Esej

Rzucanie palenia to piękna męka

Rzucanie jest upokarzające. Nie chodzi nawet o to, że się 
człowiek ślini i kaszle. Albo że zaczyna sobie zdawać sprawę, jak bardzo nie panuje nad swoimi zachowaniami. Chodzi przede wszystkim o to, że rzucanie jest okropnie brzydkie.
rysunki Marysia Machulska

Przepłukuję twarz zimną wodą, spoglądam sobie głęboko w oczy i wracam do biurka. Jeden mail, drugi, trzeci, kolejne punkty z listy. Krótkie, niewymagające skupienia zadania są łatwe, nawet pomagają. Najlepsze byłoby skręcanie długopisów albo sortowanie śrubek. Wystarczy jednak chwila przestoju i już wraca stres, przyspieszone tętno, swędzenie dziąseł, rozkojarzenie. A przede wszystkim myśl: „Gdzie moja nagroda?!”. To małe honorarium za równie małe osiągnięcie, które sprawia, że żmudna codzienność staje się znośna; niewielki wystrzał endorfin, w sam raz, żeby dociągnąć do kolejnego wystrzału. Gdzie on jest?!

W sklepie. Sklep jest sto metrów od domu, dwie minuty żwawym krokiem. Proszę, kartą, dziękuję. Już wciągam buty, kurtkę, już naciskam klamkę. Stop. Sięgam do kieszeni. Mała szara tabletka nie wygląda, jakby miała pomóc. Robię kawę, wychodzę na balkon, patrzę na sąsiadów, tak jak zwykle patrzyłem, popijam kawę, tak jak zwykle popijałem, ale tym razem zaciągam się głęboko aromatem, bo od rana mocniej czuję zapachy. Raczej bez sensu to wychodzenie na balkon, ale to tam zawsze dostawałem nagrodę. Stoję jeszcze przez chwilę jak kołek, czekam. Nie palę od czterdziestu sześciu godzin.

 


Niektórzy medytują,ćwiczą jogę, biegają, pływają, jeżdżą na rowerze, inni zapisują się na strzelnicę i prują do tarcz. Jedni biorą urlop, drudzy nadgodziny. Są i tacy, co obsesyjnie oglądają Netfliksa. Pomóc mogą gumy i plastry z nikotyną, które zaspokajają głód, a przy tym przekierowują odruchy manualno-oralne, czyli po prostu nawyk przykładania rozżarzonej fajki do ust. Innej manipulacji dokonują tabletki z cytyzyną – substancją, która oszukuje ciało, że jest nikotyną, tyle że nie uzależnia. Dołączona do tabletek ulotka opisuje niezwykle szczegółowy plan terapii, polegający na stopniowym zmniejszaniu przyjmowanych dawek. To właśnie ta terapia pozwala mi jako tako zapanować nad chęcią zajarania. Tabletki co prawda nie działają od razu, ale po pewnym czasie przemożne pragnienie, by się zaciągnąć, ustępuje. Pozostawiają w ustach lekko nieprzyjemne uczucie suchości. Po pewnym czasie zaczyna mi się ono kojarzyć z wystrzałem endorfin, wywoływanym przez nikotynę. Manipuluję sobą jak Pawłow psami, nie mam innego wyjścia.

Poradniki zgodnie zalecają, aby unikać kawy, alkoholu i wyjść towarzyskich – wszystkiego, co może się kojarzyć. Z alkoholem jest oczywiście najgorzej, bo nie tylko się kojarzy – zdarzają się wręcz osoby, które palą tylko wtedy, kiedy piją – ale też osłabia samokontrolę, usypia czujność. Pozwala uwierzyć, że to będzie tylko ten jeden. Ze wszystkich metod najskuteczniejsza jest silna wola, ale jak się ma silną wolę, to chyba w ogóle nie zaczyna się palić?

Kończenie najtrudniej jest zacząć. Zdecydować, że to już, że to dzisiaj, a nie jutro albo za tydzień. Że ta paczka albo jeszcze lepiej – ten papieros – będzie ostatni. Wiadomo, próbuje się od nowego roku, od najbliższych urodzin, od urlopu. Obiecywałem, że rzucę, odkąd wróciłem do palenia dwa lata temu. Nie kłamałem – wiedziałem, że znowu będę rzucał. Nie wiedziałem tylko, kiedy mi się uda. Czekałem na moment. Trudno mi nawet stwierdzić, od czego miałby zależeć. Od lepszej pogody? Przejściowego ograniczenia stresu w pracy? Moment przychodzi sam z siebie, a wtedy pomysł, żeby już więcej nie palić, przestaje być absurdalny; przeciwnie: staje się całkiem sensowny.

 


Godzina czterdziesta …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Esej ukazał się w październikowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (10/2020) pod tytułem Kaszel i żar.

FreshMail.pl