Z Pismem u...

Wróżby? Anioły przychodzą do mnie przez sen

  • autor
  • Tomasz Kwaśniewski
Mam dokładnie godzinę. Tyle wykupiłem. Za dwieście złotych. To standardowa godzinowa stawka wróżki Anety Kowal. 
rysunek Marta Zabłocka

Jeden na sześciu mieszkańców naszego kraju jest przywiązany do magicznego amuletu i wierzy w jego działanie. Połowa z nas czyta horoskopy. Ja poszedłem do wróżki – jak co siódmy Polak.

Trzypiętrowa kamienica położona niedaleko centrum jednego z dużych miast. Nad bramą wielki napis: „Cech wędliniarzy”. Po lewej sklep, po prawej bistro. Podają w nim pyszne flaki, wiem, bo sprawdziłem. Na domofonie wybieram trzynastkę: „Alchemia duszy i ciała”. Gdybym nacisnął sąsiedni guzik, połączyłbym się z „Instytutem Wyobraźni” – kto wie, czy nie byłby to lepszy wybór. Poza tym w kamienicy mieszczą się jeszcze biura prawne i notarialne, siedziba firmy informatycznej, sklep nepalsko-tybetański. Który właśnie mijam, wchodząc na pierwsze piętro po wąskich, trzeszczących schodach, jednocześnie czytając tekst wypisany na przyczepionym do ściany plakacie: „Alchemia duszy i ciała: masaże lecznicze i relaksacyjne, spotkania motywacyjne, sesje z psychologiem, doradztwo, ustawienia systemowe. Najlepsze w Polsce wróżki: jasnowidzenie, astrologia, doradztwo duchowe, kursy i warsztaty”. 

Pukam, otwiera kobieta w czarodziejskiej bluzce, pyta do kogo, więc mówię, że do wróżki Anety Kowal. 

– Chwilę trzeba poczekać, pani Kowal jeszcze ma klientkę. 

Mam dokładnie godzinę. Tyle wykupiłem. Za dwieście złotych. To standardowa godzinowa stawka wróżki Anety Kowal.

Czekam więc w długim, wąskim korytarzu, z którego kilkoro drzwi prowadzi, jak się domyślam, do gabinetów przeróżnych wróżek. Obok mnie stoliczek, na nim magazyn „Wróżka” orazSkarbczyk myśli pozytywnychVery Peiffer. Który – bo sobie zajrzałem – na każdy dzień oferuje jakąś poradę. Dziś 27 września,Skarbczykradzi więc: „Przekonaj się wreszcie, co potrafi twoje ciało. Połóż się na plecach i sprawdź, którymi mięśniami brzucha potrafisz poruszać”. Położyć się nie mogę, ale mięśniami brzucha zaczynam ruszać, jednocześnie odczytując wiszące na ścianach liczne tabliczki, w tym tę, która głosi, że pani Aneta Kowal jest „doradcą życiowym, anielskim nauczycielem, prowadzącą tarototerapię i czakroterapię”. Wreszcie otwierają się drzwi jednego z pokoi, wychodzi z nich klientka o bardzo poważnej minie, a za nią dość wysoka, postawna kobieta, ubrana w białą bluzkę i ciemną spódnicę, z ufarbowanymi na czarno włosami, kolczykami jak młyńskie koła i uszminkowanymi na czerwono ustami. 

– Zapraszam – mówi do mnie anielska nauczycielka. 

 


pokój jest świetlisty,znaczy wyklejony tapetą w żółte, wręcz słoneczne kule. Pod ścianą, naprzeciw drzwi stół, przy nim dwa krzesła, na stole świeczka. Zapalona. Po lewej okno, a w nim zasłony, ciężkie i ciemne. Przy nich leżanka czy też stół do masażu, przykryty narzutą, świetlistą i kolorową. W rogu sofa. Prosta, zwyczajna. 

Siadamy, włączam dyktafon. 

– A w ogóle to czemu ta pańska książka ma służyć? – pyta wróżka Aneta Kowal, bystro patrząc mi w oczy. 

– Niczemu. Po prostu chodzę, gadam, rozglądam się. A pani mnie zainteresowała… – wyciągam kartkę. – To wręcz niesamowite, ile pani ma certyfikatów! 

– A muszę panu powiedzieć, że to, co jest na tej mojej stronie internetowej, to nie wszystko. 

– W każdym razie tam jest ich trzydzieści dwa. Ale najpierw, jeśli pani pozwoli, porozmawiajmy o pani – mówię i nerwowo patrzę na zegarek. Wisi tuż nad drzwiami, duży i okrągły.

Mam dokładnie godzinę. Tyle wykupiłem. Za dwieście złotych. To standardowa godzinowa stawka wróżki Anety Kowal. 

 


ile ma lat– nie zdradzi, powie tylko, że w wieku jest słusznym. Za to wykształcenie, ależ oczywiście, zwłaszcza że jest też wymienione na stronie. Otóż z wykształcenia jest nauczycielką. 

– Przez wiele lat pracowałam w szkole podstawowej – mówi. – Bo to jest zawód, który zawsze chciałam wykonywać, zresztą nadal go wykonuję w jakimś sensie. Pracowałam z dziećmi w klasach jeden–trzy, a czasem i ze starszymi. Teraz uczę w Studium, którenota benewcześniej też skończyłam. 

Jeden na sześciu mieszkańców naszego kraju jest przywiązany do magicznego amuletu i wierzy w jego działanie. Połowa z nas czyta horoskopy. Co siódmy Polak chodzi do wróżki. 

Niepubliczne policealne Studium Psychologii Psychotronicznej działa od 1995 roku i figuruje w Rejestrze Szkół i Placówek Oświatowych Ministerstwa Edukacji Narodowej. Na swojej stronie deklaruje: „Misją Studium Psychologii Psychotronicznej jest przekazanie naszym studentom umiejętności i wiedzy, które pozwolą im realizować się w zawodach, na które obecnie istnieje zapotrzebowanie w kraju oraz na rynkach pracy w krajach Unii Europejskiej”. 

– Absolwenci szkoły dostają zawód – tłumaczy mi wróżka. – Mogą być psychotronikami lub naturoterapeutami, czyli na przykład robić masaże. 

– A psychotronik to kto? 

– To jak psycholog, tylko że szkoła psychotroniczna daje jeszcze tę część, którą nie zawsze akceptują wszyscy psycholodzy, że tak powiem, konserwatywni. Chodzi o różne metody terapii, mam na myśli na przykład metodę ustawień rodzinnych Berta Hellingera. 

Metoda Hellingera opiera się na teorii „wiedzącego pola”, według której obcy dla pacjenta człowiek wciela się w członka jego rodziny i, choć niemal nic o nim nie wie, ma takie same odczucia jak osoba, którą reprezentuje. Metoda ta wzbudza wiele kontrowersji; w Niemczech zakazano jej stosowania. 

– Są psychologowie, dla których to tyfus. Ale są też tacy, którzy przychodzą do mnie kart się uczyć, bo uważają, że im się to przyda. I słusznie, bo tarot to świetne narzędzie do pracy psychologicznej. 

– A więc pani jest dziś psychotroniczką?

– Doradcą życiowym, tak dokładnie nazywa się moja profesja. W każdym razie tak mam na dyplomie, który dostałam po ukończeniu tej naszej szkoły.

I teraz, wie pan, Polska jest krajem, w którym z tym zawodem, jeżeli sami czegoś nie zrobimy, nie będziemy na przykład występować w telewizji albo czegoś nie opublikujemy, jest trudno. Natomiast w krajach ościennych, w Anglii czy w Niemczech, to bardzo pożądana profesja, na przykład do pracy ze starszymi osobami, też w szpitalach, w ogóle w miejscach, gdzie pomaga się ludziom. 

– Bo pani jako ten doradca życiowy?

Są psychologowie, którzy przychodzą do mnie kart się uczyć, bo uważają, że im się to przyda. Tarot to świetne narzędzie do pracy psychologicznej.

– Jak pan ma jakiś problem życiowy, to może pan się do mnie zwrócić. I wtedy za pomocą różnych narzędzi postaram się znaleźć dla pana możliwe najlepsze rozwiązanie, wskazać ścieżkę, która będzie właściwa. W Studium Psychologii Psychotronicznej mam zajęcia z tarota, prowadzę też, tak to nazwijmy, zajęcia anielskie. 

– Anielskie?! 

– Podwyższanie własnych wibracji, łączenie się z wyższymi wibracjami, wchodzenie w obszar energii miękkiej, którą często właśnie nazywamy anielską. Zresztą te certyfikaty, które pan widział na mojej stronie, w dużej mierze dotyczą właśnie tego. 

 


jeśli chodzi o to,jak to się stało, że Aneta Kowal z nauczania początkowego przeskoczyła do anielskiego, to bezpośrednim powodem była chęć zarabiania więcej. Po drodze był jeszcze własny biznes.

