Zmiana klimatu już tu jest

Addio, pomidory. Co nam odbierze kryzys klimatyczny?

  • autor
  • Katarzyna Boni
Kryzys klimatyczny dzieje się tu i teraz i zmusza nas także do bycia tu i teraz. Nie ma od niego ucieczki. I wreszcie – nie ma też ucieczki od nas samych.
Rysunki Małgorzata Halber

Od dłuższego czasu piszę o znikających wyspach, umierających koralowcach, topniejącym lodzie, przełowionym tuńczyku, plastiku odnajdywanym w Rowie Mariańskim i w brzuchach albatrosów, a także o wielorybach wypływających na mieliznę, na której giną, zapadając się pod ciężarem własnego ciała. Stałam się monotematyczna, znajomi mogą być pewni, że każda rozmowa skończy się dyskusją o katastrofie. Czuję, że dzieje się coś przerażającego, że możemy to zatrzymać, i że nie robimy wystarczająco dużo. Kiedy jestem w czarniejszym humorze, wydaje mi się jednak, że i tak wszyscy zginiemy, choćbym nie wiem ile słomek wyjęła z drinka i choćbym sto razy powtórzyła: „Bez siatki proszę”. Przecież to nie wystarczy. Tak jak nie wystarczą globalne strajki młodych, charyzma Grety Thunberg czy walka Alexandrii Ocasio-Cortez o Nowy Zielony Ład. Nie wystarczy ruch Extinction Rebellion, Birth Strikers czy Voluntary Human Extinction Movement. Nie wystarczą kolejne naukowe raporty, nie wystarczą paryskie porozumienia. W gorsze dni jestem pewna, że sami siebie skazaliśmy na zagładę.

Do równowagi wracam w domu pod lasem, w połowie drogi na Wschód. W marcu siedzę na werandzie pod kocem i patrzę na czarną ziemię i bezlistne gałęzie. W kwietniu zdejmuję sweter, wystawiam twarz do słońca i pierwszy raz chodzę boso po wilgotnej ziemi. Zaczyna się szaleństwo: kiełki, pączki, pędy, źdźbła, pogniecione liście kasztanowca – zielone płaszczyki z jedwabiu, jak u Andrzeja Bobkowskiego. Świat zielenieje, jakby chciał nas przeprosić za zimną nieobecność. A potem wybuchają kolory. Tulipany, floksy, orliki, irysy, krzewuszki, niezapominajki, glicynie, jabłonie, czereśnie. Sąsiad sieje rzepak, przy płocie rozkwitają bzy. Jest jeszcze las. Wystarczy piętnaście minut spaceru, żeby roztopić narastający niepokój i poczucie zagubienia, o którego obecności dowiaduję się zawsze chwilę za późno. Spotykam sarnę z młodymi, lisa węszącego na drodze i zająca kryjącego się między krzakami jagód. Im bliżej lata, tym więcej błyszczących pajęczych nici między coraz bardziej zielonymi gałęziami. 

Jak wielu przede mną od setek lat – spokój znajduję w naturze.

 


„jest gorzej, znaczne gorzej,niż myślicie”. Tym zdaniem zaczyna swoją książkęThe Uninhabitable Earth. Life after WarmingDavid Wallace-Wells. Amerykański dziennikarz, od trzech lat piszący o zmianach klimatycznych dla „New York Magazine”, nie bawi się w subtelności. Do katastrofy klimatycznej doprowadziły ignorancja, lenistwo i obojętność – twierdzi. To tak, jakby cała cywilizacja postanowiła zamknąć się w garażu, otworzyć okna samochodu i włączyć silnik. W ciągu ostatnich trzech dekad wypuściliśmy do atmosfery więcej dwutlenku węgla niż w czasie, który upłynął od powstania malunków na ścianach jaskini Lascaux do premiery serialuPrzyjaciele. Znaczy to tyle, że ponad połowa CO2w atmosferze została wyemitowana za naszego życia. Najgorsze, że wiedzieliśmy, co robimy. Już w 1992 roku, podczas Szczytu Ziemi, ustanowiono ramową konwencję ONZ w sprawie zmian klimatu. Zaczynała się od słów: 

Uznając, że zmiany klimatu Ziemi i ich negatywne skutki są wspólnym problemem ludzkości, zaniepokojone tym, że wskutek działalności człowieka poważnie zwiększyła się ilość gazów cieplarnianych, że wzrost ich ilości intensyfikuje naturalny efekt cieplarniany i że rezultatem tego będzie wzrost średniej temperatury Ziemi i atmosfery, co może wpłynąć negatywnie na naturalne ekosystemy i …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Esej ukazał się w sierpniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (08/2019) pod tytułem Addio,pomidory.

FreshMail.pl