem mam wrażenie, jakbym brodziła w betonie. Ale za każdym razem, gdy uda mi się kogoś uspokoić, przekazać potrzebne informacje, rozwiać wątpliwości, poczucie sensu wraca i wierzę, że pokonamy przeszkody, jakie stawia przed nami państwo czy Kościół. Dlatego tak trudno przestać – tłumaczy.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

Ponton został założony jako nieformalna grupa przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (zwanej w skrócie „Federą”), która od 1991 roku zajmuje się prawami reprodukcyjnymi w Polsce. Działania Pontonu są odrębne, ale finansowanie pochodzi również z grantów organizacji matki. To od początku dawało Aleksandrze poczucie bezpieczeństwa i zakotwiczenia – była zatrudniona, miała stałą pensję i wiedziała, że cokolwiek by się nie działo, na warszawskim Muranowie jest dla nich lokal, telefon, papier i komputery. Jak mówi, dzięki temu mogła się bezpiecznie bujać nawet na sztormowych falach.

Pontonowe metafory będą wracać w naszej rozmowie. Aleksandra, nazywana w zespole Olencją, jest autorką nazwy grupy. – Ponton to ratunek, szalupa, którą wyrzuca się w morze w sytuacji zagrożenia, ale już sama jego obecność podnosi na duchu. Rymuje się z kondom, też jest gumowy, kojarzy się więc z prezerwatywą, a my uczymy między innymi o antykoncepcji – śmieje się.

Jak trudno być dziewczyną

W 2002 roku Aleksandra kończyła pedagogikę orazgender studiesna Uniwersytecie Warszawskim. Wykładały tam wtedy uznane akademiczki feministki: Eleonora Zielińska, Kazimiera Szczuka, Agata Araszkiewicz. Maria Janion wciąż prowadziła seminaria. Ola nauczyła się, że seksualność to nie tylko kwestia biologii, ale też umów społecznych i ról kulturowych. Naładowana wiedzą, nie mogła się doczekać, by ponieść ją dalej. Szczególnie zainteresowało ją kulturowe postrzeganie żeńskiej seksualności. – W patriarchacie ciało kobiety jest źródłem wstydu, a jej pożądanie obciążone winą – tłumaczy mi Aleksandra. Chciała głośno mówić, że tak nie musi być. Krzyczała o tym na manifach, rozprawiała w salach uniwersyteckich. Brakowało jej jednak realnej interwencji w system.

Pewnego dnia na tablicy na kampusie zobaczyła ogłoszenie Federy: „Szukamy chętnych studentów! Interesuje cię praca edukatora/ki? Pomóż nam uczyć młodzież o seksie”. Tworzyła się Grupa Młodzieżowych Doradców, z początku jako młodzieżówka organizacji matki.

Aleksandra zapisała się na wolontariat. Robiła prasówkę, porządkowała dokumenty. Wciąż jednak czegoś jej brakowało. Wszystko się zmieniło, gdy została wysłana w delegację na statek Langenort, który w czerwcu 2003 roku przypłynął do Władysławowa. Należał do feministycznej organizacji Women on Waves (Kobiety na falach), był pływającą poradnią i gabinetem aborcyjnym. Zawijał do krajów, w których przerywanie ciąży nie jest prawnie dozwolone, a faktyczny dostęp do aborcji – utrudniony. Zobaczyła wtedy na własne oczy, w jak rozpaczliwej sytuacji są kobiety, szczególnie młode, które zaszły w niechcianą ciążę. To już nie były akademickie rozważania o opresji, tylko konkretna krzywda. Czuła, że musi pomóc.

Odruch siostrzeństwa kształtował się w niej od wczesnej młodości. W Technikum Księgarskim przy ulicy Żeromskiego zbudowały w klasie silną grupę przyjaciółek – wspierały się nawzajem, chodziły razem na demonstracje w obronie praw kobiet, czytały Simone de Beauvoir, słuchały Bikini Kill. Były polskimiriot grrrls– wzorowały się na swoich amerykańskich równolatkach, którym zależało na dowartościowaniu dziewczyńskości, …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Artykuł ukazał się w czerwcowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (6/2021) pod tytułem Z Pismem u... edukatorki Aleksandry Józefowskiej. Jest zapowiedzią książki o kobietach, które od lat 90. do dziś poszerzają wiedzę Polek o seksualności, ciele i płci. Ola Józefowska to jedna z jej kilkunastu bohaterek. Książka ukaże się jesienią tego roku nakładem Społecznego Instytutu Wydawniczego „Znak”.