Rozmowa

Jak kochać Polskę i nie oszaleć?

Zofia Milska-Wrzosińska jest psychologiem i psychoterapeutą. Współzakładała Laboratorium Psychoedukacji, gdzie pracuje od jego powstania. Justyna Dąbrowska jest pisarką. Spotkały się tej jesieni żeby porozmawiać o uczuciach do ojczyzny i jej politycznych reprezentantów.
rysunki Aleksandra Gołębiewska

xyz

 

Chciałam porozmawiać o miłości do ojczyzny, bo w związku z ojczyzną jakoś okropnie mi ostatnio trudno.

To temat niekoniecznie dla psychoterapeuty. Ale spróbujmy.

Powiem ci o moim konflikcie. Mój ojciec, jego ojciec i jego dziadek – wszyscy oni buntowali się, brali udział w powstaniach, byli zsyłani, osadzani na Pawiaku, prześladowani. Dzieciństwo spędziłam w mieszkaniu, którego jedno okno wychodziło właśnie na Pawiak. Często tam z ojcem chodziłam. Był poetą, romantykiem, uważał, że ma zobowiązania wobec ojczyzny. Moje rozdarcie polega na tym, że nie wiem, czy powinnam to zobowiązanie nieść dalej, czy jednak trzymać się od tego z daleka, mieć spokój, chować wnuki. Może jednak miłość do ojczyzny jest z góry skazana na niewzajemność?

Niewykluczone, bo ojczyzna jest matką skrajnie wielodzietną, więc wszystkich swoich dzieci tak samo pokochać nie może. Ale nie jestem pewna, czy mówisz o miłości ojczyzny, czy też o pewnego rodzaju wierności zasadom, przyzwoitości, uczciwości, godności, które obowiązują ponadojczyźnianie – może starałabyś się żyć zgodnie z nimi również, dajmy na to, na Zanzibarze. 

Co to znaczy?

Uczciwy człowiek na przykład broni słabszych, walczy o sprawiedliwość, unika przemocy, nie pozwala sobą poniewierać, dba o ład moralny – w sobie, ale i na zewnątrz. O ile my, psychoterapeuci i psychologowie, mniej więcej wiemy, co oznacza, że ktoś ma zasady, których przestrzega, czy wartości, którymi się kieruje, to trudniej powiedzieć, co to znaczy, że kocha ojczyznę. Gdybym miała poszukać psychologicznego przejawu takiej miłości, pewnie byłaby to emocjonalna więź z jakimiś aspektami własnego kraju – Polski. Na przykład więź z językiem polskim, który znam, odkąd zaczęłam mówić. Można to nawet jakoś zmierzyć.

Zofia Milska-Wrzosińska

(ur. 1952), absolwentka Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka książekBezradnikorazPara z dzieckiem. Pod jej redakcją ukazała sięPsychoterapia dziś. Rozmowywyd. PWN.

Czyli „moją ojczyzną jest język polski”? 

Mniej więcej. Dochodzi do tego pamięć miejsc, tych wierzb pochylonych, bocianów, trzepaka na podwórku, Pałacu Kultury – mimo że Stalinowskiego prezentu – z dala widocznego, gdy się wracało do Warszawy, Doliny Kościeliskiej, mauzoleum ofiar obozów na cmentarzu Powązkowskim… To jest emocjonalne zaangażowanie w małą ojczyznę, czyli konkretne miejsce, które kojarzy się z ważnymi doświadczeniami, na ogół z dzieciństwem. A gotowość do oddania życia na wojnie? O ile wiem, młode pokolenie w badaniach odpowiada na to jednak negatywnie, nie widzą powodu, żeby brać udział w awanturze rozpętanej przez polityków i w jej imię ryzykować swoje życie. Nie wiadomo, co by było, gdybyśmy mieli teraz zabory czy okupację, bo trzeba jednak pamiętać, że nasze powstania wybuchały po wieloletniej opresji, często mającej cechy eksterminacji narodu. Starsi ludzie, narzekając na młodych, często pytają retorycznie, czy byliby oni zdolni do takiego zrywu jak powstanie. A należałoby raczej pytać, czy byliby do tego zdolni po pięciu latach stanu analogicznego do okupacji niemieckiej. 

Wielu moich znajomych jest społecznie zaangażowanych. Działają na rzecz Polski, na rzecz dobra wspólnego: Puszczy Białowieskiej, niekrzywdzenia dzieci, praw kobiet. Kiedy słyszą, że skoro im tu źle, to przecież mogą wyjechać, odpowiadają, że tu jest ich dom i nie dadzą się z niego wyrzucić. To nie jest wyraz miłości do ojczyzny? 

Być może. Myślę …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Rozmowa ukazała się w grudniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (12/2019) pod tytułem O sadzeniu róż. 

FreshMail.pl