Wersja audio
Jakby pani chciała coś powiedzieć, włączyć się, to śmiało – doktor nauk medycznych Cezary Żechowski zaprasza mnie do uczestniczenia w zebraniu, na którym pracownicy Klinicznego Oddziału Dziennego Rehabilitacji Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży w Szpitalu Wolskim omawiają, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Jestem w lekkim szoku, nie mam przecież pojęcia o pacjentach ani psychologicznego wykształcenia – a to odprawa zespołu.
Spotkanie jest poruszające. Słucham relacji o tym, że jeden z nastoletnich pacjentów szpitala zdemolował salę, po czym siedział w niej zrozpaczony. Mówił, że by wyskoczył z okna, gdyby nie było zabezpieczeń. Po 40 minutach rozmowy uspokoił się, udało się „przetworzyć” kryzys – tak określa to Cezary Żechowski. Teraz zespół zastanawia się nad przyczyną zaistniałej sytuacji. Czy było nią niedawne rozstanie? Albo śmierć idola? Może choremu pomogłoby odprawienie mszy za duszę zmarłego, chłopiec jest religijny. Zespół omawia, kto by mógł przyjść w weekend na nabożeństwo, kto porozmawia z księdzem – chociaż idolowi bliżej było do satanisty niż katolika.
Jestem zaskoczona tym śmiałym pomysłem, ale jeszcze bardziej atmosferą spotkania. Każdy może swobodnie powiedzieć, co myśli. Głos doktora Żechowskiego – doświadczonego psychiatry oraz psychoterapeuty dzieci i młodzieży, autora wielu publikacji i wreszcie ordynatora oddziału – jest traktowany na równi z innymi. Również z opiniami trójki stażystów, którzy próbują diagnozować pacjentów i rzucają nazwami chorób. Żechowski spokojnie komentuje, że może lepiej mówić o bólu i spędzić z pacjentem czas, niż od razu podawać leki. Ale nie stawia się w pozycji wszechwiedzącego autorytetu. Przy omawianiu kolejnej pacjentki pyta sam siebie i zespół: „Co w niej siedzi?”. Mam poczucie, jakby to było rodzinne spotkanie i troskliwe omawianie trudnych momentów z życia. Kiedy ktoś z zespołu opowiada o kryzysie innej chorej i poprawie jej stanu po leżeniu pod kołdrą obciążeniową, Żechowski się cieszy. „Niesamowite!” – stwierdza z entuzjazmem.
Potem, kiedy lepiej poznam jego metody pracy, zrozumiem ten gest zaproszenia mnie na zebranie. Ale też spotkam się z głosami krytyki, że to było przekroczenie granic, a nawet złamanie etyki zawodowej. Kiedy zapytam o to samego Żechowskiego, odpowie, że przecież na zebraniu poszczególne przypadki były omawiane anonimowo.
– Rozbity jestem tym rysunkiem, trochę mnie to załamało – mówi już po zebraniu o wulgarnej pracy kolejnego pacjenta oddziału. To narysowany na cienkim papierze czy chusteczce penis. Doktor zamyśla się, patrzy w podłogę. Omawiane wcześniej zachowania chorych chyba go zasmuciły. Widać, że wczuwa się w ich położenie. Pytam, czy dużo „korzysta” w pracy z empatii. – Moim zdaniem to jest podstawa, ale nie chcę też wyjść na jakiegoś wyjątkowo empatycznego. Każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, ma dyspozycję, żeby …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Wypróbuj subskrypcję „Pisma”. Rezygnujesz, kiedy chcesz.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc
