Wersja audio

Rysunek Anna Głąbicka
W trudnych chwilach, gdy czuję się przytłoczona otaczającą rzeczywistością, szukam pocieszenia w opowieściach, przy których to, z czym się mierzę, wydaje się być jedynie zwykłą błahostką. Włączam wtedy jedną z moich ulubionych włoskich oper i przez wiele godzin, w przejęciu, słucham o tragicznym losie jej bohaterów. Nabieram wtedy potrzebnego dystansu do własnych emocji.
Muzyka towarzyszy mi także przy pracy. Oprócz operowych arii są to głównie ballady, w których na pierwszym planie słychać pełen emocji kobiecy wokal. Z apteczki wyciągam więc utwory z dyskografii Beyoncé i Rokii Traoré. Dzięki temu udaje mi się odsunąć paraliżujące myśli, które często nachodzą mnie w trakcie malowania. Gdy skupiam się na głosie, który mnie prowadzi, czuję, że stać mnie na odwagę. Wtedy podejmuję ryzykowne decyzje dotyczące tego, jakie barwy ze sobą zmieszać. I akceptuję to, że obraz nie musi wyglądać tak, jak początkowo zaplanowałam.
Odwagę potrzebną w byciu artystką przez lata czerpałam też z książek. Jako nastolatka czytałam głównie dzieła europejskich klasyków. I choć fascynowało mnie życie pani Bovary, nie byłam w stanie się z nią utożsamić. Dopiero dzięki lekturze takich książek, jak Umiłowana Toni Morrison, The Salt Eaters Toni Cade Bambary czy In Search of Our Mother’s Gardens Alice Walker mogłam odnaleźć się w doświadczeniach protagonistek, z którymi łączyła mnie nie tylko płeć, ale i kolor skóry. Zgłębiając kolejne teksty czarnych autorek i autorów, uświadomiłam sobie złożoność oraz cały ciężar historii związanej z kolonializmem i dyskryminacją rasową, która w dalszym ciągu dotyka osoby takie jak ja, niezależnie od szerokości geograficznej. To właśnie na przykładzie książek zrozumiałam jak ważna jest reprezentacja. A jej brak w sztuce, którą dotychczas znałam, zaczął mi coraz mocniej doskwierać.
Wielu moich rówieśników-artystów czuło podobnie. Skoro widzieliśmy siebie nawzajem i mijaliśmy na ulicach ludzi takich jak my, to dlaczego prac czarnych artystów nie dało się zobaczyć w żadnej większej brytyjskiej galerii ani muzeum? Byliśmy sfrustrowani, chcieliśmy coś z tym zrobić. Dlatego postanowiliśmy działać razem [Himid była członkinią założonego w 1982 roku British Black Arts Movement – radykalnego ruchu artystycznego w Wielkiej Brytanii, który skupiał twórców i twórczynie imigranckiego pochodzenia – przyp. red.]. Jedna z naszych strategii polegała na prezentowaniu prac w przestrzeniach, które do tej pory nie kojarzyły się ze sztuką: szkołach, bibliotekach, kościołach czy zwykłych mieszkaniach. Dziś nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale w latach 80. była to niecodzienna praktyka.
Choć zorganizowaliśmy kilka wystaw zbiorowych, zmiana wciąż nie nadchodziła. Byłam młoda i naiwna, licząc, że tyle wystarczy, by nasza sztuka zaistniała w głównym nurcie. Musiały upłynąć jeszcze dwie dekady, żebyśmy zostali zauważeni. Duża w tym zasługa kuratorów i galerzystów, którzy dorastali w okresie, gdy my zaczynaliśmy tworzyć. Świat tych osób różnił się drastycznie od tego, w jakim żyli ich rodzice. I podobnie jak my nie chciały one oglądać w muzeach tych samych obrazów autorstwa białych malarzy, które wisiały tam już 100 lat wcześniej. To właśnie ci kuratorzy nas odnaleźli, bo choć nie interesowały się nami media i skostniałe instytucje kultury, wciąż tworzyliśmy sztukę.
Dziś wychodzę z założenia, że celem artystów, którzy chcą być zaangażowani społecznie, oprócz wywierania presji na system, jest dawanie ludziom przestrzeni do namysłu. W ten sposób też możemy zmieniać opowieść o świecie. Dlatego jeden z moich ostatnich obrazów przedstawia Amfitrytę – nie jako grecką boginię u boku Posejdona, lecz afrykańską kobietę w tradycyjnym stroju, matronkę uciekinierów i pojmanych Afrykanów. Jej zadaniem jest chronić uchodźców przeprawiających się przez wodę, dodawać odwagi tym, u których myśl o morzu budzi niepewność i lęk. Jeśli choć jedna osoba odnajdzie w takim wyobrażeniu morskiej nimfy coś dla siebie – niech to będzie choćby kolor skóry – to znaczy, że mi się udało.
Rozmawiał i przełożył Mateusz Roesler
Masz przed sobą otwartą treść, którą udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Jeśli nie masz prenumeraty lub dostępu online – zarejestruj się i wykup dostęp.