Opowiadanie

Co trzecie piętro

Ja. Ostrzegałam ją, tłumaczyłam, że nie może mnie zwolnić. Miałam za sobą wiele rozmów z dziewczynami z biblioteki, które zapewniały, że się za mną wstawią, w razie gdyby się odważyła. A ona mi na to sama, w gabinecie:

– Wiem, że się starałaś. – Robi przy tym oczy jak doselfie. Jaśnieją, stają się proszące, zakochane w małym kwadraciku, przez który na siebie patrzy. Kiedy próbuje wytłumaczyć odmowę, załagodzić konflikt, bierze na litość i urok, bo nie umie być stanowcza, wiecznie tylko kręci. A tutaj już nie ma czego łagodzić. Będzie ostro, bo zaszła za daleko. Nie kłócimy się już o to, który projekt zakładek do książek zlecić, jesteśmy na etapie końcowym. Zaraz wszystko się skończy. Ja zostanę z niczym, a ona ze wszystkim. 

Próbuję zebrać ślinę, żeby na nią napluć, ale mam sucho w ustach i nie potrafię niczego zebrać od – dzisiaj mam wrażenie – piętnastu lat. Dlatego biorę pierwszą z brzegu książkę – jest to akurat najnowszy Krajewski – i rzucam w tę idiotkę, biorę drugą i rzucam raz jeszcze. Nie zdążyłam zobaczyć tytułu, po prostu celuję. Okładka jest twarda. 

Chowa się pod biurko, więc próbuję jej dosięgnąć, odsuwam krzesło i schylam się, żeby zarzucić ostatni raz jakimś ambitnym tytułem. Do trzech razy sztuka. Nie drze się, ale być może przez drzwi słychać odgłosy przesuwanych mebli, upadających książek i drobnej szamotaniny, dlatego awaryjnie kieruję się do wyjścia, dodając przy tym: 

rysunek Gosia Kulik

– A ty się nie starałaś, bo zupełnie nie wiesz, co to znaczy.

Nie trzaskam drzwiami, żeby nie budzić podejrzeń. To koniec mojej pracy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Ustroniu.

 


ja.Wejście do klatki Aliny wygląda jak na bieda-osiedlu strzeżonym. Takim, którego nikt tak naprawdę nie strzeże. Jest jak wParku Jurajskim – wiadomo, że dinozaury i tak zrobią, co zechcą. Portier przeciera oczy i pyta, na które piętro idziemy – jakbyśmy mieli pójść tam razem. Lubię formę „my”, ale nie lubię „my” wypowiadanego w sposób podejrzliwy. Odpowiadam, że mieszkanie numer 51. Pyta też o klatkę, chociaż przecież wiem, gdzie weszłam. Sprawdzam w telefonie, bo przez jego pytania zdążyłam już zapomnieć. Cmoka, nie jest zadowolony z takiego stanu rzeczy, ale przepuszcza mnie dalej, pokazując na odręcznie sporządzonej mapce, gdzie mam wysiąść i w którą stronę się …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online