– Bardzo ziemski, kompletnie niezwiązany z czarodziejską formą życia. To było coś związanego z wnętrzami. Nie chcę już dokładnie opowiadać. 

– Bo upadło? – pytam. 

– Nie, nie, dlaczego miało upaść? Po prostu w pewnym momencie stwierdziłam, że ta energia się wyczerpała. A że zawsze miałam w sobie aspekt poszukiwania niezwykłego, to mnie ciągnęło, stwierdziłam, że chcę to robić, i teraz w tym się sprawdzam. Już piętnaście lat. 

Jeszcze jako młodą dziewczynę ciekawiło mnie, z jakiego powodu dzieje się tak, że ktoś ma jakieś inne narzędzia niż standardowe i za ich pośrednictwem umie coś przewidzieć albo powiedzieć coś, czego nie wiedzą inni. Uwielbiam też karty, zawsze mnie fascynowały.

– A skąd pani w młodości miała tę wiedzę, że coś takiego jak karty czy tarot w ogóle istnieje? 

– Jestem łodzianką, a Łódź na ezoteryce stoi. A przynajmniej stała, co druga brama dawniej to była wróżka. Poza tym obok Łodzi jest Zgierz, a tam od zawsze Cyganie siedzą. A w związku z tym w Łodzi na co drugim rogu Cyganka: „Chodź tutaj, kochanieńka, ja ci powróżę z rączki”. 

– A jeśli chodzi o duchy? 

– To są akurat doświadczenia, które ma większość osób pracujących z tego typu jak ja wibracjami. I ja też mam całą masę, ale nie zamierzam o nich opowiadać, bo to jest temat bardzo na pograniczu. Chodzi mi o to, że jak komuś mówimy: „Wsłuchaj się w siebie. W swój wewnętrzny głos”, to wtedy zawsze powstaje pytanie, czy ten głos słyszę dlatego, że jestem chora na głowę. Czy też rzeczywiście mam jakiś wewnętrzny głos, który mnie prowadzi? To jest bardzo cienka granica, bardzo newralgiczny temat. 

– A jak pani sobie ten problem rozwiązała? 

– Ja nie mam żadnego problemu, od tego zacznijmy. Po prostu wiem, czuję, moja świadomość jest otwarta na to, co przynosi wszechświat. I jestem uważna na siebie. A jak człowiek jest uważny, to dokładnie wie, co się dzieje, i umie z tego czerpać korzyści. 

 


– rozumiem, że zdarzyło siępani widzieć bądź czuć anioła – bardziej zagajam, niż pytam. 

– Oczywiście, najczęściej przez sen do mnie przychodzi. A dokładniej w tym niezwykłym momencie, kiedy przechodzimy ze snu do jawy. To w ogóle jest najlepszy moment, żeby złapać tę energię. 

– To jest postać? 

– Czasami. 

– A poza snem to też się pani zdarza? 

– Owszem, ale wtedy to bardziej czuję, niż widzę. 

– Co pani czuje? 

– Ciepło. 

– A skąd pani wie, że to jest ciepło, które idzie od anioła? 

– Bo nie ma żadnych innych powodów, żebym je czuła.

– A jak pani była dzieckiem, to też się pani zdarzało zobaczyć anioła? – drążę.

– Wtedy to była bardziej ciekawość, jak to jest. I ciągota. Żeby zbadać temat. 

– Czyli jako dziecko nie przeżyła pani jakichś niesamowitości? 

– Przeżyłam. Ale nie chcę o tym opowiadać, bo to są absolutnie moje, prywatne doświadczenia.

– To niech mi pani tylko powie, czy tym doświadczeniom towarzyszył strach? 

– Oczywiście, aczkolwiek to, co mi się objawiło, to była bardzo piękna, bardzo czysta energia, o wysokiej wibracji. Ale dla mnie to było tak niesamowite, że aż się zapowietrzyłam. 

– I co pani zrobiła z tym strachem? 

– Poczułam się wybrana, strach minął i koniec. 

 


– pani …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Tekst powstał w ramach pracy nad książką W co wierzą Polacy? Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch… (Znak), ale nie wszedł w jej skład. Imię i nazwisko wróżki zostało zmienione. Książka miała swoją premierę w kwietniu. Tekst ukazał się w majowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (05/2019) pod tytułem Z Pismem u... Anety Kowal, nauczycielki anielskiego.

Czytaj także

FreshMail.pl