Opowiadanie

Kugelhopf

  • autor
  • Liliana Hermetz

Przez szczelne okiennice sypialni nie przedostaje się nawet najmniejszy promyk światła. Sen ma być mocny i niezakłócony. Dawniej Irène otwierała okiennice, kiedy wstawała, a sypialnię zalewało światło i stawała się jasność. Noc oddzielała się od dnia. Irène patrzyła wtedy na niebo, na swój ogród i na ruchliwą ulicę bogatego przedmieścia. Przez długi czas po drugiej stronie ulicy znajdowała się restauracja, w której Irène i cała jej rodzina przepracowali wiele lat. 

Dziś przedmieście połączono z centrum Strasburga nowoczesnym tramwajem.

W tamtych czasach prawie każdy poranek Irène zaczynała od porannej toalety w łazience z podgrzewaną podłogą. Irène lubi ciepło. (A raczej: Irène nie lubi zimna). Poprawiała kok upinany raz w tygodniu przez tę samą, od lat przychodzącą fryzjerkę. Schodziła wolno do kuchni, witała się z psami, wygładzała im derki. Mówiła do nich coś, co było zapewne czułe, choć tak nie brzmiało, ale to wina alzackiego dialektu. Potem piła kawę z mlekiem i dużą ilością cukru, jadła kromkę puszystego, białego chleba, grubo posmarowaną masłem. (croissantów nie jadała nigdy). Nie zastępowała chleba niczym innym i miała ku temu powody.

darowizna na rzecz fundacji pismo

Wkładała na nos okulary i z parapetu okna brała gazetę codzienną z wielkim turkusowym tytułem „DNA”, czyli „Les Dernières Nouvelles d’Alsace”. Czytała strony wkładki, które były po niemiecku. Po stronach francuskich jej wzrok się tylko prześlizgiwał. Od czasu do czasu patrzyła na wiszący na ścianie zegar, zrobiony z wielkiej, mosiężnej patelni – jeden z wielu elementów wystroju wnętrza zdradzających restauratorską profesję domowników. Przed wyjściem sprzątała jeszcze stół, zbierając prawą dłonią do lewej okruszki po chlebie, wygładzała kolorowy obrus (prezent z Polski). Sprawdzała, czy psy mają pełne miski i świeżą wodę, głaskała je i wypuszczała do ogrodu. Żegnała się z nimi i, stukając po płytkach chodnika obcasami czółenek, szła do restauracji. 

Joh!Joh! – mówiła jeszcze do psów, co w tym twardym języku znaczy wiele rzeczy, na przykład: dajcie spokój, przecież jestem niedaleko i przyjdę do was niedługo. Nie rozpaczajcie tak.

Teraz w domu jest tylko jeden pies, Irène przygarnęła go niedawno, po śmierci klienta i przyjaciela rodziny. Choć po odejściu tamtych mówiła, że nigdy więcej.

 


tej nocy było jej zimno.Mówiła przez sen i – gdyby dało się zrozumieć te dźwięki – byłaby z tego taka mniej więcej opowieść:

Zimno strasznie. Cały czas mi zimno. Słyszę, jak zęby mi dzwonią. Ludzi dużo, ale cieplej ubrani. Więcej mężczyzn niż kobiet. Nie widzę takich młodych jak ja. Słyszę szept kobiety w czarnej, futrzanej czapce: – Dlaczego ci matka nie dała porządnego palta? Chodź tu bliżej, w kupie cieplej. Nie bądź głupia. Zagrzejesz się. Jak się tu w ogóle znalazłaś? Powinnaś siedzieć u mamy za pazuchą jeszcze, jesteś za młoda. Nie masz matki ni ojca? Miastowa? Ile ty masz lat? Wiesz, gdzie jedziemy? Daleko nie zajedziesz z takim milczeniem. Umiesz mówić? Rób, jak chcesz. Chciałam pomóc. – I patrzy na moje długie warkocze.

Znowu stoimy, nie wiem dlaczego. Długo stoimy, długo. Jak się otwarły drzwi, tylko śnieg pada. Na polach i na drzewach w lesie tylko śnieg. Taki ciężki, mokry. Gałęzie uginają się od jego ciężaru. Domów nie widać. Zamykają nas. I na jeden raz znów jedziemy. Jest mi trochę cieplej. Robię się senna. Zasypiam w swoim kącie. Ale chce mi się sikać. Nie wiem, gdzie się tu idzie. Nie wiem, kogo spytać.

– Przepraszam, czy pani wie gdzie tu… Gdzie dla dziewcząt… Dla kobiet? Mam szesnaście. Piętnaście, bo dopiero w listopadzie… …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl