Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Rozmowa

Luigi Nacci: wędrując, stajemy się wolni

Luigi Nacci. Fot. Jan Rusek
„Wędrówka jest przestrzenią życia dla poezji”. O tomie „Jak przechodzi światło” Luigiego Nacciego z tłumaczką Joanną Ganobis rozmawia Joanna Mueller.

Joanna Mueller: Nominowany do Nagrody Literackiej Miasta Gdańska Europejski Poeta Wolności 2026 tom Jak przechodzi światło. Wiersze z lat 2004–2024 Luigiego Nacciego w Pani przekładzie właśnie opuścił drukarnię i trafił do rąk polskich czytelniczek oraz czytelników. Za nami długa wydawnicza droga, a mówię to także jako redaktorka wszystkich książek z serii. I właśnie o Pani prywatną tłumaczeniową drogę do tego tomu chciałam zapytać. Pytanie wydaje się o tyle „na miejscu”, że mamy do czynienia z poetą wędrowcem, którego twórczość Lello Voce (jak czytamy w posłowiu) nazwał „sztuką odmierzaną stopami”, „rodzącą się z osobistego doświadczenia bycia w drodze”. Jakie zatem trasy przemierzyła Pani, by odnaleźć autora, i jakie przygody przeżyliście wspólnie w trakcie prac nad przekładem?

Justyna Ganobis
tłumaczka z języka włoskiego, poetka. Od 2012 roku pracuje jako tłumaczka i recenzentka, współpracuje również z włoskimi agencjami literackimi, by promować w Polsce twórczość uznanych pisarzy z Włoch. Jako poetka uzyskała nagrody i wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach poetyckich. Współtworzy Strefę Exodus w Chybiu organizującą spotkania literackie z twórcami ze Śląska Cieszyńskiego i całej Polski.

Joanna Ganobis: Teraz, gdy książka ukazała się w Polsce, widzę, że była to naprawdę długa wędrówka! Zaczęła się właściwie wtedy, gdy poznałam twórczość pisarzy i poetów związanych z Triestem oraz regionem Friuli – Claudia Magrisa, Itala Sveva, Carla Sgorlona czy Umberta Saby. Najpierw były więc literatura i samo miasto, które odwiedziłam z namiotem jako studentka italianistyki w odległym 2010 roku. Miasto wydało mi się fascynujące: i środkowoeuropejskie, i śródziemnomorskie, i włoskie, i bałkańskie, leżące u podnóża gór, ale też nad morzem, na styku kultur. Wiele lat później wydawca, z którym współpracowałam, zwrócił uwagę na książkę nieznanego mi triesteńskiego pisarza, Luigiego Nacciego. Po przeczytaniu Nie zgubię drogi gorąco zachęcałam do opublikowania jej w Polsce i z radością pracowałam nad przekładem.

Tak wiele było w niej bliskich mi motywów i nawiązań literackich! Okazało się, że tematy ważne dla autora od dawna pojawiały się też w moich lekturach i doświadczeniach: Luigi trafiał na ślady walk pierwszej wojny światowej, wędrując po półwyspie Kras, a ja znajdowałam je, chodząc po Bieszczadach czy Beskidzie Niskim; Luigi pisze o pograniczach kultur oraz tożsamościach splecionych z wielu narodowości, ja redaguję mój tomik wierszy i zastanawiam się nad historią rodzinnego miasta, które zaledwie 100 lat temu było niemiecką wyspą językową; Luigi przekonuje za Thoreau, jaką wartość ma obserwowanie wschodów słońca, a ja czytam z zamiłowaniem Mirka Nahacza, który sugeruje, że praktykowanie tej czynności przez ludzi sprawiłoby, że zmalałaby przestępczość. Z drugiej strony poeta wędrowiec, którego mam przyjemność przedstawić polskim czytelnikom, bywał też w Polsce, również w Gdańsku – po raz pierwszy 20 lat temu. Można więc powiedzieć, że droga do zbioru Jak przechodzi światło rzeczywiście była wspólna… a na pewno szliśmy przez podobne regiony, w tę samą stronę.

Doświadczenie wędrowania towarzyszyło mi także podczas przygotowywania tomu, najpierw w trakcie lektury utworów Luigiego od roku 2004, później w procesie wyboru wierszy, przekładu i komponowania całości. Z wieloma dylematami „chodziłam” tak długo, aż gdzieś po drodze, w lesie czy w mieście, często w nieoczekiwanym momencie, znajdowałam odpowiednie rozwiązanie. „Wychodziłam” też z próbnymi przekładami do innych; czytałam je bliskim lub znajomym poetom, sprawdzając, czy są komunikatywne, czy dobrze brzmią, czy budzą emocje.

Na jakie trudności przekładowe natrafiła Pani przy tej książce? Czy coś okazało się „nie do przejścia” – i czy to miało wpływ na taki, a nie inny dobór wierszy? Słowem: jakie zyski i straty wynikły z pracy translatorskiej? Z których rozwiązań jest Pani najbardziej dumna? Ale też – co było dla Pani największym zachwytem i olśnieniem? I jak tom Luigiego Nacciego sytuuje się w Pani dotychczasowym dorobku translatorskim?

Początkowo myślałam o przełożeniu do tomu w ramach Europejskiego Poety Wolności tekstów z dwóch ostatnich cykli napisanych przez poetę, czyli Księgi ludzi samotnychWyślij swój oddech hen za góry, które pięknie nawiązują do tematu gdańskiej nagrody. Jednak wcześniejsze wiersze autora nie pozwalały mi o sobie zapomnieć – gdy do nich wracałam, za każdym razem mnie poruszały, ujmowały obrazami, przekazem i wartością artystyczną, a ponadto dawały szerszy kontekst dla tematu wolności. Uznałam więc, że dobrze byłoby i je przedstawić polskim czytelnikom. Tu jednak pojawiła się trudność: które teksty wybrać? Jak ułożyć je w spójną całość? Postanowiłam przetłumaczyć te, które najmocniej we mnie rezonowały, które najlepiej czułam. Gdy zapisywałam je po polsku, musiałam być przekonana do słów, które wybieram. Te, co do których miałam wątpliwości, odrzuciłam. Autor dał mi wielki kredyt zaufania, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Wspierał mnie też cennymi sugestiami dotyczącymi kompozycji zbioru.

Trudne było dla mnie to, że oddając polską wersję językową włoskich wierszy, wybieram jedną z interpretacji, a często wiem, że nie wszystkie poziomy znaczeniowe udało się w niej zmieścić. Do niektórych utworów miałam ochotę dołączyć po kilka wariantów przekładu, i to znacznie się od siebie różniących – na przykład w Poemacie odczłowieczonym. Może zresztą nie jest to pomysł niedopuszczalny (skoro Stanisław Barańczak zamieścił w Fioletowej krowie 12 wariantów przekładu jednego wiersza…).

Posłuchaj: Luigi Nacci. Wiersz bez tytułu

Z kolei najnowsze teksty Luigiego początkowo wydawały się proste do przetłumaczenia, a tymczasem przy kolejnych czytaniach pokazywały kolejne znaczenia ukryte między słowami. Przy ich zwięzłej formie konieczna była tym większa uważność. Znam to zjawisko z przekładów książek dla dzieci, które są wymagającymi czytelnikami. Im mniej słów na stronie, tym trudniej o zadowalający efekt: nic się nie ukryje, tekst polski musi być treściwy, piękny, a jednocześnie wierny literze – lub przynajmniej duchowi – oryginału. Tłumacz musi się w takich przypadkach nagimnastykować językowo, żeby tekst był zrozumiały, gdyż nie może wykorzystać wybiegu w postaci dodania przypisów. Taką strategię stosuję przy tłumaczeniu książek popularnonaukowych, przyrodniczych czy historycznych, w których przypisy mogą pomóc wyjaśnić to, co nieprzetłumaczalne albo obce kulturowo. Wiersze muszą jednak bronić się same – mają same znaczyć, komunikować. A o tym, co nie zmieści się w przekładzie, co zachwyca tłumacza, a zarazem szczerze go zasmuca jako pominięte, można ewentualnie opowiedzieć…

Rozwiązanie, które przyniosło mi sporo satysfakcji, to pomysł na oddanie języka mówionego niektórych postaci z cyklu Księga ludzi samotnych, na przykład Chinki czy Bośniaka, posługujących się włoskim z pewnymi błędami. Zdarzyło mi się uczyć języka polskiego jako obcego i widziałam specyficzne trudności z różnymi dźwiękami, w zależności od tego, z jakiego kręgu językowego pochodzi uczeń. Udało mi się odnaleźć wskazówki dotyczące nauki polskich głosek np. przez osoby z Chin i wpleść potencjalnie prawdopodobne błędy fonetyczne w tekst. Może to drobiazg, zaledwie kilka słów, ale cieszy. Z kolei słowa w dialekcie triesteńskim z jednego z wierszy („Biec z zamkniętymi oczami…”) oddałam w gwarze cieszyńskiej.

Ciekawi mnie, jak twórczość Nacciego wypada na tle współczesnej poezji włoskiej. W posłowiu pisze Pani o autorze, że „najchętniej chodzi po krańcach, obrzeżach, marginesach” – i dotyczy to nie tylko jego realnych wędrówek, ale też tych literackich. Czy oznacza to, że mamy do czynienia z twórcą osobnym, wytyczającym sobie szlak z dala od głównego nurtu rodzimego kręgu językowego? A może przeciwnie – porusza tematy znajdujące się w centrum współczesnych debat (także we Włoszech), takie jak polikryzys, wojny, uchodźstwo, postkolonializm?

Luigi Nacci zdecydowanie jest twórcą osobnym, jego skłonność do wędrowania poza głównymi szlakami dotyczy także działalności literackiej. Teksty prozatorskie tego autora łączą cechy reportażu, eseju, dziennika i prozy poetyckiej, a wydana w 2024 roku powieść Dziesięć kroków pożegnania może być określona jako autobiografia, poemat prozą albo list miłosny. Również w poezji Luigi nieustannie szuka drogi. Zmienia stylistykę, posługuje się to dłuższymi, to bardziej zwięzłymi wersami, kompozycjami uporządkowanymi pod względem formy lub luźnymi, po reportersku opisującymi rzeczywistość albo bardziej metafizycznymi; stosuje znaki interpunkcyjne bądź je pomija itd. W jego tomach pojawiały się ponadto grafiki, a recytacje łączył z performensem, wykorzystując podczas prezentacji wierszy elementy sztuk wizualnych czy muzykę. Ekspresyjny sposób prezentowania tekstów na żywo doceniła publiczność włoskich slamów poetyckich, a wysoki poziom artystyczny tomów spodobał się krytykom oraz jurorom konkursów literackich.

Trudnym czy wręcz niemożliwym zadaniem byłoby przyporządkowanie go do jednego nurtu literatury. Wynika to także z różnorodności źródeł, z jakich czerpie inspiracje; w jego tekstach można znaleźć nawiązania do włoskich klasyków – Dantego czy Leopardiego, ale też poetów chorwackich, jak Slavko Mihalić, czy ważnych dla niego pisarzy czy filozofów „jego” pogranicza: Carla Michelstaedtera i Scipia Slatapera.

Odrębność twórczości Nacciego wynika z zamiłowania do wędrówek, zwłaszcza poza centrum, po obrzeżach miast i krajów, tam, gdzie może poznać postaci wiele mówiące o stanie świata – dlatego, że mówiące szczerze, a często niesłyszane w medialnym szumie.

Odrębność twórczości Nacciego wynika z zamiłowania do wędrówek, zwłaszcza poza centrum, po obrzeżach miast i krajów, tam, gdzie może poznać postaci wiele mówiące o stanie świata – dlatego, że mówiące szczerze, a często niesłyszane w medialnym szumie. Zdarza mu się spotkać ze zdziwieniem czy niemal wyrzutem innych pisarzy, którzy pytają, jak znajduje czas na twórczość literacką, skoro tak wiele poświęca go chodzeniu. A przecież wędrówka jest przestrzenią życia dla poezji: wystarczy wspomnieć metrum odmierzane właśnie stopami w poezji antycznej czy średniowiecznych trubadurów noszących po Europie pieśni i poematy. O tym, że chodzenie pomaga porządkować myśli, wiedzieli już starożytni filozofowie, którzy rozmawiali, przechadzając się, czy Karol Darwin, który do wielu odkrywczych przekonań doszedł, spacerując w pobliżu swojego domu.

O tematach budzących gorące dyskusje, tak we Włoszech, jak innych częściach Europy, pisze Luigi wtedy, gdy spotyka ludzi wnoszących do danej kwestii osobisty przekaz, indywidualne doświadczenie. Ta wtórność poezji jest kluczowa dla jej autentyczności: autor nie pisze, by np. składać deklarację sprzeciwu wobec wojny, ale chodzi po pograniczach, spędza czas z weteranami wojny na Bałkanach, zabiera młodzież na lekcje poza miastem, ucząc przy okazji rozmowy i pokojowego rozwiązywania konfliktów, a później niekiedy to opisuje.

Co według Pani poezja Luigiego Nacciego może dać polskim odbiorczyniom i odbiorcom? Jakie luki w naszym krajobrazie literackim ma szansę wypełnić?

W Polsce ukazują się zbiory wierszy włoskich twórców starszego pokolenia albo klasyków. W ostatnich latach przekładanych jest z włoskiego coraz więcej powieści młodszych pisarzy, ale współcześni poeci z tego kraju są polskim czytelnikom, poza nielicznymi wyjątkami, praktycznie nieznani.

Jak przechodzi światło prezentuje poezję współczesną wychodzącą poza schematy, łączącą różne tradycje i gatunki, a także różnorodną tematycznie. Myślę, że szczególnie interesujące mogą być dla polskich czytelników poetyckie reportaże i zapadające w pamięć portrety (z części III zbioru – Po stronie kruchych), a także literatura drogi w formie poezji (z części IV – Co się ze mną stanie tam za granicami). Nacci przekazuje czytelnikom w zwięzłej formie wierszy esencję dzieł znanych w Polsce pisarzy i wędrowców, takich jak Patrick Leigh Fermor, Rebecca Solnit, Barry Lopez, Bruce Chatwin czy Robert Walser, łącząc ją z własnym doświadczeniem podróży po krańcach Europy. Z kolei jego wcześniejsze utwory mogą przypomnieć, jak bardzo poezja potrafi poruszać (czego przykładem są choćby osobiste wiersze z cyklu To, co powiemy czy nawiązujący do tematyki wojny Poemat człowieczy). Natomiast imponujący ze względu na rozbudowaną warstwę brzmieniową „poemat odczłowieczony” ukazuje wirtuozerskie możliwości języka: dzięki dwujęzycznemu wydaniu serii Europejskiego Poety Wolności czytelnicy mogą zerknąć na tekst oryginalny, i nawet jeśli nie znają języka włoskiego, mają szansę zobaczyć, jakie rzeczy mogą dziać się w poezji…

Luigi Nacci zawiera w swojej twórczości przekaz, że wędrując, stajemy się wolni. Wychodzenie z zamknięcia, z lęku, poza znane schematy i przestrzenie, zmusza do przezwyciężenia własnych ograniczeń i oporu wobec zmian, wyzbycia się niepokoju o przyszłość oraz blokad z przeszłości.

I na zakończenie: jak zdefiniowałaby Pani wolność – pojęcie kluczowe dla gdańskiej nagrody? Czym – w świetle wierszy – jest ona dla wybranego przez Panią poety, a czym dla Pani osobiście?

Luigi Nacci zawiera w swojej twórczości przekaz, że wędrując, stajemy się wolni. Wychodzenie z zamknięcia, z lęku, poza znane schematy i przestrzenie, zmusza do przezwyciężenia własnych ograniczeń i oporu wobec zmian, wyzbycia się niepokoju o przyszłość oraz blokad z przeszłości. Sprawia, że można stać się „tylko” i „aż” sobą, odrzucić maski i pancerze ochronne, nauczyć się patrzeć na innych z większą otwartością, zaufaniem, szacunkiem, ciekawością, odkryć nowe ścieżki myślowe. Nie chodzi przy tym o ucieczkę od czegoś, odrzucanie norm, ograniczeń kulturowych czy obyczajowych dla uzyskania czegoś dla siebie i wzmocnienia własnej pozycji, ale o odwagę wybierania własnej drogi, o wychodzenie do innych po to, by dzielić się swoją wolnością, by dostrzegając kruchość świata, poczuć się za niego odpowiedzialnym, stanąć po stronie słabszych, bezbronnych, wrażliwych. Poeta pisze: „Módl się za drobiazgi/ Za wyschnięte rzeki/ Za drogi pogrzebane pod błotem/ Za ludzi w ruinie/ Wyobrażaj sobie nowe życia/ Trwaj w zadziwieniu”.

Dla mnie człowiek wolny to ktoś, kto żyje w zgodzie ze sobą, swoim sercem i sumieniem, niezależnie od okoliczności; ktoś, kto nie działa powodowany lękiem, ale miłością, najogólniej pojętą; wolni są według mnie ci, którzy, jak pisał Czesław Miłosz, potrafią być „uważni na to, co jest chociaż mija/ I w każdej chwili wdzięczni, świętujący wszelkie istnienie”.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00