Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Apteczka

Natalia Czarkowska. Apteczka ukryta w regale

Sypialnia. Na środku pokoju widać dwuosobowe duże łóżko i dwie nocne lampki, ustawione po jego obu stronach. Na łóżku, zwinięty w kłębek, śpi kot, a pod kołdrą, ubrana w piżamę, siedzi młoda kobieta. Szykuje się do snu, powoli odkłada trzymaną w prawej ręce książkę, gdy nagle spostrzega, że jej partner zabiera się za sprzątanie sporej liczby książek z podłogi w drugiej części pomieszczenia. – Nie ruszaj ich! – woła błagalnie i wyciąga do niego lewą rękę. – Ta sterta to moje emocjonalne książki wsparcia!

To opis obrazka, który zobaczyłam kilka dni temu w sieci. Od razu wysłałam go kilku najbliższym znajomym i mojej młodszej siostrze. Przecież ta kobieta w łóżku to ja!

Rysuję na marginesach, robię notatki w powieściach, jak kiedyś w podręcznikach szkolnych. Wtedy czuję, że są już tylko moje.

Podstawą mojej domowej apteczki pierwszej pomocy zawsze były książki. W moim mieszkaniu to właśnie książki – tak jak w innych domach rośliny – odpowiadają za fotosyntezę i produkcję tlenu. Bez nich trudno byłoby mi oddychać. Moje łóżko w sypialni wygląda, jakby było wbudowane w regał z książkami. Otoczone jest nim z trzech stron – z prawej, z lewej i od góry. Jeśli kiedyś z powodu zmian klimatu zaczną się w Polsce trzęsienia ziemi, grozi mi zawalenie książkami. Uwielbiam po nich pisać i zaznaczać w nich ołówkiem, piórem albo kolorowym markerem ulubione fragmenty i cytaty.

Kissing does not make babies – neither does it make ladies poucza babcia, swoją siedemnastoletnią wnuczkę Grandy, główną bohaterkę wydanego pośmiertnie opowiadania Trumana Capote’a Letnia przeprawa, którego akcja rozgrywa się w 1945 roku w Nowym Jorku. Kiedyś chciałam zaprojektować T-shirt z tym zdaniem.

Rysuję na marginesach, robię notatki w powieściach, jak kiedyś w podręcznikach szkolnych. Wtedy czuję, że są już tylko moje. Reportaż Depesze Michaela Herra o wojnie w Wietnamie jest w środku cały zielony i pełen wykrzykników. Najlepsze akapity w książkach znajduję na pamięć, „po dotyku”, oceniając ich odległość od innych ważnych fragmentów. Dlatego kiedy już komuś pożyczam książkę, to tylko bliskiej osobie. Popisana książka to rzecz intymna, bo dowiadujesz się z niej, co ktoś myśli i co jest dla niego naprawdę ważne, skoro podkreślił to już trzy razy długopisem. Jeszcze na studiach kupiłam sobie raz nową książkę w księgarni tylko dlatego, że ktoś zapisał swoimi uwagami cały pierwszy rozdział.

Za jedną z najważniejszych pozycji w mojej apteczce uważam biografię Talleyrand, czyli niezrozumiały sfinks autorstwa Jeana Orieux, przełożoną na polski przez Barbarę Janicką i wydaną przez Państwowy Instytut Wydawniczy w 1989 roku. Historia Talleyranda, arystokraty, księcia, biskupa, dyplomaty i ministra spraw zagranicznych Francji za czasów Napoleona jest ciekawsza i barwniejsza niż niejedna powieść, a przy tym napisana w szalenie zabawny i wciągający sposób. W przeciwieństwie do wielu innych książek poświęconych tej postaci ukazuje go w rozbudowanej palecie różnych odcieni szarości, nigdy go nie wybielając ani nie oczerniając. Uczy krytycznego spojrzenia na historię i zachęca do analizowania jej z różnych stron. Książka ta jest ze mną już od gimnazjum i na wszelki wypadek mam ją w dwóch kopiach.

Oprócz książek na moich półkach można znaleźć miniwystawki z ważnych dla mnie przedmiotów: pocztówek i zdjęć od bliskich, ulubionych filmów na dvd, kartek przywiezionych z podróży. Jedna z nich jest wyjątkowa. To kartka z reprodukcją obrazu żydowskiego malarza rosyjskiego pochodzenia, Chaima Soutine’a, pt. Le Petit Pâtissier (Mały cukiernik) z 1927 roku. Soutine namalował go w Paryżu, do którego przyjechał jako młody, biedny emigrant z wielkimi marzeniami. Mały cukiernik stoi wyprostowany w białym, eleganckim uniformie. Na głowie ma kucharską czapkę, dłonie trzyma na biodrach. Za nim jest ciemne, głębokie, granatowe tło. Usta ma zaciśnięte, policzki i uszy czerwone, jego oczy są smutne, trochę przestraszone, ale nie odwraca wzroku. Patrzy prosto przed siebie. Kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy w galerii Courtauld w Londynie, nie mogłam uwierzyć, że ponad dziewięćdziesiąt lat temu komuś udało się uchwycić i namalować to, jak ja się czułam tego dnia. Spędziliśmy razem prawie godzinę. Wychodząc, w sklepiku muzealnym kupiłam jego kartkę i od tego czasu cukiernik jest częścią mojej apteczki.

Uwielbiam podróżować, pakować rzeczy do walizki, sprawdzać w torebce, czy na pewno mam paszport i wydrukowany bilet, pędzić taksówką na lotnisko, i kocham ten moment, kiedy koła samolotu odrywają się od pasa startowego, a ja już wiem, że lecę. Nie mogę się doczekać, kiedy znowu gdzieś wyruszę. Na szczęście biorę suplementy, które pozwalają mi szybko i bezpiecznie przenieść się daleko stąd. Od lat, oprócz robienia zdjęć telefonem, nagrywam swoje podróże. Mam dzięki temu całkiem pokaźny folder zapisanych wspomnień dźwiękowych . Kiedy tylko chcę wrócić gdzieś, gdzie już byłam, otwieram folder, wybieram na przykład plik Puszcza – i przenoszę się do Białowieży. Spaceruję po lesie, słyszę, jak szeleszczą liście pod moimi stopami, jak gdzieś w oddali śpiewają ptaki i jak moja kurtka ociera się o mokre gałęzie. Robię pauzę, zmieniam na U-Bahn – U2 i jestem w Berlinie. Jadę metrem z przyjacielem, a obok nas pan gra na akordeonie. Słyszę, jak rozmawiamy, jak mijamy się z innym wagonikiem metra, który dopiero się rozpędza, a z głośników kobiecy głos informuje nas, że zaraz wjedziemy na kolejną stację. Nagranie się kończy, a ja klikam jeszcze w New Recording 22 (nie wszystkie pliki są podpisane) i już robię zakupy w małym, ciasnym sklepiku, pełnym pamiątek dla turystów w bocznej uliczce Chinatown w San Francisco. Ze sklepowych głośników leci w kółko ta sama chińska piosenka, a obok mnie pracownicy rozpakowują papierowe kartony, wyciągają z nich towar i dyskutują ze sobą po mandaryńsku. Pod koniec nagrania piosenka się kończy, w sklepie robi się cicho i ostatnią rzeczą, jaką słyszę, jest dźwięk uruchamianego samochodu na ulicy. Otwieram oczy – jestem w sypialni i patrzę na swój regał z książkami.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00