Wokół książek

Skąd wiesz, że pies cierpi?

  • autor
  • Zuzanna Kowalczyk
rysunek Tomek Pieńczak
Stawiając mur pomiędzy światem natury i naszym własnym, z każdą dołożoną cegłą zbliżamy się do końca ich obydwu.

W 1974 roku amerykański filozof Thomas Nagel opublikował artykuł, w tytule którego –Jak to jest być nietoperzem?– postawił pozornie błahe, a w rzeczywistości kluczowe dla współczesnego humanizmu pytanie. Nagel stwierdził, że jest w stanie wyobrazić sobie, że ma skrzydła, je w locie owady, śpi z głową zwieszoną w dół i postrzega świat poprzez echolokację. W ten sposób jednak – pisze – „dowiaduję się tylko, co by to znaczyło dla mnie zachowywać się jak nietoperz. Nie o to wszakże pytam. Chcę wiedzieć, jak to jest dla nietoperza być nietoperzem”. Niemożność udzielenia odpowiedzi doprowadziła Nagela do przekonania, że istnieją doświadczenia „subiektywne gatunkowo”, czyli doznania dostępne wyłącznie jednemu gatunkowi, nieprzetłumaczalne na obcy zespół wrażeń oraz język. „Niezależnie od tego, jaki jest status faktów składających się na to, jak to jest być człowiekiem, nietoperzem czy Marsjaninem, zdają się to być fakty ucieleśniające pewien szczególny punkt widzenia” – podkreśla Nagel. Oznacza to, że możemy doskonale znać anatomię, zwyczaje i neurofizjologię innych ssaków, ale i tak nie dowiemy się, jak to jest być nietoperzem, słoniem lub foką, ponieważ każde z nich ma własny, unikalny sposób doświadczania świata.

Możemy doskonale znać anatomię, zwyczaje i neurofizjologię innych ssaków, ale i tak nie dowiemy się, jak to jest być nietoperzem.

Swoim artykułem Nagel chciał przede wszystkim obalić przekonanie, że wszystko, łącznie z przeżyciami mentalnymi, da się ująć w uniwersalne ramy i sprowadzić do terminów fizycznych. Zabrał też w ten sposób głos, który okazuje się bardzo ważny w nierozstrzygalnym sporze o istnienie metafizyki. To, czy zgadzamy się z Nagelem, zależy w dużej mierze od tego, czy uznajemy istnienie świadomości jako czegoś, co wymyka się biochemii. Jednak choć od publikacjiJak to jest być nietoperzem?minęły ponad cztery dekady, w trakcie których poszerzono wiedzę o latających ssakach i udoskonalono różnorodne narzędzia biotechnologii, człowiek wciąż nie potrafi zasymulować świadomości nietoperza. Mimo że obecne systemy biometryczne są w stanie powiedzieć o naszych emocjach i decyzjach więcej niż my sami, a trafność i skala tych analiz będzie się tylko poszerzać, nie jesteśmy – i zdaniem Nagela nigdy nie będziemy – w stanie stwierdzić, jak to jest być inną istotą w sensie egzystencjalnym, i powinniśmy się z tą niewiedzą pogodzić.

