Wersja audio
Co najmniej od dwudziestolecia międzywojennego, kiedy stała się lekturą szkolną, Lalkaprzestała należeć do Bolesława Prusa. Przepisywały ją szkoła, kino, radio, krytyka literacka, internet i kolejne pokolenia czytelników. Wokulski bywa romantykiem, pozytywistą, ofiarą miłości, przedsiębiorcą, creepem i memem; Izabela – pustą lalką, zimną kokietką albo kobietą całkiem zasadnie przerażoną wizją małżeństwa dla pieniędzy. Im dłużej ta powieść żyje, tym mniej daje się zamknąć w swoich XIX-wiecznych dekoracjach. Dlatego najbardziej interesuje mnie dziś nie to, co Prus chciał powiedzieć, lecz to, co Lalkapozwala nam zobaczyć, kiedy przykładamy do niej własne, współczesne lęki, pożądania, języki i obsesje.
Wokulski nie przypomina aktorów wcielających się w jego postać w ekranizacjach Lalki. Nie wygląda jak Jerzy Kamas ani jak Mariusz Dmochowski. Nie jest podobny do Marcina Dorocińskiego i niewiele ma wspólnego z Tomaszem Schuchardtem. Mam swojego Wokulskiego, pierwszą miłość, pierwszy wzór – nie tylko erotyczny, ale też emocjonalny, zbudowany z lektury szkolnej. Dość wstydliwy, bo zidentyfikowany dużo później. Bohater milczący, godzien zaufania, niezawodny. Odróżniający się od innych szorstkością, ale też szczerością. Małomówny i nieskłonny do zwierzeń – bardzo mnie to pociągało, bo nie tylko tworzyło aurę tajemniczości i intelektualnej głębi, ale stanowiło również znakomity kontrast do niekończących się monologów moich kolegów o tym, co pili, co piją i co będą pić.
Lalkabyła lekturą w trzeciej klasie liceum, a więc zbiegała się z odbieraniem dowodów osobistych i pokonywaniem ostatnich trudności w zakupie alkoholu. W mojej szkole piwo uchodziło za delikatny i kosztowny trunek, większość żłopała jabole i wódę, często na przerwach – to wspomnienia z liceum w mieście średniej wielkości. Sceny salonowe, które czytałam, wymagały dużej wyobraźni, niektóre dylematy – jak to, czy na proszony obiad do Łęckich Wokulski powinien założyć surdut czy frak – budziły kompletne niezrozumienie.
Stach – choć jako nastolatka nigdy nie myślałam o nim, używając imienia – był wierny wyobrażeniu Izabeli, na niej skupiony, próbował ją uwieść i zdobyć. Ta myśl bardziej chyba niż sama postać wywoływała pierwsze impulsy pożądania, bo nie mieściła się w przestrzeni doświadczenia, w …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Wypróbuj subskrypcję „Pisma”. Rezygnujesz, kiedy chcesz.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc
