Esej

Wspólnota troski

Czy nie jest tak, że realna troska – a zatem uważność na cudze cierpienie i pomoc w cierpieniu, drobiazgowa, cierpliwa i niepodporządkowana żadnej pragmatyce – możliwa jest wyłącznie wtedy, gdy zrozumiemy, że nie istnieją „starzy 
i chorzy”, bo nie istnieją „młodzi i zdrowi”?
rysunek TOMASZ MAJEWSKI

Chyba nikt w historii literatury – a może w ogóle w historii przyoblekania myśli w słowa – nie wyraził tej odwiecznej prawdy w sposób bardziej dobitny i bezpośredni niż Tadeusz Różewicz w wierszu poświęconym pamięci Konstantego Puzyny.

(…)

więc to już

wszystko

mamo

Tak synku

to już wszystko

a więc to tylko tyle

tylko tyle

więc to jest całe życie

tak całe życie

To, co wielu przenikliwych filozofów wyrażało za pomocą rozbudowanych, prowadzonych skomplikowanym językiem analiz, poeta zamknął w kilkunastu prostych słowach. Podróż przez świat trwa moment, mija bezwiednie, niepostrzeżenie, nawet nie wiesz kiedy – i już.

A przecież dosłownie wczoraj byliśmy dziećmi, stawialiśmy pierwsze kroki; z lękiem albo przeciwnie, z wielkim entuzjazmem, rozpoczynaliśmy naukę w szkole. Zaraz potem upijaliśmy się ukradkiem, paliliśmy pierwsze papierosy, przeżywaliśmy kłopotliwe uniesienia na pograniczu biologii i metafizyki, kiedy budziły się w nas emocje i pożądania. Później wydarzało się jeszcze mnóstwo rozmaitych spraw: znajomości, związki, działania, realizowanie marzeń albo ich bolesna weryfikacja. I wciąż się wydarza, wciąż i wciąż, a w każdym razie dla tych, którzy te słowa czytają.

Kim zatem jesteśmy teraz? I co to właściwie znaczy – „teraz”? Przecież każdej sekundy naszej przeszłości doświadczaliśmy tak bezpośrednio i realnie, jak tego, co się właśnie „teraz” wydarza. Tyle że tamto „teraz” jest teraz wyłącznie wspomnieniem. Dzieli nas odeń nieprzekraczalna, nieodwołalna, wciąż rosnąca przepaść, nad którą nie sposób przerzucić żadnego pomostu. A zarazem wszystko jest w jakimś sensie nadal dostępne na wyciągnięcie ręki. I czasem staje się na nowo dojmująco rzeczywiste – nagle, bez zapowiedzi, kiedy tylko poczujemy charakterystyczny zapach jakichś perfum, usłyszymy kilka taktów utworu, który nam towarzyszył w trudnych albo pięknych chwilach. Jean Améry – jeden z najbardziej przenikliwych analityków cierpienia, którego sam przemożnie doświadczył podczas drugiej wojny światowej, w obozie koncentracyjnym – pisze w książceO starzeniu się, że w takim momencie „ja” aktualne i „ja” pamiętane, którego już …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online