Problem w tym, że nie potrafimy tego zrobić. W swoim wrodzonym poczuciu wyższości albo zakładamy, że wiemy, jak to jest być inną istotą, albo w ogóle nie stawiamy sobie takiego pytania. W zamian od wieków zastanawiamy się, jak to jest być człowiekiem, a swoją perspektywę arbitralnie uznajemy za jedyną właściwą. Świadomość niesprawiedliwości i fałszywości tego przekonania, na które starał się zwrócić uwagę Nagel, jest jednak istotna nie tylko ze względów teoretycznych. Żyjemy w kulturze, w której warunkiem upodmiotowienia zwierzęcia jest uznanie jego świadomości, a konkretniej – świadomości odczuwania bólu. Kartezjańskie „myślę, więc jestem” przeformułowaliśmy w „cierpię, więc jestem”, stawiając kategorię cierpienia w egzystencjalnym centrum. To nie tylko zaskakujące zaadaptowanie chrześcijańskiej dogmatyki na grunt uniwersalnych wartości, ale również, jak się zdaje, cichy triumf egzystencjalizmu. Problem polega jednak na tym, że choć cierpienie to postrzegamy w sposób gatunkowo subiektywny, perspektywę tę uznajemy za obiektywną. Zapominamy, że nie wiemy, jak to jest być nietoperzem, a zatem nie wiemy też, jak cierpi nietoperz. Pomimo to za kryterium przyznania mu statusu moralnego i ochrony prawnej uznajemy ocenę jego jaźni własną miarą. Ten wątpliwy mechanizm wynika rzecz jasna między innymi z braku rzetelniejszych narzędzi. Jeśli jednak równie antropocentryczna perspektywa przekłada się na decyzje o życiu i śmierci żywych istot oraz uprawomocnienie mniej lub bardziej humanitarnego sposobu ich zabijania, w najgorszym razie powinniśmy zdawać sobie sprawę z jej niedoskonałości.

Dzienniki 1961-1966

Oceniając daną świadomość jako „wystarczającą” do przyznania jej praw, mamy przecież na myśli to, że jest „wystarczająco ludzka”. W walce o zakaz niehumanitarnego uboju świń przywołujemy argument, że świnia ma świadomość odpowiadającą trzyletniemu dziecku i jest inteligentniejsza od udomowionego i objętego dużo szerszym parasolem praw psa. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami na hasło swojej kampanii przeciwko porzucaniu zwierząt w czasie wakacji ukuło slogan: „Pies ma świadomość trzyletniego dziecka! Czy porzuciłbyś swoje dziecko?”. Taka perspektywa stała się też fundamentem bestsellerowego imperium Petera Wohllebena, miłośnika przyrody i popularyzatora wiedzy o niej, który w swoich książkach pokazuje emocjonalną i duchową bliskość ludzi oraz innych żywych istot. „Im częściej i im dokładniej przypatruję się otoczeniu, tym więcej emocji zarezerwowanych rzekomo jedynie dla ludzi odkrywam u naszych zwierząt domowych i ich dzikich krewniaków w lesie” – pisze Wohlleben wDuchowym życiu zwierząt. Niemiecki leśnik dowodzi, że dzikie i domowe zwierzęta również mają potrzeby emocjonalne i społeczne, choć oczywiście to, na ile wynikają one z konkretnego uwarunkowania genetycznego, a na ile stanowią przejaw tytułowej „duchowości”, pozostaje wciąż w pewnym sensie kwestią tak samo nierozstrzygalną jak istnienie świadomości. Wohlleben opisuje, jak inne zwierzęta tworzą rodziny, wspierają się, tęsknią i bronią, oraz jak mogą być przy tym chytre, złośliwe lub empatyczne. Taka perspektywa jest pierwszym krokiem w poszerzaniu standardów etycznych i kierowaniu empatii na inne gatunki. Staje się też istotną przesłanką do tego, by uznać status moralny innej istoty niż ludzka. Znamienne pozostaje jednak to, że aby przekonać ludzi o podmiotowości tej innej istoty, muszą oni dostrzec w niej podobieństwo do samych siebie.

Od wieków zastanawiamy się, jak to jest być człowiekiem, a swoją perspektywę arbitralnie uznajemy za jedyną właściwą.

Drugim krokiem wydaje się zatem postawienie pytania, czy, kierując uwagę na „ludzką twarz” innych gatunków, nie sprawiamy, że zamiast uznać i uszanować ich odrębność, podtrzymujemy przekonanie, że warunkiem szacunku względem drugiej istoty jest dostrzeżenie w niej ułamka nas samych. Bo czy świnia lub pies naprawdę myśli lub cierpi jak trzyletnie dziecko? I dlaczego w chwili, w której uznamy, że myśli i cierpi inaczej, po świńsku lub psiemu, uznajemy to cierpienie za mniej …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl