Esej

Call-out. Broń bezbronnych w walce z kulturą gwałtu

Call-out, czyli publiczne oskarżenie, nie jest skutecznym sposobem walki z nadużyciami seksualnymi. Ale bywa jedynym.
rysunki Magdalena Pelc

Dziesiątego listopada 2015 roku matka piętnastoletniej Magdy Nowakowskiej składa na komisariacie w Gdańsku zawiadomienie o podejrzeniu wykorzystania seksualnego jej córki. Pięć miesięcy wcześniej Magda wyjawiła podczas terapii, że między dziewiątym a dwunastym rokiem życia była molestowana przez starszego o osiem lat Zdzisława Antoniego Kurskiego, syna wpływowego polityka Jacka Kurskiego. Opowiedziała, jak podczas wspólnych wakacji w leśniczówce zamykał się z nią na poddaszu, wykorzystywał seksualnie i zastraszał.

14 grudnia 2015 roku sąd w Kwidzynie przesłuchuje Magdę. Będzie to jej jedyne przesłuchanie w tej sprawie. Pół roku później sprawę przejmuje Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Jacek Kurski stwierdza, że oskarżenia Magdy są zemstą jej ojca, jego byłego asystenta w Parlamencie Europejskim, za rozwiązanie z nim współpracy. Zdzisław Kurski stanowczo zaprzecza wszystkim zarzutom. Śledztwo zostaje umorzone. Pełnomocnik rodziny Magdy składa zażalenie. Cztery miesiące później dziewczyna połyka kilka garści tabletek. Znajduje ją siostra i tym samym ratuje jej życie.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Sędzia uznaje odwołanie za zasadne, wskazuje listę zaniedbań po stronie prokuratury i w czerwcu 2018 roku zarządza wznowienie postępowania. Jednak gdańska prokuratura po roku również je umarza, powołując się na „brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego”. Magda traci zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Na początku lipca 2020 roku decyduje się opowiedzieć o sprawie mediom.

21 lipca „Gazeta Wyborcza” publikuje tekst zatytułowanyKoszmar Magdy w leśniczówce, w którym opisuje ze szczegółami całą sprawę. Jego autorzy – Żaneta Gotowalska i Piotr Głuchowski – wypunktowują wątpliwości względem rzetelności postępowania i wskazują inne uchybienia gdańskiej prokuratury w sprawach, które dotyczyły wpływowych mieszkańców Trójmiasta. Chwilę po publikacji Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zarzuca „Wyborczej” manipulację. Gazeta o to samo oskarża prokuraturę. Rozpętuje się klasyczna dla tego typu spraw medialno-prawna przepychanka. 28 lipca Magda decyduje się złożyć zawiadomienie, tym razem o gwałcie, z wnioskiem o ściganie sprawcy.

 


Gdy 21 lipca przeczytałamartykuł „Gazety Wyborczej”, rzuciłam do swojego partnera, że gdyby nie chodziło o ludzką tragedię, a istniałby bukmacher przyjmujący równie dziwne zakłady, postawiłabym wszystko na swoje domysły dotyczące reakcji różnych stron w tej sprawie. Gdybym to zrobiła, byłabym dziś bardzo bogata. Choć może wcale nie, bo oprócz mnie obstawialiby też inni, najpewniej równie trafnie. W kwestii reagowania na tak zwanycall-outżyjemy w zatrważająco przewidywalnym kraju.

Jako pierwszy oświadczenie wystosował Jacek Kurski. To klasyczna reakcja numer jeden: odwrócenie ról sprawcy i ofiary („atak «Gazety Wyborczej» (…) na mojego syna Antoniego”), wyparcie poprzez atak („sprawa była nadto wykorzystywana w ramach osobistej zemsty do szantażu i wyłudzenia wysokich stanowisk (…) przez ojca dziewczyny, alkoholika”) i podważenie wiarygodności …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Esej ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (09/2020) pod tytułem (Wy)wołanie (bez)silnych.

FreshMail.pl