Rozmowa

Mirosław Wyrzykowski: To nie kryzys, to wojna

Mechanizmy zapobiegające łamaniu konstytucji – między innymi Trybunał Konstytucyjny – są jak zamek w drzwiach. Zamek służy zabezpieczeniu mieszkania. Ale żona mówi mężowi: to dosyć kiepska dzielnica, załóżmy drugi zamek. Ślusarz mówi: ja bym dodał jeszcze jeden. To może i czwarty? Piąty? Ile ich ma być? Dwadzieścia?
obraz MICHAŁ CYGAN, Peron drugi

Trochę się boję tego wywiadu. Mam charakterystyczny dla kobiet syndrom oszusta: wydaje mi się, że jestem na niewłaściwym miejscu i ktoś inny lepiej zrobiłby wywiad z profesorem Wyrzykowskim.

No cóż, kobiety mają niestety tego pecha, że rzadziej traktuje się je z należytą powagą. Mnie z tego błędu wyleczyły skutecznie profesorki Monika Płatek i Hanna Machińska. I dzięki nim nigdy nie przyszłoby mi już na myśl na przykład organizowanie seminarium czy konferencji bez uwzględnienia parytetu płci. A to oznacza, że każdego z nas można ukształtować – chociaż pewnie różnymi metodami. A co do syndromu oszusta, czyli impostora… Mnie też przez większość życia wydawało się, że jestem tylko chłopcem do podawania piłek na korcie. I bardzo się pewnego dnia zdziwiłem, gdy się zorientowałem, że czasami to ja serwuję.

Mirosław Wyrzykowski

(ur. 1950),doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny UW.Były dziekan Wydziału Prawa i Administracji UW i były przewodniczący Komitetu Nauk Prawnych PAN. Sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku. Promotor m.in. doktoratu Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara.

A ja przyszłam, żeby mi pan wyjaśnił zasady tego tenisa, w którego pan gra. Zacznijmy od pytania, co to jest prawo.

Oj, poczułem się jak na kolokwium… No więc prawo to regulacja pewnego rodzaju zachowań. Prawem są na przykład zasady, które regulują przechodzenie przez przejście dla pieszych. Zielone światło oznacza, że może pani przejść, czerwone nakazuje pani stać. Mamy więc określone uprawnienie – przejście przez jezdnię – ale nie ma ono charakteru bezwzględnego, jest uregulowane. Co nie znaczy, że nie musi pani uważać; w końcu zawsze można trafić na pirata drogowego. Nawet więc stosując się do prawa, możemy doznać uszczerbku. Dlatego, żeby wymusić stosowanie się do prawa jak największej liczby osób, należy dodać do tego sankcje. Na przykład musi istnieć policja, która wlepi nam mandat, kiedy wejdziemy na jezdnię na czerwonym.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Ale powiedzmy, że pan ma zasady regulujące zachowanie w pańskim domu. Na przykład „Nie wolno siadać na kanapie”. I może są też sankcje – za to, że na niej usiadłam, wyrzuci mnie pan z domu. Czym się różni taka zasada od prawa?

Reguła dotycząca przejścia dla pieszych ma to do siebie, że jest regułą powszechnie znaną, ogłoszoną, przyjętą w prawidłowym trybie i podaną do wiadomości publicznej. I ze względu na swą racjonalność weszła do repertuaru zachowań rozumnego człowieka.

Prawo musi więc być racjonalne?

Musi być uzasadnione. Przychodząc do mnie i siadając na kanapie, zachowuje się pani w sposób zupełnie racjonalny, oczywisty, uzasadniony i prawidłowy. Gdy przychodzimy do czyjegoś domu i kanapy nie otacza czerwona taśma z napisem „wstęp wzbroniony”, to najnaturalniejszym i zupełnie racjonalnym zachowaniem jest usiąść na niej, a nie – na przykład – na szafce kuchennej. I pani to właśnie zrobiła.

Czyli prawo po prostu opisuje racjonalne zachowania?

Jeśli tworzymy prawo, to chcemy też zmieniać zachowanie ludzi – oczywiście nie całkiem, ale w rozsądnych granicach. Prawo może bowiem poszerzać wolność albo ją ograniczać. A żadna wolność, z wyjątkiem wolności od tortur – bo ludzkość zgodnie przestała godzić się na ich stosowanie – nie ma charakteru absolutnego. No i pamiętajmy, że aby wszystko było w należytym porządku, musimy uznać, że ten, kto reguluje nasze zachowania, ma do tego prawo.

A skąd się to prawo bierze?

Na przykład z umowy społecznej. Umawiamy się jako społeczeństwo, że określony podmiot, w określonych warunkach i przy zastosowaniu określonych reguł, będzie uprawniony do regulowania naszego życia.

Ale ja się z nikim nie umawiałam na to zielone światło.

Ależ umówiła się pani. Umówiła się pani ze wszystkimi, którzy korzystają z ruchu drogowego, że ograniczy pani swoją absolutną, wręcz głupio egoistyczną wolność, żeby na ulicy było bezpieczniej.

Czyli skoro nie wbiegam na jezdnię na czerwonym, wykrzykując hasła przeciw straży miejskiej, to znaczy, że się implicite zgodziłam?

Tak. Bo wie pani, że jak wbiegnie na jezdnię, to narazi innych na kłopoty. Racjonalność współżycia po prostu wymaga wspólnego zastosowania się do tej reguły.

No dobrze, godzę się – ale właściwie dlaczego? Czy, jak u Hobbesa, z egoizmu? Przekazuję suwerenowi swoje prawa, bo dzięki temu moje życie nie jest „samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie”, a takie by …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Wywiad ukazał się w kwietniowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (4/2021) pod tytułem Psychoterapia konstytucyjna.

FreshMail.pl