Opowiadanie

Idę nad rzekę Jordan

Ojciec zapomniał się zastrzelić.

Zbyt długo patrzyłam na ekran smartfona, próbując zrozumieć esemesa.

– Proszę natychmiast wyłączyć telefon, bo będę musiała zawołać kapitana! – stewardesa ostrzegła mnie po raz kolejny, ale dopiero teraz zrozumiałam jej słowa. Więc nie oddzwoniłam, nie odpisałam, byłam grzeczną dziewczynką, wystartowaliśmy o czasie.

Ojciec. Zapomniał się zastrzelić.

Lot trwał niecałe dwie godziny, mimo mgły wylądowałam w Manchesterze punktualnie o godzinie 10:00. Wynajęłam najtańszy samochód i pojechałam autostradą na północ. „Zadzwoń do domu, zadzwoń do domu” – powtarzałam pod nosem, mijając Concord, ale zamiast tego wysłałam tylko wiadomość do Tori: „Odbierz Frankę z przedszkola, nie zdążę wrócić, ojciec znowu uciekł”. Koła zahuczały, gdy mojego forda zniosło na pas techniczny. W tym samym momencie kierowca wielkiego vana zatrąbił na mnie w trakcie wyprzedzania. Pozdrowiłam go środkowym palcem.

Mimo włączonego ogrzewania listopadowa wilgoć wciskała się do kabiny samochodu. O tej porze roku mogłam trafić już na śnieżycę. To jest Nowa Anglia. Tutaj każdą pogodę trzeba brać na serio.

Tori odpowiedziała po minucie: „Pierdol się”. Ale gdyby nie chciała pomóc, napisałaby więcej i milej. Nie miałam wyrzutów sumienia, przecież dopiero w samolocie dostałam od brata wiadomość o …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

FreshMail.pl