Anegdota

Co ja mogę

  • autor
  • Natalia Fiedorczuk-Cieślak

Szefowo, pieniążki! – Głos Romana w słuchawce jest zachrypnięty i zawadiacki.

– Jakie pieniążki? Dostał pan w zeszłym tygodniu dwójkę, już się skończyło?

rysunekMałgorzata Łukasiewicz-Tyczyńska

– Fakturka za wylewkę – chrypi Roman. – Fakturkę za wylewkę opłacić trzeba, nie odbiorę, nie zaczniemy góry.

„Panie Romanie, ale dół nawet w połowie nieskończony” – chcę powiedzieć, ale nieśmiałość i lata zaniedbywania neuronalnej ścieżki biznesowej asertywności sprawiają, że głos więźnie mi w gardle.

– Przyjdę przed szesnastą – bąkam tylko.

O szesnastej Roman inkasuje należność, po czym znika.

W końcu spotykam go – mojego kierownika budowy we własnej osobie – w kolejce SKM. Jest ranek. Roman wsiada na stacji Gdańsk Przymorze i jedzie w stronę Głównego. Dokładnie w odwrotnym kierunku, niż powinien. Przetrawiona, imprezowa woń otacza go niczym aureola z miękkich, pierzastych poduch.

– Aaa, pani szefowa! – Rozpromienia się, zatapiając w poduchach, jednak po chwili kojarzy fakty. Mina mu rzednie jak przyłapanemu na wagarach siódmoklasiście.

– A nie powinien pan jechać w drugą stronę? Gdynia w drugą – wyrywa mi się.

– No, do metalowego jadę… – zacina się i milknie. Gruchnął na ławkę naprzeciwko mojej, …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl