Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Opowiadanie

Więzień Kufsteinu

POSŁUCHAJ

W niedzielę po mszy będą pokazywali na rynku węgierskiego zbójnika – powiedziała do męża aptekarzowa Stenzlowa; nie podniosła nawet głowy znad talerza zupy; widział prostą, białą linię jej przedziałka rozdzielającego dwa skrzydła czarnych włosów, zwiniętych z tyłu w niski koczek. – Podobno wygląda przerażająco. – Strata czasu i pieniędzy – mruknął, co zamknęło całą rozmowę. Dzieci też jadły w milczeniu, nieco siorbiąc z przydużych dla nich łyżek, ale czuł w powietrzu ich niemy zawód. Potem, stojąc na zapleczu apteki za mahoniowym kantorkiem, obstalowanym do firmy jeszcze przez ojca, wyrzucał sobie, że był taki szorstki. Pieniędzy im nie brakowało, czasu też. Zaopatrywał w leki, wzmacniające wina i pastylki pół Kufsteinu i sporo okolicznych wiosek, miał też zakład fotograficzny i dom przy Dolnym Rynku, zaraz obok mostu nad Inn, stary i obszerny, bo trzypiętrowy, z fikuśnymi wykuszami na rogach. Stać go było na to, żeby zapłacić tych kilka krajcarów za bilety dla siebie, żony, trojga dzieci, ba, jeszcze służącej i subiekta, nawet by tego nie zauważył. Choć, oczywiście, odnotowałby, jak wszystkie wydatki.

A przecież sobie sprawiał przyjemności. Nie banalne, jak kosztowne breloki do dewizki albo giemzowe rękawiczki, nie grzeszne, jak nocne wycieczki do zamtuzów w Innsbrucku. Ubrania solidne, drogie, ale noszone latami. Z rozrywek: prowadzenie zielnika, prenumerowanie pism naukowych, drobne eksperymenty. Lubił się czasem popisać tym w towarzystwie, zbierać wyrazy uznania, w gruncie rzeczy jednak sprawy nauki, chemii, wynalazków po prostu go bawiły. Tak samo było z fotografią: w rozmowach z żoną czasami się usprawiedliwiał, bardziej przed samym sobą niż przed nią, że to dodatkowy zarobek, jednak w głębi duszy wiedział, że jego atelier przynosi niewiele więcej pieniędzy, niż ich pochłania. Ale dzięki zakładowi on, człowiek pozbawiony jakichkolwiek zdolności do rysunku, może się przyglądać, jak z niebytu przychodzą do niego twarze i stroje sąsiadów, rajców, kupcowych, okrągłe niczym rzodkiewki głowy dzieci. Jak w bajce o głupim chłopcu, który znajduje skarb, jego ręce, w rysowaniu tak niezgrabne, wykradły tę umiejętność światu dzięki czarom. Czarom, które nazywają się „nauka”. Tak było zawsze. Na ścianie apteki wisiał w ciemnych ramkach nieco pożółkły – bo sprzed lat dwudziestu – arkusz z „Wiadomości Innsbruckich”, opisujących eksperymenty z nowo wynalezioną bawełną strzelniczą. Sam ją, ostrożnie, przygotował w aptecznym laboratorium, sam zaniósł do …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00