Esej

Inna sieć jest możliwa

Potrzebujemy wspólnej wizji zdalnej sfery publicznej i norm, na których powinna być ufundowana. Ten kryzys to szansa, 
nie ma lepszego momentu niż teraz.
rysunki Iga Kosicka

W 1966 roku pisarka Ursula Le Guin opisała w powieściŚwiat Rocannonaprzyszłość, w której ludzkość ma dostęp do ansibla – urządzenia pozwalającego na natychmiastowy kontakt między dwiema osobami znajdującymi się gdziekolwiek we wszechświecie.

Do świata, w którym mimo radykalnego, międzygalaktycznego rozproszenia ludzkość pozostawała wspólnotą, Le Guin powracała także w kolejnych powieściach. Nade wszystko interesowała ją bowiem komunikacja. To coś więcej niż wymiana informacji: komunikując się, ludzie tworzą relacje. „Tak jak ameby, ludzie łączą się i dają sobie wzajemnie części siebie – części wewnętrzne, części umysłu, a nie części ciała. Robią to poprzez mówienie i słuchanie” – pisała w esejuTelling Is Listening.Nowa jakość pojawia się nawet wtedy, gdy owych ameb jest niewiele: „Dwie rozmawiające ze sobą osoby tworzą społeczność” [tłum. A.T].

Ansibl był potrzebny Le Guin, pisarce używającej fantastyki do eksploracji natury ludzkiej, do refleksji o granicach wspólnoty. Czy ludzkość mogłaby pozostać jednością, gdyby była rozproszona między gwiazdami? Czy dwoje ludzi, których łączy jedynie zdalna rozmowa, to nadal wspólnota?

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Jakże aktualne pytanie! Od wprowadzenia związanej z koronawirusem kwarantanny żyjemy bowiem w świecie ansibla, choć nie dzielą nas przestrzenie międzyplanetarne, a jedynie kilka metrów zaleconej przez służby sanitarne bezpiecznej odległości. Te kilka metrów wystarczyło, by przestała być możliwa zwyczajna rozmowa dwóch osób. Nie ma spotkań przy barze, przypadkowych rozmów w autobusie, poufnych zebrań w małych salach konferencyjnych; w przeszłość odeszły masowe konferencje branżowe. Żyjemy jak – by uruchomić inne skojarzenia sci-fi– kolonizatorzy na Marsie. Tam, według przewidywań naukowców, mieszkalibyśmy w małych przestrzeniach oddzielonych śluzami od świata. Szczelność ubioru, procedury odkażania, znaczenie zdalnej łączności do niedawna były problemami, które zaprzątały przyszłych pionierów z NASA. Dziś zbiorowo przeprowadziliśmy się na inną planetę.

Pozostały nam ansible: telefony i komputery. Kwarantanna skurczyła, a często wręcz zlikwidowała naturalne przestrzenie życia społecznego: bary i restauracje, sklepy i biblioteki, parki i plaże, muzea i sale wykładowe. To nie jest rzecz trywialna; to rzecz wielkiej wagi politycznej. W naszych miastach i wsiach bowiem zanikła z dnia na dzień przestrzeń publiczna, budulec sfery publicznej, która jest podstawą funkcjonowania demokracji.

 


Czym jest sfera publiczna?Według opisanej w 1962 roku koncepcji filozofa Jürgena Habermasa to miejsce swobodnej, wolnej od wpływów biznesowych i politycznych, racjonalnej debaty obywateli nad sprawami ważnymi dla wspólnoty. Jest to więc przestrzeń, bez której demokracja – a jej sednem jest przecież ucieranie się poglądów, dyskusja i deliberacja – nie może się w żaden sposób obejść. Ta dyskusja toczy się na wielu poziomach – od pubu po sejm. Benedict Anderson w książceWspólnoty wyobrażonedodaje, że ta przestrzeń, by zaistnieć, wymaga wspólnej pracy naszej wyobraźni.

Sama rozmowa i wyobraźnia jednak nie wystarczą, bo – jak pisze Anderson – sfera publiczna rodziła się w oświeceniu dzięki gazetom i powieściom. W XX wieku silnikiem sfery publicznej stały się media masowe. A pod jego koniec dołączył do nich internet.

xyz

Sfera publiczna jest więc, owszem, wyobrażona przez ludzi angażujących się w życie społeczne, ale jest także związana z …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Esej ukazał się w lipcowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (07/2020) pod tytułem W świecie ansibla.

FreshMail.pl