Wersja audio
Czy w tym zalewie nowości da się wyodrębnić pewne wyraźne trendy estetyczne albo tematyczne? Można wskazać przynajmniej dwa. Pierwszy to zafascynowanie kostiumem historycznym, zwłaszcza tym z historii najnowszej. Twórcy w poszukiwaniu tematu – ale też nastroju, estetyki, atrakcyjnego świata przedstawionego – sięgają po lata 90. ( Wielka woda, Heweliusz, Niebo, Rojst ’97) i 80. ( Projekt UFO), epokę Edwarda Gierka ( Brokat, Ołowiane dzieci), po Polskę gomułkowską ( Czarna śmierć) i międzywojnie ( Breslau, Król, Piekło kobiet). Ale też po Rzeczpospolitą szlachecką w jej srebrnym wieku – jak w 1670. Ostatnie pięć lat to także nieustanne próby zaproponowania widzom jakościowej produkcji gatunkowej. Choć twórcy najczęściej sięgają po różne odmiany telewizyjnej sensacji, mamy do czynienia także z wyjątkowym renesansem polskiego serialu komediowego.
Fenomen 1670
Ten ostatni gatunek reprezentuje tytuł, który stanowi największy fenomen ostatnich pięciu lat z hakiem – 1670(2023–2025). Produkcja Netflixa to w zasadzie jedyny serial, który przebił się ze swoimi postaciami, motywami i dialogami do potocznego języka Polaków. Memy z Bartłomiejem Topą jako Janem Pawłem Adamczewskim pojawiają się przy okazji kpin z „Januszy biznesu”, polityków i ich żenujących kłótni, a nawet przy okazji zmiany czasu. Wiele wskazuje na to, że serial ze scenariuszem Jakuba Rużyłły, wyreżyserowany przez Macieja Buchwalda i Kordiana Kądzielę ma szansę dołączyć do grona „polskich komedii narodowych”, takich jak Rejs(1970), Miś (1981), Seksmisja(1983) czy Dzień świra(2002), które dostarczają Polakom kodów kulturowych wykorzystywanych w codziennej komunikacji.
Komedia 1670, osadzona w czasach panowania Michała Korybuta-Wiśniowieckiego, spotkała się z żywym odzewem współczesnej publiczności, która w ubranych w kontusze, delie i żupany bohaterach zobaczyła satyryczne portrety otaczających ją na co dzień typów ludzkich. Jan Paweł Adamczewski równie dobrze co sarmatą sprzed 350 lat mógłby być właścicielem drobnego biznesu, który konieczność płacenia pracownikom pensji minimalnej – nie mówiąc o chorobowym – traktuje jako osobistą obrazę i prześladowanie ze strony państwa. Albo menadżerem średniego szczebla w prowincjonalnym oddziale wielkiej korporacji, który, choć już awansował powyżej swoich kompetencji, nie przestaje widzieć się w przyszłości na czele globalnego koncernu – tak jak Jan Paweł fantazjuje o królewskiej koronie i o tym, że zostanie kiedyś „…
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Dostęp do tego materiału mógłby kosztować 14,99 zł. My w tej cenie dajemy Ci miesięczną subskrypcję wszystkich naszych treści. Wypróbuj, możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Esej ukazał się w lipcowym numerze „Pisma” (7/2026) pod tytułem Wielki skok w przesyt.