Reportaż

Łowcy smogu z Trujmiasta

rysunek Wojtek Koss
Zimą polskie powietrze śmierdzi i zabija. Sami to sobie robimy. Węglem. Jak naprawdę wygląda w Polsce walka ze smogiem?

W futurystycznej powieści451Fahrenheitapatrole straży pożarnej szukają książek, które następnie palą. W tej opowieści patrole Straży Miejskiej jeżdżą po Krakowie i tropią tych, którzy palą w piecach. Polują na palących śmieciami, odpadami i węglem najgorszej jakości. Ale od września 2019 roku na podstawie małopolskiej uchwały antysmogowej będą wlepiać mandaty każdemu, kto spali choćby grudkę węgla albo szczapkę drewna. Dla kilkunastu milionów Polaków to wizja równie fantastyczna, jak ta z powieści Raya Bradbury’ego. W Polsce jest około pięciu i pół miliona domów jednorodzinnych, z których osiemdziesiąt procent ogrzewanych jest „kopciuchami”, czyli piecami niespełniającymi norm emisji. Jeśli mamy ochotę przestać wzajemnie się zabijać, wszystkie te piece muszą po prostu zniknąć. 

 


jeszcze niedawnobyła to ciężka robota. Strażników z krakowskiego ekopatrolu ludzie nie chcieli wpuszczać do domów. Czasem straszyli i wyzywali od najgorszych. Po dziewięciu latach to już trochę sentymentalne wycieczki. Strażnicy znają rewir na pamięć i przerzucają się, kto ile razy był na kontroli w danym domu. 

Patrol rozpoczyna się na obrzeżach miasta. Dzielnica ma sznyt na wpół wiejski. Zadbane domy przemieszane są z tymi z pustaka, które nie doczekały się ocieplenia i tynku. Na ogrzanie takiego domu trzeba wydać znaczniej więcej niż tych ładnych zza płotu. To jeden z paradoksów biedy. Jest ich więcej. 

W domach przy ulicy W. zostały już tyko cztery piece węglowe. Resztę już dawno wymieniono na gazowe, za co właściciele nie musieli płacić, bo program likwidacji pieców węglowych na terenie Krakowa jeszcze pięć lat temu był w fazie marchewki. Dotacja na wymianę instalacji grzewczej sięgała prawie stu dwudziestu procent kosztów. Pierwsi po pieniądze ustawili się bogaci. Biedni namyślali się dłużej. Odwlekali, ile się dało, moment, w którym będą musieli ogrzewać domy droższym gazem. Teraz dopłata do wymiany wynosi sześćdziesiąt procent kosztów. To kolejny paradoks. Żeby go wyeliminować wraz z piecami, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Krakowie dopłaca brakujące czterdzieści procent. 

Rodzina Z. nie skorzystała z dotacji z powodu trudnego charakteru właścicielki domu, jak twierdzi jej zięć, pan O. I z przyczyn formalnych, bo dom właściwie nie istnieje. Oficjalnie jest w budowie od lat 70. zeszłego wieku. Na papierze jest tylko stojąca obok rudera, w której nikt nie mieszka.

Sprawę wymiany piętnastoletniego pieca węglowego na nowy, gazowy, komplikuje również zaangażowanie szwagra, który postanowił rozwinąć skrzydła i zabłysnąć przedsiębiorczością. Działka jest zlokalizowana na niewielkim zboczu opadającym w kierunku lokalnej rzeczki, chciał je więc wyrównać za pomocą odpadów z warsztatów samochodowych. W tym celu przyjął nieokreśloną liczbę plastikowych zderzaków, kołpaków, starych desek rozdzielczych i tego typu śmieci, którymi miał wyrównać teren, a następnie zasypać wszystko gruzem. Ale sąsiedzi go podkablowali. – Całe szczęście, że szwagier nie zdążył przyjąć gruzu – mówi pan O. Zostali ze śmieciami, których utylizacja będzie kosztować grube …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Reportaż ukazał się w lutowym wydaniu miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" 2/2019 pod tytułem Trujmiasto.

FreshMail.pl