Z Pismem u...

Wróżby? Anioły przychodzą do mnie przez sen

Mam dokładnie godzinę. Tyle wykupiłem. Za dwieście złotych. To standardowa godzinowa stawka wróżki Anety Kowal. 
rysunek Marta Zabłocka

Jeden na sześciu mieszkańców naszego kraju jest przywiązany do magicznego amuletu i wierzy w jego działanie. Połowa z nas czyta horoskopy. Ja poszedłem do wróżki – jak co siódmy Polak.

Trzypiętrowa kamienica położona niedaleko centrum jednego z dużych miast. Nad bramą wielki napis: „Cech wędliniarzy”. Po lewej sklep, po prawej bistro. Podają w nim pyszne flaki, wiem, bo sprawdziłem. Na domofonie wybieram trzynastkę: „Alchemia duszy i ciała”. Gdybym nacisnął sąsiedni guzik, połączyłbym się z „Instytutem Wyobraźni” – kto wie, czy nie byłby to lepszy wybór. Poza tym w kamienicy mieszczą się jeszcze biura prawne i notarialne, siedziba firmy informatycznej, sklep nepalsko-tybetański. Który właśnie mijam, wchodząc na pierwsze piętro po wąskich, trzeszczących schodach, jednocześnie czytając tekst wypisany na przyczepionym do ściany plakacie: „Alchemia duszy i ciała: masaże lecznicze i relaksacyjne, spotkania motywacyjne, sesje z psychologiem, doradztwo, ustawienia systemowe. Najlepsze w Polsce wróżki: jasnowidzenie, astrologia, doradztwo duchowe, kursy i warsztaty”. 

Pukam, otwiera kobieta w czarodziejskiej bluzce, pyta do kogo, więc mówię, że do wróżki Anety Kowal. 

– Chwilę trzeba poczekać, pani Kowal jeszcze ma klientkę. 

Mam dokładnie godzinę. Tyle wykupiłem. Za dwieście złotych. To standardowa godzinowa stawka wróżki Anety Kowal.

Czekam więc w długim, wąskim korytarzu, z którego kilkoro drzwi prowadzi, jak się domyślam, do gabinetów przeróżnych wróżek. Obok mnie stoliczek, na nim magazyn „Wróżka” orazSkarbczyk myśli pozytywnychVery Peiffer. Który – bo sobie zajrzałem – na każdy dzień oferuje jakąś poradę. Dziś 27 września,Skarbczykradzi więc: „Przekonaj się wreszcie, co potrafi twoje ciało. Połóż się na plecach i sprawdź, którymi mięśniami brzucha potrafisz poruszać”. Położyć się nie mogę, ale mięśniami brzucha zaczynam ruszać, jednocześnie odczytując wiszące na ścianach liczne tabliczki, w tym tę, która głosi, że pani Aneta Kowal jest „doradcą życiowym, anielskim nauczycielem, prowadzącą tarototerapię i czakroterapię”. Wreszcie otwierają się drzwi jednego z pokoi, wychodzi z nich klientka o bardzo poważnej minie, a za nią dość wysoka, postawna kobieta, ubrana w białą bluzkę i ciemną spódnicę, z ufarbowanymi na czarno włosami, kolczykami jak młyńskie koła i uszminkowanymi na czerwono ustami. 

– Zapraszam – mówi do mnie anielska nauczycielka. 

 


pokój jest świetlisty,znaczy wyklejony tapetą w żółte, wręcz słoneczne kule. Pod ścianą, naprzeciw drzwi stół, przy nim dwa krzesła, na stole świeczka. Zapalona. Po lewej okno, a w nim zasłony, ciężkie i ciemne. Przy nich leżanka czy też stół do masażu, przykryty narzutą, świetlistą i kolorową. W rogu sofa. Prosta, zwyczajna. 

Siadamy, włączam dyktafon. 

– A w ogóle to czemu ta pańska książka ma służyć? – pyta wróżka Aneta Kowal, bystro patrząc mi w oczy. 

– Niczemu. Po prostu chodzę, gadam, rozglądam się. A pani mnie zainteresowała… – wyciągam kartkę. – To wręcz niesamowite, ile pani ma certyfikatów! 

– A muszę panu powiedzieć, że to, co jest na tej mojej stronie internetowej, to nie wszystko. 

– W każdym razie tam jest ich trzydzieści dwa. Ale najpierw, jeśli pani pozwoli, porozmawiajmy o pani – mówię i nerwowo patrzę na zegarek. Wisi tuż nad drzwiami, duży i okrągły.

Mam dokładnie godzinę. Tyle wykupiłem. Za dwieście złotych. To standardowa godzinowa stawka wróżki Anety Kowal. 

 


ile ma lat– nie zdradzi, powie tylko, że w wieku jest słusznym. Za to wykształcenie, ależ oczywiście, zwłaszcza że jest też wymienione na stronie. Otóż z wykształcenia jest nauczycielką. 

– Przez wiele lat pracowałam w szkole podstawowej – mówi. – Bo to jest zawód, który zawsze chciałam wykonywać, zresztą nadal go wykonuję w jakimś sensie. Pracowałam z dziećmi w klasach jeden–trzy, a czasem i ze starszymi. Teraz uczę w Studium, którenota benewcześniej też skończyłam. 

Jeden na sześciu mieszkańców naszego kraju jest przywiązany do magicznego amuletu i wierzy w jego działanie. Połowa z nas czyta horoskopy. Co siódmy Polak chodzi do wróżki. 

Niepubliczne policealne Studium Psychologii Psychotronicznej działa od 1995 roku i figuruje w Rejestrze Szkół i Placówek Oświatowych Ministerstwa Edukacji Narodowej. Na swojej stronie deklaruje: „Misją Studium Psychologii Psychotronicznej jest przekazanie naszym studentom umiejętności i wiedzy, które pozwolą im realizować się w zawodach, na które obecnie istnieje zapotrzebowanie w kraju oraz na rynkach pracy w krajach Unii Europejskiej”. 

– Absolwenci szkoły dostają zawód – tłumaczy mi wróżka. – Mogą być psychotronikami lub naturoterapeutami, czyli na przykład robić masaże. 

– A psychotronik to kto? 

– To jak psycholog, tylko że szkoła psychotroniczna daje jeszcze tę część, którą nie zawsze akceptują wszyscy psycholodzy, że tak powiem, konserwatywni. Chodzi o różne metody terapii, mam na myśli na przykład metodę ustawień rodzinnych Berta Hellingera. 

Metoda Hellingera opiera się na teorii „wiedzącego pola”, według której obcy dla pacjenta człowiek wciela …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Tekst powstał w ramach pracy nad książką W co wierzą Polacy? Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch… (Znak), ale nie wszedł w jej skład. Imię i nazwisko wróżki zostało zmienione. Książka miała swoją premierę w kwietniu. Tekst ukazał się w majowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (05/2019) pod tytułem Z Pismem u... Anety Kowal, nauczycielki anielskiego.

FreshMail.pl